Kibice peleton męski Tour du Rwanda
fot. Tour du Rwanda

Za nami 14. Tour du Rwanda. Wyścig wygrał Natnael Tesfatsion z Drone Hopper – Androni Giocattoli, acz warto tej imprezie przyjrzeć się nie tylko ze względu na aspekt sportowy.

Tak, wiem, męczę naszych czytelników tym tematem od przeszło tygodnia. Niemniej to już ostatni przegląd wydarzeń z Rwandy i wrócimy do niej zapewne dopiero za rok, a o kilku rzeczach nie było mi dane napisać w podsumowaniach poszczególnych etapów. Oto moje 10 rzeczy do zapamiętania z tegorocznej edycji Tour du Rwanda.

1. Tłumy kibiców
Kolarski świat w oczekiwaniu na opening weekend „zachwycał się” pierwszą imprezą World Tour w tym sezonie – UAE Tour. Przyznam się szczerze, że o ile sportowo nie było tam najgorzej, to jednak po stokroć lepiej oglądało mi się fantastyczne tłumy kibiców przy trasach w Rwandzie. Takich rzeszy fanów pozazdrościć mogliby organizatorzy największych imprez w Europie – myślę, że publikę należy tu liczyć w dziesiątkach tysięcy każdego dnia, a mówimy tylko o widzach stojących na poboczu szos!

Kibice z Rwandy
fot. Tour du Rwanda

2. Działalność charytatywna
O tym jak wiele na terenie Rwandy dobrego czynić próbuje Israel Cycling Academy pisałem już na naszych łamach co najmniej dwa razy. Tegoroczny wyścig pokazał jedno – wsparcie dla rozwoju kolarstwa płynie tam z całego świata, a gdy młode talenty otrzymują sprzęt i opiekę to możemy się spodziewać, że za kilka lat w Rwandzie wyrośnie prawdziwie złote pokolenie. Swoją grupę zawodników sponsoruje tam w tym momencie nie tylko Israel, ale i B&B Hotels – KTM, które stworzyło nawet specjalną linię koszulek, z których to sprzedaży całe środki wysyła właśnie do Afryki.

Tour du Rwanda 2022
fot. B&B Hotels – KTM

3. Klimat
O tym jak bardzo inna jest to strefa klimatyczna najbrutalniej przekonali się zawodnicy tajskiego Grant Thornton – Bike Zone. Gdy wyścig wjechał na 2500m n.p.m. żadnemu nie udało się ukończyć etapu, problemy miało zresztą wielu innych kolarzy. W kontekście mistrzostw świata w 2025 roku bardzo ważna będzie aklimatyzacja, a i wielu zaskoczyć mogą np. ulewne opady deszczu, które wprost storpedowały prolog.

4. Afryka ma talenty
O ile triumfator Natnael Tesfatsion znalazł już angaż w europejskiej ekipie drugiej dywizji, o tyle na Czarnym Lądzie wciąż czeka wiele perełek do wyciągnięcia i oszlifowania. O Henoku Mulubrhanie już pisałem w osobnym artykule, przyjrzyjmy się zatem innym zawodnikom. Od Europy odbili się około dwudziestopięcioletni Moise i Samuel Mugisha. Czemu około? W przypadku tego pierwszego datą urodzenia jest klasyczny dla afrykańskich zawodników 1 stycznia – wierzyć zatem pozostaje, że chociaż 1997 rok się zgadza. 9. w całej imprezie był zresztą ich rówieśnik – Eric Manizabayo.

Młodsi? 5. w finiszu z dużej grupy był 20-letni Rnus Byiza Uhiriwe. Chłopak ma angaż w Team Qhubeka i oby zdołali go tam rozwinąć. 5. na odcinku z metą na podjeździe był z kolei około 20-letni Eric Muhoza. Ten już angażu nie ma, podobnie jak chyba największe objawienie tej imprezy – Samuel Niyonkuru. 18-latek na podjazdach nie dawał szans nikomu, jego ataki były piorunujące, niestety wyraźnie brakuje mu jeszcze techniki i doświadczenia – tracił całe minuty na zjazdach, a i próbował skoków momentami w momentach, gdy główna grupa i tak nie dawała mu szans by odjechać. Odpowiedni trener powinien jednak sprawić, że ten chłopak osiągnie coś wielkiego.

Reprezentacja Rwandy
fot. Tour du Rwanda

5. Mur de Kigali i Rebero to genialne połączenie
Dwa niezbyt długie podjazdy w stolicy Rwandy stały się już ikonami tej imprezy. W dniu wczorajszym na 75km dały w sumie niemal 2000 metrów przewyższenia, a to oznacza tylko jedno – odpowiednio poprowadzona trasa mistrzostw świata może ich mieć nawet i siedem tysięcy. Taki światowy czempionat to byłby istny rollercoaster, a brukowane 400m Mur de Kigali o średnim nachyleniu 13,5% śniłoby się kolarzom po nocach.

Mur de Kigali, peleton męski
fot. Team Novo Nordisk

6. Własnymi siłami
Bardzo długo wydawało mi się, że to La Tropicale Amissa Bongo jest tą większą imprezą w Afryce. W Gabonie rządzą jednak mocno związani z Francją organizatorzy, dla których w obliczu pandemii łatwiej jest po prostu odwoływać swój wyścig. Tymczasem Tour du Rwanda mocno opiera się na lokalnych siłach i sponsorach, dzięki czemu impreza stabilnie się rozwija. Oby za rok była już kategoria ProSeries i ze 150 zawodników na starcie.

Paul Kagame
fot. Tour du Rwanda

7. Genialna lokalizacja do obozów treningowych
Czy Chris Froome, Rein Taaramäe i wielu innych kolarzy może się mylić? W tym roku większość ekip obecnych na starcie do końca nie podawała pełnych składów, bo na zgrupowaniu w Rwandzie przebywali nie tylko startujący kolarze, ale i ich koledzy. Stabilna temperatura w okolicach 20-25 stopni, genialna baza hotelowa – w Kigali znajdziemy niejeden 5-gwiazdkowy hotel, wymagające podjazdy i duża wysokość nad poziomem morza. To brzmi jak genialna alternatywa dla oklepanej Majorki.

Kigali Convention Centre
fot. kcc.rw

8. Walka od startu do mety
Ściganie w Rwandzie nieco przypominało to juniorskie czy kobiece i broń boże nie jest to obraza! Akcje zaczepne od samego początku etapów, wysoko sklasyfikowani zawodnicy szukający swoich szans wcześniej niż na ostatnich kilometrach, nie ma lepszej reklamy dla kolarstwa niż takie aktywne ściganie. Aż nie wiedziałem który etap powinien tu został podlinkowany – większość z nich była bowiem małym widowiskiem.

9. Fantastyczne widoki
Regularnie jesteśmy bardzo dumni z tego jak Tour de Pologne reklamuje niektóre regiony Polski. I bardzo dobrze! Kolarstwo ma bowiem genialny potencjał do pokazywania piękna nie tylko sportu, ale i poszczególnych miejsc. Organizatorzy Tour du Rwanda również wiedzą jak wykorzystać marketingowo swoją imprezę i w tym roku zabrali ją w najpiękniejsze zakątki swojego państwa. Były parki narodowe, istne cuda architektury, znalazło się i miejsce na wspomnienie historii tego targanego wojnami i kolonializmem regionu. Tak to należy robić.

Kibice Rwanda
fot. Tour du Rwanda

10. Natnael Tesfatsion
Ale jak to? Przecież już było o talentach, a tu znów 22-letni Erytrejczyk? Ano i owszem, bowiem to zawodnik, który obok Biniama Girmaya ma moim zdaniem największy potencjał na zrobienie wielkiej kariery. Oglądałem tego skromnego chłopaka na żywo w Polsce podczas Tour Bitwa Warszawska 1920 i mocno śledzę jego rozwój, a postępy Natnaela przerastają moje najśmielsze przewidywania. Dobrze, że Gianni Savio wie jak wychować gwiazdę.

Natnael Tesfatsion, Anatoliy Budyak, Jesse Ewart
fot. Tour du Rwanda
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments