fot. Lotto Soudal

Niecała minuta – tyle czasu antenowego potrzebował Caleb Ewan, by odnieść swoje pierwsze zwycięstwo w tym sezonie.

Dla Australijczyka Saudi Tour jest pierwszym wyścigiem w tym sezonie. Australijczyk jednak nie zamierzał oszczędzać nogi na poważniejsze sprawdziany. Od razu zabrał się do roboty i efektem jest zwycięstwo. W jaki sposób to zwycięstwo odniósł? Jedyne, co na ten temat można powiedzieć, to to, że na około 300 metrów przed metą był z przodu, na kole Jaspera De Buysta, a później pewnie wykończył akcję kolegi.

I to właściwie tyle. Trudno napisać cokolwiek więcej, ponieważ z powodu problemów technicznych, o których szerzej pisaliśmy w relacji z etapu, mogliśmy obejrzeć w telewizji tylko ostatnie kilkaset metrów rywalizacji. Na szczęście obrazek z samej końcówki nie zakłamał rzeczywistości. Współpraca ulepszonego pociągu Ewana faktycznie funkcjonowała całkiem dobrze.

Nie ma lepszego sposobu, by rozpocząć sezon. Oczywiście fajnie jest zacząć od zwycięstwa, ale przede wszystkim byłem pod wrażeniem pracy moich kolegów z zespołu. Wykonali perfekcyjną robotę. Sekcja gravelowa na 20 kilometrów przed metą spowodowała pewien chaos, a także kilka kraks, ale dzięki moim kolegom, mnie wypadki omijały szerokim łukiem. Dzięki nim byłem cały czas z przodu, z dala od wszelkich niebezpieczeństw.

Po tym wszystkim zostałem przez nich perfekcyjnie rozprowadzony, tak, że musiałem finiszować tylko na ostatnich 100 metrów. To zwycięstwo należy do całej ekipy – także Jarrada Driznersa i Rudigera Seliga, którzy błyskawicznie wkomponowali się w zespół i już dziś ułatwili mi zadanie

– mówił Australijczyk.

Wygląda więc na to, że Selig, ostatnio znany głównie jako rozprowadzający Pascala Ackermanna w barwach BORA-hansgrohe, jest w stanie pokazać swoje możliwości również jako członek kompletnie innego pociągu.

Inny ważny pozytyw to fakt, że dzięki zwycięstwu Ewana na konto belgijskiej ekipy powędrowało 14 punktów do rankingu UCI, co jest o tyle istotne, że Lotto Soudal jest w tym momencie wśród ekip walczących o utrzymanie w najwyższej dywizji. Włodarze tego zespołu mogą tylko żałować, że Ewan raczej nie ma co liczyć na 125 punktów za zwycięstwo w całym wyścigu. W przeciwieństwie do poprzedniej edycji, tym razem trasa promuje nie sprinterów, a puncherów. Na szczęście w odwodzie pozostaje Maxim Van Gils – kto wie, może to o nim usłyszymy w kontekście walki o generalkę?

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments