fot. Pinterest

Marco Pantani obchodziłby dziś swoje 52. urodziny. Uznałem, że ta okazja jest doskonała by przybliżyć czytelnikom naszego portalu sylwetkę wielkiego włoskiego mistrza. Poniższy tekst popełniłem dwa lata temu, gdy wypadała okrągła 50 rocznica narodzin Marco i zamieszczony został na facebookowym portalu Peletonawka. Zapraszam do lektury!

Początki

Zacznijmy od początku, jak w niewielkim włoskim miasteczku jakim jest Cesena dorastał przyszły wielki kolarski mistrz? Co nakłoniło go do podjęcia się kolarstwa? Pantani jako młodzieniec nie osiągał wybitnych wyników w nauce. Jego uwaga skupiona była na wielu zajęciach, lecz niekoniecznie związanych z edukacją. Zainteresowaniami młodego Marco było wtedy chociażby wędkarstwo, pasja przekazana od jego dziadka, czy polowania wraz z ojcem. Jako pierwszy sport uprawiał on piłkę nożną, lecz szybko zrozumiał iż nie jest to sport dla niego. Marco zainspirowany swoimi rówieśnikami uprawiającymi kolarstwo w lokalnej drużynie, dołączył do nich i ruszył na swoje pierwsze treningi w wieku 11 lat. Jeździł on na ciężkim, starym rowerze swojej matki, mimo tego jego wyniki były nadzwyczaj dobre, a gdy młodzi zawodnicy z Ceseny i okolic podjeżdżali pod okoliczne wzniesienia, nikt nie był w stanie „zerwać” Pantaniego ze swojego koła. Swój pierwszy wyścig kolarski wygrał w 1984 roku, mając 14 lat. Przez najbliższe lata jego wybitne umiejętności jazdy pod górę rozwijać się będą w błyskawicznym tempie, a sukcesy nadejdą i to stopniowo coraz bardziej prestiżowe.

Rozwój i pierwszy zawodowy kontrakt

Pierwsze kroki ku zawodowemu peletonowi Włoch zaczął stawiać w 1990 roku, kiedy wziął udział w Giro Ciclistico d’Italia, czyli wyścigu dookoła Włoch dla zawodników U-23, popularnie zwanym ,,Baby Giro”. Zajął on tam świetną 3. lokatę. Pokonał go wtedy między innymi Ivan Gotti, przyszły dwukrotny triumfator Giro d’Italia. Był to pierwszy z wielu pojedynków, jakie ta dwójka stoczyła na przestrzeni kolejnych lat. W roku 1991 ,,Słonik” (Pantani nazywany był tak przez swoich najbliższych z powodu jego odstających uszu) w młodzieżowym Giro ponownie stanął na podium, tym razem na drugim miejscu. Te wyniki wystarczyły by otrzymał pierwszy zawodowy kontrakt, w 1992 roku po Pantaniego zgłosiła się przepełniona gwiazdami Carrera (w ich barwach wtedy występowali chociażby Stephen Roche, Claudio Chiappucci czy młody Andrea Tafi) to tutaj rozpoczyna swoją, zdecydowanie za krótką bo jedynie 11 letnią, profesjonalną karierę. Podczas debiutanckiego sezonu jako zawodowiec Marco skompletował wszystkie możliwe miejsca na podium ,,Baby Giro” i wreszcie odniósł tam zwycięstwo, zgarniając po drodze dwa górskie etapy. Pantani zadebiutował w Giro d’Italia w 1993 roku, wyścigu nie ukończył, ale z pewnością nabrał doświadczania i niezbędnej wiedzy o trzy tygodniowym wyścigu, aby iście eksplodować w kolejnym sezonie.

Eksplozja talentu i pechowy wypadek

Pierwsze poważne sukcesy nadeszły wraz z sezonem 1994, filigranowy Włoch zadziwił cały świat swym niesamowitym występem w domowym Wielkim Tourze. Wygrał on wtedy
14. oraz 15. etap, obydwa w niepodrabialnym stylu, samotnie przekraczając linie mety z szokującą przewagą nad rywalami. W klasyfikacji generalnej zajął 2. lokatę przegrywając tylko z rosyjskim objawieniem – Yewgenim Berzinem. Osiągając taki rezultat Carrera wysłała Marco na jego debiut w Wielkiej Pętli, bez żadnej presji. Ambicje popularnego Pirata (pseudonim wziął się od charakterystycznego wyglądu Pantaniego – łysa głowa, bandana oraz złote kolczyki w uszach) nie pozwoliły mu jednak nie podjąć walki z ówczesnym dominatorem francuskiego wyścigu – Miguelem Indurainem. Włoch podejmował wiele prób i ataków, lecz żaden nie przyniósł pożądanych efektów, Hiszpan był bezbłędny i odniósł kolejny triumf w Tour de France, Pantani zakończył wyścig na 3. miejscu. Ze względu na taki sezon, oczekiwania wobec górala Carrery na przyszły rok
były jasne – zwycięstwa w klasyfikacjach generalnych Wielkich Tourów.
Rok 1995 w karierze bohatera ,,tifosi” można określić jako słodko – gorzki. Miał on ponownie wystartować w Giro a następnie we francuskim Tourze. Przygotowania zaburzone zostały przez wypadek na treningu, 1 maja 1995 roku, czyli ledwie kilka dni przed startem włoskiego wyścigu. Pantani odniósł takie obrażenia iż musiał zrobić to czego nienawidził najbardziej – odpuścić. Powrócił w połowie czerwca na Tour de Suisse gdzie zwyciężył w jednym z etapów, jego forma na krótką chwilę przed Tourem wyglądała na niestabilną, kosmiczne występy przeplatał głębokimi kryzysami. Wystartowała kolorowa karawana Touru, do 15. etapu dla Pantaniego wszystko wyglądało dobrze, zwyciężył 10. etap kończący się na legendarnym wzniesieniu Alpe d’Huez oraz etap 14. Na odcinku prowadzącym z Saint Girons do Cauterets Pantaniego dopadł go jednak potężny kryzys, stracił wtedy do Miguela Induraina ponad 13 minut! To był absolutny koniec marzeń o końcowym sukcesie na Polach Elizejskich. Tour zakończył na 13. miejscu a na pocieszenie pozostała mu tylko biała koszulka najlepszego młodzieżowca tamtego wyścigu. Ostatnią nadzieją na uratowanie pechowego sezonu były górskie mistrzostwa świata w kolumbijskiej Duitamie. Trasa wyglądała na stworzoną z myślą o Piracie, ten walczył z całych swoich sił, ale tych starczyło jedynie na brązowy medal, pokonany ponownie przez Induraina oraz tęczowego wtedy – Abrahama Olano. Najgorsze było jednak dopiero przed nim. Zaraz po powrocie z Kolumbii Pantani miał kolejny wypadek, podczas październikowego wyścigu Mediolan-Turyn, ten jednak o wiele poważniejszy niż majowy. Słonik ledwo uszedł z życiem, miał złamaną kość piszczelową oraz strzałkową w wielu miejscach. Jego kariera stanęła pod wielkim znakiem zapytania. Wraz z końcem sezonu 1996 ze sponsoringu drużyny wycofała się Carrera. Wielu jej kolarzy przeszło do innej włoskiej ekipy – Mercatone Uno, która przebudowana, od teraz skupiona była w pełni wokół Pantaniego i jako cel obrała sobie triumf w Tour de France.

Powrót

Mierzący 172 cm Włoch wrócił do ścigania wraz z początkiem sezonu 1997 roku. Po rocznej przerwie od zawodowego peletonu mało kto wiedział na co stać Pirata, ten otworzył sezon solidnymi wynikami w dziesiątce ardeńskich klasyków, jego przygotowania do Giro szły bez zakłóceń. Pech powrócił wraz z pierwszymi odcinkami różowej imprezy kiedy to czarny kot wybiegł pod koła Pantaniego powodując jego upadek, etap ukończył w ogromnym bólu a uraz mięśniowy, którego doznał spowodował, że musiał opuścić swe ukochane Giro. Marco zdążył przygotować się do Tour de France, jednakże jego kondycja ponownie stanowiła wielką niewiadomą dla rywali. Jak się okazało Pantani w górach był najlepszą wersją siebie, istną bestią, wlatywał pod alpejskie przełęcze niczym ptak, wygrał dwa etapy: etap 13. z metą na Alpe d’Huez, gdzie ustanowił rekord panujący do dzisiaj! Pokonał końcowe 14.5 kilometra w 37 minut 35 sekund, oraz 15. etap. Brak predyspozycji do rywalizacji w jeździe indywidualnej na czas ostatecznie kosztował Pantaniego końcowy sukces, opuszczał Paryż jako trzeci kolarz La Grande Boucle.

Złoty zapis w kolarskiej historii

Nadszedł 1998 rok – przełom w karierze Marco Pantaniego, jako 28 letni kolarz był w idealnym wieku by wreszcie zwyciężyć Wielki Tour, oczekiwały tego całe Włochy, presja rosła. Do Giro podchodził jako faworyt tuż obok Ivana Gottiego, Alexa Zulle i Pavla Tonkova. Zwyciężył na 14. etapie oraz przejął Maglia Rosa na 17. odcinku, zdawało się że wszystko jest pod kontrolą L’Elefantino, na etapie 19. cały peleton mógł jedynie oglądać jego plecy, charakterystyczny agresywny styl jazdy poskutkował kolejnym etapowym triumfem i powiększeniem przewagi w „generalce”. Pantani wreszcie to zrobił, wygrał Giro d’Italia, namaszczony na początku swej kariery tytułem następcy Coppiego nareszcie dopełnił przeznaczenia, całe Włochy popadły w euforie, padały jedynie pytania bez odpowiedzi, gdzie jest granica tego człowieka? O ile szybciej on jeszcze może się wspinać? Marco imponował kolejnymi rekordami czasów na prestiżowych podjazdach. Po tak wielkim sukcesie nie spoczął na laurach i po krótkim odpoczynku stanął na starcie Tour de France. Początek wskazywał na to, jakby Pantani wciąż był bardzo zmęczony po Giro, zajął 181. miejsce w prologu, a na pierwszej czasówce stracił ponad 4 minuty do Niemca Jana Ullricha. Nikt nie sądził, że taki deficyt jest do zniwelowania, klasa zawodników przed Włochem była za wysoka, nadzieje ,,tifosi,, umierały z każdym kolejnym etapem.

22 lipca 1998, 11. etap Tour de France, data która w kalendarzach ówczesnych kibiców kolarstwa była z pewnością zaznaczona na czerwono – etap z finiszem na Plateu de Beille, kolarska uczta. Absolutny popis Marco Pantaniego, klasyczny atak z ułożeniem rąk na dolnym chwycie, na twardym obrocie, ruszył już u samego podnóża z pędzącym u jego boku charakterystycznym pociągiem. Każdy kolejny metr pod górę to była finezja w wykonaniu Włocha, dokładał czas wszystkim rywalom a wyglądał przy tym jakby to była najłatwiejsza rzecz jaką może robić! Nie do opisania jest to jaką lekkość w jeździe pod górę posiadał ten zawodnik, pewnie zwyciężył etap i nadrobił do faworytów aż półtorej minuty! Jego strata wciąż wynosiła trzy minuty, ale ponownie narodziła się nadzieja. Pantani powstawał niczym feniks z popiołu, by dać największe show na pierwszym alpejskim etapie z Grenoble do Les Deux Alpes. Trasa przebiegała przez owiany legendą Col du Galibier, to tam do walki rzucił się „Pirat”, 48 kilometrów do mety, ruszył, bez kalkulacji, wszystko albo nic. W mrożącej krew w żyłach pogodzie zatrzymał się na szczycie Galibier w celu założenia na siebie kurtki przeciwdeszczowej, wydawało się iż zapiął ją w oka mgnieniu, chwilę potem mknął dalej, niebezpiecznym zjazdem do mety. Dotarł na nią jako pierwszy, samotnie, to jakie różnicę zrobił przerosły oczekiwania każdego. „Słonik”, niepozorny chłopak z Ceseny, nadrobił 9 minut nad Janem Ullrichem, jadącym wtedy w żółtym trykocie. To był po prostu nokaut, Ullrich leżał na deskach i nic nie wskazywało na to żeby miał się podnieść.
Przewaga Pantaniego wynosiła 3 minuty, taka też pozostała aż do Paryża.
Marco wygrał Tour de France, zapisał się jako piąty kolarz, do tej pory ostatni, kompletujący dublet Giro – Tour w jednym sezonie, był pierwszym Włochem od 1965 roku i Felice Gimondiego odnoszącym triumf w Tourze. Pantani przeszedł do historii. Za sezon 1998 otrzymał prestiżową nagrodę Vélo d’Or.
fot. film „Il Pirata: Marco Pantani”

Doping i owiane tajemnicą Giro 1999

Pantani wkraczał w 1999 rok jako jedna z największych gwiazd zawodowego peletonu, miał ledwie 29 lat, wiele lat kariery przed nim, wszyscy tak uważali, tak by i pewnie było gdyby nie wydarzenia, które miały miejsce podczas Giro’d Italia 1999. Marco był przygotowany perfekcyjnie, podbudowany zeszłorocznymi sukcesami, kontrolował cały wyścig od początku. Wygrał aż cztery etapy: 8., 15., 19. oraz 20. z finiszem na Madonna di Campiglio. Marco płynął na fali nieograniczonych możliwości, nie spodziewał się jednak jak bolesny będzie upadek z absolutnego sportowego szczytu. By cieszyć się w różowej koszulce pozostał mu tylko jeden górski etap przed którym jego przewaga wynosiła 5 minut 38 sekund, jego myśli kierowały się już ku Wielkiej Pętli. Poranek 5 czerwca odmienił jednak całe jego życie, testy po 20. etapie wykazały wartość hematokrytu – 52%, przekroczenie limitu UCI o 2%. Na co to wskazywało? Na popularną wtedy erytropoetynę – EPO. Czy to zaskoczenie? Oczywiście, że nie. Były to czasy tak zwanej „EPOki”, każdy by liczyć się wtedy w czołówce musiał stosować wiele różnych, często dużo gorszych specyfików. Nie ujmuje to absolutnie nic z osiągnięć Pantaniego, świadczy o tym chociażby to, że nigdy nie został za to zawieszony czy oskarżony, a całe top 10 tamtego wyścigu zamieszane jest w różne afery dopingowe, był to jednak dla niego wyrok śmierci.

Pozbawiony drugiego triumfu w Giro, po podaniu wiadomości o wpadce do mediów zapadł się pod ziemię, Marco po prostu zniknął, tak samo jak jego próbki krwi z badania z 4 czerwca 1999 roku. Budzi to wiele kontrowersji i pobudza fanów teorii spiskowych aż do dzisiaj. Pantani powrócił w 2000 roku startując ponownie w Giro, trenując przed wyścigiem zaledwie jeden dzień! Pomógł on wtedy wygrać koledze z drużyny – Stefano Garzellemu, sam nie wyglądał już jak ,,ten,, Pantani. Następnie zadecydował się wziąć udział w Tour de France, tam w Pirenejach poniósł straty, które skreśliły go z walki o końcowy sukces. Marco walczył jednak dalej, na etapie 12. kończącym się na Mont Ventoux odjechał wraz z Lancem Armstrongiem, który oddał mu zwycięstwo etapowe, to uraziło godność Pantaniego, nie wybaczył tego Lancowi do końca swego życia. Chciał pokonać go w sportowej rywalizacji. Na 15. odcinku nie pozostawił jednak złudzeń, wygrał samotnie w Courchevel, jak się później okazało było to jego ostatnie zawodowe zwycięstwo.

Kolejne lata to stopniowy upadek ulubieńca włoskich kibiców, Pantani nie ukończył ani Giro, ani Vuelty w 2001 roku. 2002 rok to kolejna porażka i kolejne wycofanie się z Giro,
„Pirat” ścigał się już tylko sporadycznie. W 2003 roku ukończył swoje ostatnie Giro w życiu. Dotarł do mety na 14. miejscu w klasyfikacji generalnej. Pantani chciał, lecz wydarzenia po 1999 roku kosztowały go za dużo, między innymi mentalnie. Ogromna nienawiść i nacisk ze strony mediów, fanów była dla Pantaniego nie do przyjęcia bez pomocy środków odurzających. Marco popadał w coraz głębsze problemy z narkotykami.

Śmierć

14 lutego 2004 roku Marco Pantani został znaleziony martwy w pokoju hotelowym w Rimini. Oficjalnie zmarł z powodu przedawkowania kokainy. Nie ma sensu zagłębiać się teraz w różne teorie spiskowe, po prostu przypomnijmy sobie dziś o tej wielkiej postaci światowego kolarstwa, podziękujmy za wszystkie emocje, które nam zagwarantował i oddajmy hołd smutnej legendzie naszego sportu.

Spoczywaj w pokoju Marco!
Poprzedni artykułMediolan przeznaczy ponad 200 milionów euro na budowę ścieżek rowerowych
Następny artykułNadchodzi kolejna okazja by potrenować wraz z kolarzami INEOS Grenadiers!
Oskar Sasak
Student III roku prawa Uniwersytety Łódzkiego. Były kandydat na kolarza z przeszłością w kategoriach juniorskich, obecnie kolarz - amator, pasjonujący się kolarskimi zmaganiami na wszystkich poziomach, od juniorów po World Tour.
guest
5 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze
zbig
zbig

polecam film o tytule „przypadkowa śmierć rowerzysty” …pod takim należy szukać…

Pio
Pio

W 1996 r. M miał ciężki wypadek na trasie Mediolan-Turyn a nie na treningu a grupa Marcatone Uno istniala już „kilka” lat przed podpisaniem kontraktu z M na 1997 r. Dalej nie cztałem…

Monika
Monika

Miejscowość w której się urodził i jest pochowany to Cesenatico a nie Cesena. Pisząc artykuł wypada to sprawdzić bo to dwie różne miejscowości we Włoszech. W Cesenatico jest na dworcu kolejowym jego muzeum a w samej miejscowości stoi pomnik Marco. Dla tego małego miasteczka to prawdziwa legenda sportu.