fot. Groupama-FDJ

Arnaud Demare wygrywa Paryż-Tours. Wygrał ją po finiszu z… czterosobowej grupy.

115. edycja Paryż-Tours była w zasadzie powtórzeniem trasy z poprzednich trzech edycji. Po stosunkowo łatwych pierwszych 160 kilometrach, mieliśmy otrzymać ponad 50 kilometrów po pagórkowatej i pełnej krótkich szutrowych odcinków szosie. Można więc było spodziewać się wielu ciekawych akcji.

Do najważniejszej akcji pierwszej części wyścigu doszło na 98 kilometrów przed metą, kiedy od dużego peletonu oderwało się 35 zawodników. Wśród nich znaleźli się m.in. byli triumfatorzy tego wyścigu – Soren Kragh Andersen, Casper Pedersen bardzo szybcy na finiszach Christophe Laporte, Danny Van Poppel, Jasper Philipsen, Arnaud Demare i wielu innych bardzo mocnych zawodników. Był wśród nich również Maciej Bodnar, który w ten sposób uczcił swój ostatni start w barwach BORA-hansgrohe.

Grupka była duża, pełna klasowych kolarzy i utrzymywała się z przodu przez kilkadziesiąt kilometrów. Jednak nie była sobie w stanie wywalczyć naprawdę dużej przewagi nad goniącymi ją kolarzami. Na około 50 kilometrów zaczęły się ataki z niej. Najpierw do przodu ruszył Kevin Ledanois, który jednak nie zdołał uciec współuciekinierom, a niedługo później podobnego wyczynu spróbowali dokonać Stan Dewulf, Franck Bonnamour oraz Frederik Frison.

Oni okazali się skuteczniejsi. Oderwali się od pozostałych kolarzy i można powiedzieć, że zrobili to w ostatniej chwili, ponieważ chwilę później obie grupy połączyły się, by stworzyć jeden peleton.

Trójka przez większość pozostałego dystansu utrzymywała około 30-50 sekundową przewagę nad pogonią. I nawet jeśli może wydawać się, że jest to przewaga raczej niewielka, to utrzymywała się przez dłuższy czas. Prowadząca po wąskich, niewyasfaltowanych uliczkach trasa znacząco redukowała zalety jazdy w peletonie.

Gdy na 20 kilometrów przed metą zaczęły się poważne ataki z głównej grupy – aktywni byli m.in. Jasper Stuyven i Valentin Madouas, różnica między peletonem, a ucieczką zmalała do niecałych 20 sekund. Wkrótce później obaj panowie znów spróbowali oderwać się od reszty. Tym razem okazali się skutecznejsi. Zaatakował Madouas, a za nim pojechał właśnie Stuyven i czterech innych kolarzy – Roger Adria, Mathis Louvel, Bob Jungels oraz Arnaud Demare.

Akcje Groupama-FDJ, która na zwycięstwo w tym klasyku czeka już od 2008 roku i zwycięstwa Philippe’a Gilberta stały więc teraz całkiem wysoko. Tym bardziej, że Demare czuł się na tyle dobrze, by nie czekać na finisz i zaatakować. Podążył za nim jedynie Jasper Stuyven.

Choć kolarze jadący w barwach Groupama-FDJ i Trek-Segafredo stworzyli naprawdę mocną grupę i naprawdę mocno pracowali pokonując kolejne kilometry to… ich strata do uciekinierów niemal w ogóle nie malała. Przez długi czas utrzymywała się na poziomie kilkunastu sekund. Z prowadzącej trójki zdołali doścignąć jedynie Frisona, który złapał gumę.

Sylwetki dwóch pozostałych uciekinierów zaczęły im majaczyć przed oczami dopiero na 2 kilometry przed metą. Mieli wtedy 8 sekund straty. Systematycznie ją zmniejszali. Do 7 sekund, do 6 sekund i tak dalej, ale czasu na dogonienie uciekinierów mieli coraz mniej.

I istnieje jakaś szansa, że zabrakłoby go im, gdyby nie chwila zawahania z przodu. Na kilkaset metrów przed metą z przodu na zmianie był Bonnamour, który w pewnym momencie zdawał się oczekiwać, że Dewulf wyjdzie na zmianę. Ten jednak wciąż trzymał się na kole Francuza, który delikatnie zwolnił, a to wystarczyło, by Stuyven i Demare w końcu dołączyli do czołówki.

Na finiszu obyło się bez niespodzianki – wygrał Demare. Drugi był natomiast Bonnamour, któremu mimo wszystko wciąż zostało nieco sił w nogach. Podium uzupełnił Stuyven, natomiast Dewulf, wykończony długą ucieczką dojechał do mety z trzysekundową stratą do czołowej trójki.

Wyniki Paryż-Tours 2021:

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments