fot. Szymon Gruchalski

Flandria dała Katarzynie Niewiadomej pierwszy medal mistrzostw świata w kolarskiej elicie kobiet w karierze. Wywalczyła go wielkim sercem, mocą i dobrym zmysłem taktycznym, potwierdzając raz jeszcze, że jest jedną z najlepszych zawodniczek na świecie.

Komentatorzy brytyjskiego Eurosportu nie szczędzili Katarzynie Niewiadomej komplementów podczas transmisji z dzisiejszego wyścigu. Przypominali, że niemal w każdym wyścigu w sezonie walczyła o najwyższe lokaty, ale zawsze brakowało tej przysłowiowej kropki nad „i”. Dlatego też życzyli jej wielkiego zwycięstwa, jakim bez wątpienia byłaby tęczowa koszulka. A gdy już okazało się, że w sprincie ze zredukowanego peletonu wywalczyła brąz, chwalili Polkę za rozwinięcie umiejętności w tej właśnie kolarskiej specjalności.

Niewiadoma nie ma w tym sezonie ani jednego zwycięstwa, ale w istocie trudno w to uwierzyć. Na Igrzyskach Olimpijskich w Tokio była 14., w Mistrzostwach Europy w Trydencie zajęła najgorsze dla sportowców 4. miejsce, zresztą podobnie jak prestiżowym wiosennym klasyku Liège-Bastogne-Liège. Drugie miejsce wywalczyła w Walońskiej Strzale, gdzie do wyprzedzenia Holenderki Anny Van der Breggen zabrakło jej dosłownie kilku obrotów korbą. Trudno zliczyć te wszystkie sytuacje z tego sezonu, w których to Kasia inicjowała ataki, spawała straty, czy dawała z siebie wszystko na finiszu. Nie tylko bowiem w Belgii próbowała w ten sposób coś dla siebie ugrać.

Zarówno my, dziennikarze, ale także polscy kibice wiedzieli i wierzyli, że przyjdzie wreszcie dzień, w którym Katarzyna Niewiadoma otrzyma rekompensatę za cały wysiłek włożony w sezon – zarówno ten fizyczny, jak i mentalny. Mieliśmy głęboką nadzieję, że powetuje to sobie z kopyta – tęczową koszulką, ale choć nie udało się jej założyć, to brązowy medal przynosi nam, i z pewnością także Kasi, górę szczęścia i dumy. A nawet – można by zaryzykować stwierdzenie – smakuje jak złoto.

Dlaczego? Dlatego, że zdobyła go w znakomitym stylu. W żargonie piłkarskim mówi się o gryzieniu murawy, a Niewiadoma pożerała dziś asfalt w okolicach belgijskiego Leuven. Nie było w tym wyścigu momentu, w którym nie byłaby z przodu i nie pilnowała swoich interesów. We wcześniejszych fazach rywalizacji otoczona jeszcze koleżankami z zespołu, a później sama – atakująca, kasująca straty, szarpiąca i wreszcie… finiszująca po brąz, co nigdy przecież nie było jej specjalnością. Raz jeszcze to podkreślmy! A jeśli ktoś ma wątpliwości, niech spojrzy na fizjonomię Włoszek czy Holenderek i porówna ją z posturą Polki. Dodatkowo fakt, że zrobiła to po dobrych pięciu atakach naprawdę budzi wielki podziw.

Ponadto – rywalki. Jadące w ogromnej przewadze i zawsze wspaniale zgrane Włoszki, Holenderki, spośród których niemal każda zawodniczka może walczyć o zwycięstwo czy Brytyjki – z jednej strony odmłodzone, a z drugiej mające w składzie ostoję w postaci mistrzyni świata z Richmond z 2015 roku Lizzie Deignan. Poziom kobiecego kolarstwa (zwłaszcza) w ostatnich dwóch sezonach podniósł się znacząco. Zawodniczki z czołówki charakteryzują się pełnym profesjonalizmem, co sprawia, że o tym, która z nich jako pierwsza minie linię mety decydują szczegóły i siła mentalna, a czasami także po prostu szczęście.

W obliczu blamażu na Mistrzostwach Europy, gdzie wyścig elity ukończyły tylko Niewiadoma i Marta Lach, tym razem (sprawiedliwie) trzeba reprezentantki Polski pochwalić. Niełatwy, dynamiczny, rozgrywany na rundach w wymagającej kolarsko Flandrii wyścig w Leuven ukończyły wszystkie nasze reprezentantki – Marta Lach, Karolina Kumięga, Marta Jaskulska, Karolina Karasiewicz oraz Aurela Nerlo. W drodze na podium podkreślała to również Kasia Niewiadoma. — Jestem bardzo dumna z moich kobiet, bo na co dzień tak naprawdę się nie ścigamy, a dzisiaj każda z nich poświęciła się dla mnie. To było coś niesamowitego. Jestem bardzo szczęśliwa — mówiła obcierając ręcznikiem pot i słuchając owacji stojącej obok publiczności.

Tymczasem złoty medal i legendarna tęczowa koszulka powędrowała w ręce 23-letniej Włoszki pochodzącej z Cuneo Elisy Balsamo, która na zakończenie wyścigu o mistrzostwo świata popisała się sprintem swojego życia, pokonując byłą trzykrotną mistrzynię globu Marianne Vos, po policzkach której popłynęły łzy zawodu i smutku. Skorzystała z fenomenalnego rozprowadzenia Elisy Longo Borghini, która zostawiła ją samą dopiero 100 metrów przed linią mety. Dla Balsamo jest to bez wątpienia przełomowy sukces w profesjonalnej karierze, choć campionessa del mondo była już w 2016 roku, w kategorii juniorek.

Włochom dała pierwszy tytuł mistrza świata zawodowców ze startu wspólnego od dziesięciu lat, chociaż generalnie podtrzymała ich wspaniałą passę, jaka w ostatnich miesiącach staje się ich udziałem. Słynnego rytmicznego i pozytywnego w swojej wymowie hymnu Italii (Il Canto degli Italiani) wysłuchali już między innymi piłkarze zdobywając we wspaniałym stylu tytuł mistrzów Starego Kontynentu, siatkarze osiągając to samo, Filippo Ganna triumfując w jeździe indywidualnej na czas we Flandrii czy Sonny Colbrelli, również triumfujący w Mistrzostwach Europy. „Bracia Włosi, Italia się budzi”. Istotnie.

Na zakończenie jeszcze jeden akapit o sukcesie Katarzyny Niewiadomej. To historyczny dzień nie tylko dla niej, ale również dla polskiego kolarstwa. 26-latka jest bowiem pierwszą kolarką, która wywalczyła medal dla Polski na światowym czempionacie. I w sumie zaryzykuję tezę, że była w tym wyścigu najmocniejsza, ponieważ zdobyła medal pomimo osamotnienia wobec bardziej licznych i mocniejszych w kolektywie drużyn narodowych. Z tym wyjątkowo zgodzę się z premierem Glińskim, który pogratulował Niewiadomej na Twitterze i dokonał takiej samej oceny jej występu. Tylko sport może pogodzić dziennikarza i polityka, czyż nie? Ten brąz smakuje jak złoto. Naprawdę.

guest
1 Komentarz
Najstarsze
Najnowsze
Inline Feedbacks
View all comments
giec
giec

Jak to w sporcie , nie zawsze najlepszy wygrywa , Kasia była najmocniejsza w tym wyścigu !