fot. Karpacki Wyścig Kurierów

Zwycięstwem etapowym Filipa Maciejuka zakończył się 38. Karpacki Wyścig Kurierów im. Wacława Felczaka, triumf ten pozwolił Polakowi nadrobić starty w klasyfikacji generalnej i zwyciężyć w całej imprezie.

Ostatni dzień ścigania po karpackich szosach prowadził po wymagającej trasie z Muszyny do Niedzicy. Najpoważniejszymi przeszkodami czyhającymi na kolarzy były Przełęcz Knurowska (10,7 km; 2,4%) oraz Przełęcz Trybska (1 km; 3,3%). Nieco pod górę prowadziły także ostatnie metry pod metą ulokowaną pod Zamkiem w Niedzicy.

Choć Muszyna, podobnie jak poprzednie miasta-organizatorzy wyścigu, przywitała kolarzy deszczową aurą, to nastroje na stracie honorowym były szampańskie. Wszystko dlatego, że swoje 21. urodziny obchodził Matias Malmberg. Z głośników słychać było gromkie „Sto lat” i „Happy Birthday”. Później kolarze ruszyli w kierunku startu ostrego, umiejscowionego 15 kilometrów później.

Po dojeździe do niego, ściganie rozpoczęło się na poważnie. Niemal od razu zaatakował Aaron Wade (Sweden Cycling Academy). Kolarz, którego kibice mogli kojarzyć z prologu, w którym długo prowadził i ostatecznie zajął czwarte miejsce, po 1. etapie nie liczył się już w walce o zwycięstwo w generalce. Stracił na nim ponad sześć minut do zwycięzcy, więc teraz mógł liczyć na to peleton puści go do przodu.

Nie udało się. Irlandczyk specjalizujący się w jeździe na jeden kilometr mniej więcej taki dystans wytrzymał przed główna grupą. Potem wszystko się zjechało, dzięki czemu o zwycięstwo na pierwszej z dzisiejszych lotnych premii mogli powalczyć także dzisiejsi faworyci. Znakomicie wykorzystał ten fakt Daan Hoeks, który przyjechał do mety jako pierwszy i powiększył swoją przewagę nad Franem Miholjeviciem do czterech sekund.

Niedługo później swoich sił próbowali Jan Fijak (LUKS Trójka Piaseczno), Kars Ten Boske (Sensa – KVK) i Jasper Albrecht (Union Raiffeisen Radteam Tirol), ale im także nie udało się wyrobić znacznej przewagi nad grupą. Bardziej skuteczny okazał się kolejny Holender na liście startowej wyścigu – Maikel Stam (WV De Jonge Renner), który nie dość że szybko oddalił się od grupy na pół minuty, to jeszcze wygrał pierwszą górską premię pod Skrudzinę.

Kilka kilometrów później dołączył do niego podejmujacy kolejną próbę Wade. I teraz była to próba zdecydowanie skuteczniejsza. Nowoutworzona dwójka zaczęła zyskiwać coraz większą przewagę nad resztą stawki, która w pewnym momencie dochodziła do 1 minuty i 40 sekund. Rozstrzygnęli między sobą najpierw wyniki lotnej premii w Łącku (trzecie miejsce zajął nieskutecznie próbujący dołączyć do czołówki), a później górskiej na Przełęczy Knurowskiej.

Na szczycie tej ostatniej mieli już jednak zaledwie kilkunastosekundową przewagę nad pierwszą spośród wielu grupek, na które podzielił się peleton. Wszystko połączyło się na zjeździe, jednak spokój nie trwał długo. Od połączonej grupki oderwał się samotny Mathijs De Leng – kolarz, który już od dłuższego czasu był pewien dowiezienia do końca swojej koszulki Małopolska dla najlepszego górala.

Teraz próbował jednak pójść na całość. Szybko zyskał około 25-sekundową przewagę, a jego atak spowodował kolejne podziały w głównej grupie. Holender natomiast parł naprzód i jako pierwszy wjechał na ostatnią lotną premię umiejscowioną na trasie wyścigu, dzięki czemu do koszulki Małopolska dla najlepszego górala dołożył także koszulkę Lotto dla najaktywniejszego zawodnika wyścigu.

Niestety o zwycięstwo etapowe nie był już w stanie powalczyć. Chwilę przed górską premią wrócił do głównej grupy, a jego miejsce z przodu zajął Miholjević, walczący o zwycięstwo w całym wyścigu. Jednak odważna akcja się nie opłaciła. Chorwat został doścignięty w samej końcówce, a etap po finiszu z małej grupy wygrał Filip Maciejuk.

 

guest
1 Komentarz
Najstarsze
Najnowsze
Inline Feedbacks
View all comments
Michal
Michal

Brawo Maciejuk! Oby teraz rozwinął skrzydła w seniorach