Mark Cavendish, Jonas Vingegaard, a nawet Tadej Pogačar – każdy z wymienionych zawodników zanim został gwiazdą światowego kolarstwa, zdążył wystartować w którymś z polskich wyścigów – i nie są wcale wyjątkami, bo tych kolarzy można wymieniać naprawdę długo. Nic więc dziwnego, że nasze imprezy – ze zdecydowanie największym w tym gronie Tour de Pologne na czele, regularnie chwalą się, że rodzą się na nich gwiazdy. Sformułowanie to jednak rzadko kiedy jest tak trafne, jak w przypadku Franka van den Broeka.
Sportowe talenty nieraz dzieli się na ciche i wrzeszczące – Van den Broek z całą pewnością należy do tych pierwszych. Cichy talent to taki, który nie zaczyna kariery z miejsca dominując nad rywalami, a do swojego najwyższego poziomu dochodzi bardzo powoli i często dopiero już jako senior sięga po swoje pierwsze zwycięstwa. W związku z tym, regułą jest, że mało kto zwraca na nie uwagę.
Jednak obok Franka van den Broeka wielu przejść obojętnie po prostu nie mogło. Nie z powodu prezentowanego przez niego poziomu. W orlikach nie był wyróżniającym się kolarzem. Sezon 2022 – ostatni w tej kategorii wiekowej, rozpoczynał jako kolarz, który w całej karierze wystartował w zaledwie jednym wyścigu UCI (51. miejsce w Craft Ster van Zwolle), a i w mniejszych imprezach był bardzo daleki od jakichkolwiek zwycięstw. Jednak ci, którzy pamiętają kolarstwo przełomu wieków albo po prostu interesują się kolarstwem, muszą kojarzyć Franka Vandenbroecka, wzbudzającego olbrzymie emocje zawodnika, którego personalia wymawia się dokładnie tak samo, jak te naszego dzisiejszego bohatera.
To właśnie dlatego na przełomie marca i kwietnia 2022, siedząc w Artetece przy ulicy Rajskiej i przeglądając „enrolmenty” – wstępne zapisy do Karpackiego Wyścigu Kurierów, od razu zwróciłem na niego uwagę. Szybko jednak uznałem, że raczej nie odegra on większej roli na “Karpackim”. W składzie JEGG-DJR Academy był najstarszym zawodnikiem, a wśród młodszych od siebie z reguły o 2 i 3 lata kolarzy holenderskiej ekipy wcale nie wyróżniał się wynikami – dało się znaleźć takich, którzy mieli je nawet lepsze od niego.
Jak zabrałem Frankowi van den Broekowi szansę na zieloną koszulkę
Nic bardziej mylnego. Już kilka dni przed wyścigiem Van den Broek, zajął 8. miejsce na zawodach w Zele. Fakt, były to tylko zawody amatorskie, ale pokazywały, że Holender jedzie do Polski w relatywnie dobrej formie, choć oczywiście wcale nie dołączył w ten sposób do szerokiego grona faworytów do zwycięstwa w tej imprezie.
Szybko okazało się jednak, że może w niej namieszać. Wielkie otwarcie – rozgrywany w Budapeszcie prolog zakończył bowiem na 9. miejscu. Co ciekawe, niewiele brakowało, by jego dobry występ postawił w niezręcznej sytuacji… organizatorów. Holendrzy, którzy na Karpackim Wyścigu Kurierów do dziś cieszą się sporym szacunkiem ze względu na świetną organizację, tym razem popełnili bowiem sporą gafę.
Data urodzenia przekazana przez nich w enrolmencie nie pokrywała się z tą widoczną na profilach zawodnika w dwóch największych profilach statystycznych – Pro Cycling Stats i First Cycling. A gdy po pierwszym dniu rywalizacji napisałem do JEGG z pytaniem, która z nich jest prawidłowa, odpowiedzieli mi, że… ta druga. Oznaczało to, że Van den Broek urodził się nie w 2001, a w 2000 roku, więc nie przysługiwało mu miejsce w klasyfikacji najlepszego młodzieżowca*, a było to o tyle istotne, że w tamtym momencie zajmował w niej 6. miejsce (koszulkę jej lidera dzierżył natomiast zajmujący w niej trzecie miejsce Marckus Njor). Po otrzymaniu tej informacji podszedłem więc do sędziów, żeby zgłosić im ten fakt, dzięki czemu utalentowany, jak się okazało, Holender, mógł pożegnać się z marzeniami o zielonej koszulce**.
*Karpacki Wyścig Kurierów to wyścig dla orlików (kolarze do 23 roku życia). O koszulkę młodzieżową walczą w nim wszystkie roczniki oprócz tego najstarszego – w tym wypadku był to rocznik 2000.
** Najlepszy młodzieżowiec Karpackiego Wyścigu Kurierów nosi zieloną, a nie białą koszulkę, znaną z większości innych wyścigów. Biała tradycyjnie należy się najlepszemu kolarzowi klasyfikacji generalnej.
Holendrowi jednak bardzo zależy na koszulce
Ostatecznie jednak nie miało to dużego znaczenia, bo Frank van den Broek dość szybko osunął się w „generalce”. Wprawdzie jeszcze na 1. etapie udało mu się utrzymać zajmowane w niej miejsce, jednak po dzień później, stracił na małopolskich pagórkach 1:30 do sporej grupy, która walczyła o etapowy sukces. Mimo to po etapie mogliśmy oglądać go, jak uśmiecha się od ucha do ucha.
Układ zawarty z Marckusem Njorem na trasie tamtego etapu sprawił bowiem, że dwójka utarła nieco nosa plejadzie kapitalnych kolarzy Team Friuli-ASD. Włosi przyjechali do Polski w kapitalnym składzie z Franem Miholjeviciem i Nicolo Burattim na czele, a po 1. etapie prowadzili w każdej z pięciu klasyfikacji. Dwie z nich stracili dopiero w wyniku akcji duńsko-holenderskiej dwójki, która po kilkudziesięciu kilometrach jazdy zaatakowała i podzieliła się w sposób następujący – Njor bierze premie lotne, zaś Van den Broek – górskie. W efekcie obaj uzbierali wystarczająco dużo punktów, by zapewnić sobie triumfy kolejno w klasyfikacji najaktywniejszych i górskiej na koniec wyścigu.
W przeszłości koszulkę najlepszego górala Karpackiego Wyścigu Kurierów wygrywali tacy kolarze jak Gijs Leemreize czy Josef Černý, jednak więcej było takich, o których dziś nikt już nie pamięta. Przykładów nie trzeba szukać daleko. Rok wcześniej to samo, co Van den Broek osiągnął Mathijs De Leng – tak samo jak on ścigający się w JEGG–DJR (które wtedy nazywało się WV De Jonge Renner). De Leng osiągnął swój sukces w jeszcze bardziej spektakularnym stylu i nawet zajął miejsce w czołowej “10” klasyfikacji generalnej, a już po kolejnym sezonie zakończył karierę. Van den Broek, który tak samo jak De Leng, swój triumf osiągnął jako 22-latek, zdecydowanie nie podzielił losu swojego kolegi.
Jak nie w „Karpackim”, to na „Wielkiej Pętli”
W 2022 roku Karpacki Wyścig Kurierów, podobnie jak przez zdecydowaną większość swojej najnowszej historii, odbywał się na przełomie kwietnia i maja. To znaczy, że kolarze, których w jego trakcie poznali polscy kibice i dziennikarze, po jego zakończeniu mają szansę potwierdzić swoją klasę podczas kolejnych zawodów. I tak się składa, że Van den Broek doskonale spożytkował te kilka miesięcy, które pozostały do końca sezonu. Wciąż startował głównie w wyścigach amatorskich, jednak w końcu zaczął wygrywać i zajmować wysokie miejsca w kolejnych imprezach. Dzięki temu rok 2023 zaczynał już jako kolarz kontynentalnego ABLOC i jego kariera wreszcie ruszyła z kopyta.
Po pół roku wiadomo było, że jego transfer to strzał w dziesiątkę. Do końca czerwca 2023 zdążył wygrać Ronde de l’Oise (2.2), a na mistrzostwach Holandii zajął miejsca w czołowej “10” obu szosowych konkurencji. Niedługo później, w połowie lipca – niecały tydzień po zwycięstwie etapowym w Tour of Quinghai Lake (2.Pro) był już zawodnikiem rozwojowego zespołu dsm-firmenich. Minął tydzień, a Van den Broek już w barwach nowej ekipy sięgnął po podium Tour de Alsace, zaś nim skończył się sierpień, zaliczył pierwszy występ w dorosłym DSM-ie. Deutschland Tour zakończył na 16. miejscu – jako drugi najlepszy kolarz swojej ekipy.
Dziś Van den Broek jest już stałym członkiem worldtourowej ekipy, której gwiazdami są Romain Bardet i Fabio Jakobsen. Jeśli kierować się rankingiem UCI, jest w tym sezonie jej piątym najlepszym zawodnikiem. W dorobku ma zwycięstwo w Tour of Turkey, a w ostatnią sobotę wywalczył 2. miejsce na etapie Tour de France i walnie przyczynił się do tego, że Bardet po raz pierwszy w swojej karierze sięgnął po tak długo wyczekiwaną Maillot Jaune.
Na drodze napotkał na mnóstwo wybojów. Jako chłopak urodzony 28 grudnia, zazwyczaj musiał mierzyć się z rówieśnikami, którzy byli od niego fizycznie zdecydowanie bardziej rozwinięci. W 2020 roku pandemia najbardziej dotknęła takich kolarzy jak on – prezentujących poziom, który nie dawał szans na starty w największych wyścigach, a to te najlepiej poradziły sobie z przetrwaniem mimo obostrzeń.
Tak, przez długi czas kariera Van den Broeka rozwijała się naprawdę wolno. Na szczęście dziś sytuacja się odwróciła – kolejne milowe kroki pokonuje z niewiarygodną prędkością. Dwa lata temu jechał swój drugi wyścig z kalendarza UCI i był na tyle stary, że nie obejmowała go klasyfikacja młodzieżowa. W sobotę wystartował w Tour de France i na mecie pierwszego etapu założył białą koszulkę dla najlepszego młodzieżowca. I nie jest wcale powiedziane, że to jego ostatnie słowo w tym wyścigu.









