fot. Israel Start-Up Nation

O tym, że kolarstwo to sport globalny nie trzeba już chyba nikogo przekonywać. Z drugiej strony nadal istnieją całe obszary, gdzie rower jest dobrem luksusowym, a nawet jeśli można na nim jeździć to sport zawodowy wydaje się być czymś niedostępnym. Zawalczyć z tym próbuje m.in. Israel Cycling Academy.

Kolarze tej formacji z Bliskiego Wschodu od lat startują w Tour du Rwanda, w ostatnich dwóch latach byli nawet pierwszą i zarazem jedyną drużyną WT w tej afrykańskiej etapówce dodając jej sporo prestiżu. Jak się okazuje ich misja w Rwandzie na tym się nie kończy, albowiem odwiedzili teraz wraz ze swoim sprzętem, trenerami itd. Bugaserę – rwandyjskie miasto, gdzie będą pomagali w rozwoju kolarstwa.

fot. Israel Start-Up Nation

Swój pobyt w tym afrykańskim państwie skądinąd i tak znanym stosunkowo z kolarstwa rozpoczęli od wręczenia 50 rowerów lokalnej młodzieży oraz od odwiedzenia jedynej działającej w tej części kontynentu kobiecej drużyny. Trzeba bowiem pamiętać, że nie wszędzie na świecie panie mają równy dostęp do m.in. sportu i to właśnie takie działania zasługują na wynoszenie na piedestał, bo to tu niesie się realną pomoc.

Wiadomo, że w niektórych miejscach pracę należy rozpocząć od podstaw. Chcę wierzyć, że takie widoki jak ten na poniższym zdjęciu nie są robione pod ładne fotki, ale realnie inwestuje się w edukację najmłodszych tam, gdzie to jest wciąż nieoczywiste i niekoniecznie powszechnie dostępne. Israel Cycling Academy wysłali bowiem do Rwandy nie tylko trenerów, ale i edukatorów czy dietetyków.

fot. Israel Start-Up Nation

Pamiętacie takiego kolarza jak Awet Gebremedhin? Jeśli nie, to warto przypomnieć – Erytrejczyk ze szwedzkim obywatelstwem przez 3 lata reprezentował Israel Cycling Academy. Zawodnik ten w wieku 20 lat uciekł ze swojego kraju w poszukiwaniu lepszego jutra, później przez wiele lat borykał się z uzyskaniem legalnego azylu, treningiem itd. Jego przygoda zdawało się, że się powiodła – dostał obywatelstwo, ożenił się, urodziło mu się dziecko, został zawodowcem. I wtedy…

Po sezonie wyjechał do Etiopii, gdzie mieszkała jego żona z dzieckiem. W kraju wybuchł jednak w tamtym okresie poważny konflikt militarny, a on sam przestał dawać jakikolwiek kontakt na okres przeszło 2 miesięcy. Jak się okazało wraz z rodziną znów musiał stoczyć walkę o bezpieczeństwo, która mu się powiodła.

Ktoś spyta – co to ma do drużyny z Izraela z misją w Rwandzie? Otóż choć Awet nie uprawia już zawodowo kolarstwa to ekipa o nim nie zapomniała. Został zaproszony w roli trenera i mentora do Rwandy, gdzie mógł przekazać swoje doświadczenia najmłodszym adeptom będącym w ledwie nieco lepszej sytuacji życiowej niż on kiedyś. To bardzo pozytywna sprawa, że właśnie taka osoba jak on może pracować z młodzieżą.

fot. Israel Start-Up Nation

Czy to coś zmieni? Nie wiem, pewnie droga Rwandy i innych państw afrykańskich do dogonienia reszty świata jest jeszcze bardzo daleka. Być może nie nastąpi to nigdy, ale miło patrzy się na to, że jedna z ekip prócz inwestowania w często marginalne zyski nie zapomina też o tych najuboższych. A o tym jak ciężko bywa w Afryce i jak specyficzny kolarsko jest to region postaram się kiedyś napisać w innym felietonie.

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments