fot. Szymon Gruchalski

„Kiedyś mnie nie dogonią”. Jest to zdanie Marcina Sapy, które weszło do kanonu polskiego kolarstwa. Wczoraj do tych słów mistrza Polski z 2008 roku nawiązał Julius van den Berg wraz ze swoimi trzema współtowarzyszami ucieczki, między którymi rozstrzygnęły się losy zwycięstwa na 7. etapie wyścigu Tour de Pologne. Ostatecznie, to Holender wzniósł ręce w geście zwycięstwa na mecie w Krakowie.

Tak to dla mnie bardzo miły dzień. Było to coś, czego nikt nie oczekiwał. Mój dyrektor sportowy powiedział mi, że jest dziś okazja, aby dojechać do mety przed peletonem. Ostatecznie, to zadziałało. Mieliśmy dobrą grupę z przodu, pracowaliśmy razem przez cały dzień i dziś nam się udało dojechać do mety przed główną grupą

– mówił 24-latek

Można śmiało stwierdzić, że Julius van den Berg zdecydowanie wygrał wczoraj końcowy sprint. Holender przyznał, że największego zagrożenia na końcówce ostatniego etapu Tour de Pologne spodziewał się ze strony kolarza ekipy INEOS Grenadiers Gianniego Moscona.

Tak naprawdę nie wiedziałem jak szybcy będą pozostali zawodnicy. Byłem świadom tego, że Gianni Moscon potrafi zafiniszować. Jest on dobrym zawodnikiem, który wygrywa wyścigi, dlatego też nieco obawiałem się jego w końcówce. Na całe szczęście byłem w stanie wygrać ten sprint

– dodał zawodnik drużyny EF Education-Nippo.

Holender, który po raz trzeci w swojej karierze brał udział w wyścigu Tour de Pologne przyznał, że złapał odpowiedni rytm i wysoką dyspozycję dopiero w drugiej połowie imprezy odbywającej się na polskich szosach.

Szczerze powiedziawszy przez kilka pierwszych dni naprawdę się męczyłem. Nie przyjechałem tutaj na wyścig z „dobrymi nogami”. W końcu z dnia na dzień czułem się coraz lepiej. Wczoraj dobrze zaprezentowałem się podczas „czasówki”, a dziś moja dyspozycja były wystarczająco dobra, aby odnieść zwycięstwo

– stwierdził rosły Holender.

Ponadto kolarz ekipy EF Education-Nippo uwierzył w to, że jest w stanie dotrzeć ma metę wraz z trójką innych uciekinierów dopiero na ostatnim z trzech okrążeń, na których ścigali się kolarze na ulicach stolicy Małopolski.

Zdałem sobie sprawę, że peleton nas nie dogoni dopiero na ostatnim okrążeniu, gdy nasza przewaga wynosiła około 35-40 sekund. Złapać ucieczkę z taką przewagą na 5-kilometrów przed metą jest bardzo trudno

– zakończył Julius Van den Berg, który zdradził nam, że jego kolejnym startem będzie rozpoczynający się już 30 sierpnia wyścig Benelux Tour.

Rozmawiała Aleksandra Górska

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments