fot. CCC Team
  • Wszystko wskazuje na to, że 10 sierpnia Kamil Małecki wystartuje w kolarskim wyścigu po raz pierwszy od ubiegłorocznego Giro d’Italia. Plany pokrzyżować może mu tylko koronawirus. Kolarz Lotto-Soudal czeka obecnie na wynik pierwszego testu.  
  • Jednak znalezienie się w składzie drużyny Lotto-Soudal na Tour of Denmark (10-14 sierpnia) nie oznacza, że Małecki wrócił do dawnej formy i zażegnał wszystkie swoje dolegliwości, jakie powstały w wyniku feralnej kraksy na treningu w listopadzie ubiegłego roku. 
  • Kamil Małecki przeżywa kolejne trudne chwile, ale mimo to nie traci nadziei, że wróci do jeszcze lepszej formy niż ta, którą prezentował w ubiegłorocznej edycji Tour de Pologne, gdzie zajął szóste miejsce w klasyfikacji generalnej.  

Od czasu do czasu publikujesz w mediach społecznościowych materiały z treningów. Ostatnio widziałam, że trenowałeś w górach. Jak się czujesz? Jaka jest twoja obecna dyspozycja? 

Niestety nie jest najlepiej. Ostatnie tygodnie nie są dla mnie łatwe. Wraz z moim trenerem wdrożyliśmy nieco cięższe ćwiczenia, ponieważ od początku stopniowo i ostrożnie zwiększaliśmy obciążenia. Wsiadam na rower i jestem całkowicie pusty, jakby nie miał nic w nogach. Walczę też trochę ze swoim ciałem. Jestem bardzo chudy, ponieważ ważę 59 kg i mam już chyba poniżej 5 proc. tkanki tłuszczowej, także stres, który towarzyszy mi na co dzień daje o sobie znać. Zacząłem pracować z dietetykiem, a także psychologiem, ponieważ mam taką potrzebę, by z kimś porozmawiać i się odbudować. Mam nadzieję, że współpraca z tymi specjalistami pomoże mi wyjść na prostą. Byłem ostatnio w górach na zgrupowaniu i chciałem się jak najlepiej przygotować do nadchodzących wyścigów, bo te zbliżają się już małymi krokami. Chcę na nie pojechać, pomóc chłopakom i zobaczyć, w jakim miejscu jestem w tym momencie w peletonie. Jednak pomimo że trenuje mi się ciężko, to i tak staram się wychodzić na rower i wykonywać ćwiczenia, które zadaje mi trener, chociaż oczywiście nie jestem w stanie zrobić wszystkiego. Dobrze, że mam wokół siebie wielu wspaniałych ludzi, bo bez nich chyba zakończyłbym już karierę. 

W czasie, gdy odbywały się mistrzostwa Polski byłeś na zapowiadanych badaniach w Belgii. Co one wykazały? 

Niestety mój prawy staw biodrowy nie wygląda dobrze i cały czas odczuwam w nim ból. Rezonans z kontrastem wykazał, że wciąż znajdują się w nim odłamki kości i dlatego to wszystko mi tak doskwiera. Podjęliśmy decyzję, że zostawiamy to tak, jak jest i jeśli do listopada nic się nie poprawi, to będę miał operację czyszczenia tego stawu. Lekarz powiedział mi także, że gdybym był piłkarzem lub tenisistą, to musiałbym zakończyć karierę. Na szczęście u kolarza ten ruch w stawie jest w miarę jednostajny i jest szansa, że coś z tego będzie. Cały czas się rehabilituję, ćwiczę, wzmacniam, ale czasami nie da się odbudować czegoś, co jest zniszczone.

Jak duży problem masz z prawą nogą?  

Prawa noga jest dużo słabsza od lewej. Staram się cały czas wyciskać z niej więcej, ale niezupełnie się da, bo gdy wykonuję jakieś tempówki, to ta noga praktycznie nie bierze udziału w ćwiczeniu. Nie jest kolorowo, ale mimo to wciąż wierzę, że nawet jeśli ten rok będzie słabszy, to w przyszłym będzie lepiej. Nie da się ukryć, że ten sezon jest już dla mnie prawie całkowicie stracony, ale chcę chociaż trochę się pościgać, poczuć atmosferę peletonu, nabrać wprawy i komfortu jazdy w dużej grupie. 

Start w Tour of Denmark bez wątpienia nie będzie dla ciebie zwykłym startem…

Staram się walczyć i na pewno się nie poddam, choć nie ukrywam, że mam w głowie milion myśli. Trenuję, daję z siebie wszystko i mam nadzieję, że na tym wyścigu w Danii będę w takiej dyspozycji, by pomóc chłopakom i ukończyć go, bo bardzo mi na tym zależy. Bardzo tęsknię za kolarstwem, za ściganiem, za drużyną i dlatego chcę tam pojechać. Kolarstwo jest całym moim życiem i nie wyobrażam sobie, że mógłbym teraz to wszystko rzucić, chociaż mam w głowie wiele myśli.

Jak do tego startu podchodzi twoja drużyna?   

Mam pojechać tak, abym był z siebie zadowolony. Mam się nie przejmować zrobieniem jakiegoś wyniku, tylko skupić się na tym, aby przejechać ten wyścig w zdrowiu. Mam nadzieję, że Covid nie pokrzyżuje mi planów, że będę mógł pojechać do Danii i trochę się pościgać. To jest dla mnie dobra opcja, bo jest to pięcioetapowy wyścig niższej kategorii. Rozmawialiśmy ostatnio z Johnem Lelangue [głównym menadżerem drużyny Lotto-Soudal], który powiedział mi, że dobrze by było, abym teraz pojeździł w takich mniej prestiżowych wyścigach. Na przykład Tour de Pologne nie jest w tej chwili dla mnie, bo jest to wyścig rangi World Tour, bardzo ważny dla ekipy. Jestem szczęśliwy, że w ogóle dali mi szansę pościgać się jeszcze w tym sezonie. Mam nadzieję, że we wrześniu czy w październiku będę mógł udowodnić sobie, że nie jestem jeszcze całkowicie skreślony, że mogę się w jakiś sposób pokazać. Nie mam na myśli, że będę wygrywał, absolutnie nie. Ale wówczas uwierzyłbym, że można. Najważniejsze jest to, aby minął ból i żeby noga wróciła do sprawności, bo na razie jest daleko od tego, czego bym sobie życzył.   

Jednak jeszcze kilka miesięcy temu leżałeś przykuty do łóżka i nie wiedziałeś nawet, czy będziesz normalnie chodził, a co dopiero jeździł na rowerze.   

Tak. Z drugiej strony można znaleźć w tym wszystkim jakieś pozytywne aspekty, bo mógłbym na przykład nie chodzić lub w ogóle nie wrócić na rower. Jednak jestem w tym kolarstwie i to jest największy prezent, największy dar, jaki mogłem otrzymać. Postaram się tego nie zmarnować, chociaż nie jest lekko. Myślałem, że to pójdzie łatwiej, że wrócę na rower i za chwilę wrócę do starej dyspozycji. Moim problemem jest również to, że nie śpię zbyt dobrze, a co za tym idzie nie regeneruję się odpowiednio, stresuję i to wszystko sprawia, że po prostu nie mam siły i dlatego ciężko jest wrócić do tego, co było. Przyjeżdżam do domu po treningu, jestem totalnie wykończony, a drugiego dnia znowu czeka mnie to samo.  

Jak mocny jest ból w tym stawie? Jesteś w stanie go tolerować czy musisz wspomagać się środkami przeciwbólowymi? 

Staram się nie brać środków przeciwbólowych. Czasami jadę samochodem i zrobię jakiś ruch, to mnie zaboli, a na rowerze im mocniej pedałuję, tym ten ból jest większy. Czasami tylko mnie zakłuje, a innym razem ból jest ciągły i dopiero, gdy zwolnię zmniejsza się. Generalnie cały czas mi towarzyszy. Teraz, gdy rozmawiamy mnie nie boli, ale czasami gdy wstanę, zrobię jakiś ruch nogą, to już mnie boli. Na rowerze też wciąż szukam optymalnej dyspozycji, wciąż się kręcę, zmieniam pozycję, bo nie czuję się komfortowo. W Belgii zrobiono mi bike fitting, jest trochę lepiej, ale nie jest jeszcze idealnie. Mam nadzieję, że po zakończeniu tego sezonu będę mógł wszystko przeanalizować i dopasować idealną pozycję, tak, abym całą swoją siłę mógł przekładać na moc.  

Myślę, że ten wywiad będzie dla niektórych przestrogą, aby nie wyciągać zbyt pochopnych wniosków z tego, że znalazłeś się w składzie na jakiś wyścigu.  

To, że jestem w składzie na jakiś wyścig nie oznacza, że wróciłem do zdrowia, że jestem silny. Ludzie piszą do mnie, bo widzą, że znalazłem się w składzie na wyścig w Danii, ale ja jeszcze nie wróciłem do normalności. Uwierz mi, że bardzo bym chciał być w takiej dyspozycji jak rok temu, oddałbym za to naprawdę wiele. Jednak robię wszystko, by odzyskać siłę, żeby pokazać na wyścigach dobrą dyspozycję. Po tak ciężkiej kontuzji nie da się zrobić tego szybko. W tym wszystkim też bardzo ważna jest głowa, a to u mnie niestety czasami trochę zawodzi. Dlatego zdecydowałem się popracować z psychologiem, bo uważam, że to nie jest żaden wstyd i że może mi to pomóc.

Cieszę się, że mimo to w Danii będziesz mógł ponownie poczuć się jak zawodowy kolarz. 

Ja też bardzo się z tego cieszę. Ostatnio cały czas marzyłem o tym, by pojechać na jakiś wyścig, by pobyć z drużyną, w autobusie, poczuć tę kolarską atmosferę, którą żyłem w ciągu ostatnich kilkunastu lat i którą nadal chciałbym żyć.

Rozmawiała Marta Wiśniewska

guest
1 Komentarz
Najstarsze
Najnowsze
Inline Feedbacks
View all comments
gosćć
gosćć

U mnie było, najpierw ból w stawach, później doszło strzelanie, kilku roumatologów, wynik roumatoidalny OK, tabletki i zastrzyki przeciwzapalne, podejrzenie łuszczycowego zapalenia stawów wkroczył Metotab, Depomedrol i zastrzyki, coraz większe dawki leków reakcji zero, załamany szukałem pomocy w medycynie naturalnej leki diety (od diety optymalnej która w sumie mi jeszcze bardziej zaszkodziła), po przeczytaniu wielu artykułów to co mi pomogło (nie mówię że każdemu pomoże, jeżeli stawy są już zniszczone ze zmianami i zwyrodnieniami tego już nic nie cofnie) ale chorobę można opanować,a na każdego działa co innego) trafiłem na dobrego ortopedę z Poznania doktora Wojciecha Ratajczaka przyjmuje na ul.Grunwaldzkiej zalecił mi stosowanie olejków CBD a dokładnie olej CBD 5 % decarboxylated , MSM i maść konopna Themrolka extra kupiłem w aptece konopnej w Poznaniu Konopna Farmacja podejrzewam że można zamówić z ich strony także na chwilę obecną ten zestaw spisuje się rewelacyjnie. wcześniej byłem tylko na tabletkach przeciwbólowych a teraz wystarczy mi tylko jedna dziennie