fot. Giro d'Italia

Po wielu próbach Victor Campenaerts sięgnął w końcu po pierwsze zwycięstwo w sezonie 2021. Belg z Team Qhubeka ASSOS na 15. etapie Giro d’Italia był najmocniejszy.

Choć przed niedzielnym etapem z wyścigu wycofał się lider Team Qhubeka ASSOS, Giacomo Nizzolo, odcinek z metą w Gorycji był dla południowoafrykańskiej ekipy bardzo udany. Od początku jechali aktywnie, dzięki czemu w odjeździe dnia znalazło się aż trzech kolarzy w biało-czarnych strojach – Łukasz Wiśniowski, Max Walscheid i Victor Campenaerts. Najlepszy z ucieczki okazał się ostatni z nich.

– To był niesamowity dzień. Nie mieliśmy w drużynie żadnego górala, a kolejne etapy będą bardzo wymagające, więc zdecydowaliśmy, że dzisiaj pojedziemy “wszystko albo nic”. Daliśmy z siebie wszystko od startu. Później doszło do groźnej kraksy, ale po restarcie byliśmy w czołówce zrobiliśmy dokładnie to samo. Łukasz i Max całkowicie wierzyli w moje możliwości i cieszę się, że udało mi się wykończyć ich pracę. Oni też wywalczyli bardzo dobry wynik dla drużyny

– mówił po etapie Victor Campenaerts.

Belg podkreślił też, że jego ekipa – Team Qhubeka ASSOS – wygrała już trzy etapy w tegorocznej edycji Giro d’Italia (oprócz niego triumfowali Mauro Schmid i Giacomo Nizzolo). Liczy on na to, że będzie to dobra reklama dla sponsorów, których drużyna potrzebuje do przetrwania.

Podczas konferencji prasowej Campenaerts powiedział, że w tym roku musiał zmienić swoje podejście do ścigania, ponieważ w czasówkach, od których jest specjalistą, nie miał czego szukać, ze względu na świetne występy Filippo Ganny, Remco Evenepoela i Wouta van Aerta.

– Chcę być agresywnym szosowcem. Przejechałem klasyki i bardzo mi się podobały. Etap Giro jest moim pierwszym dużym zwycięstwem, próbowałem to osiągnąć kilka razy w czasówkach i nigdy nie wychodziło, a teraz się udało, na moim rowerze szosowym

– mówił Belg cytowany przez Cyclingnews.com.

Jak sam dodał, aktualnie nie jest skupiony na indywidualnej jeździe na czas.

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments