fot. Getty Images

Dzień kryzysu Remco Evenepoela nadszedł jedenastego dnia rywalizacji w Giro d’Italia, na etapie z 35 kilometrami sterrato, czyli szutrowych odcinków. Młody Belg zanotował spadek w klasyfikacji generalnej, ale jak zapewnia drużyna Deceuninck-Quick Step to nie jest koniec świata.

21-latek zaczął mieć najpoważniejsze kłopoty 20 kilometrów przed metą, na trzecim i przedostatnim podjeździe dnia. Walczył o to, by stracić jak najmniej, ale wraz z narastającymi trudnościami i zmęczeniem stracił kontakt z grupą lidera. W konsekwencji spadł na siódme miejsce w ogólnym zestawieniu, a jego strata do Egana Bernala (INEOS Greandiers) wynosi teraz 2 minuty i 22 sekundy.

– Niestety straciłem dwie minuty. To nie był mój najlepszy dzień. Cierpiałem bardzo na drugim sektorze, a potem na trzecim, gdy zaczęły się przyspieszenia. Naprawdę nic nie zostało mi w nogach i to dlatego jechałem na ostatniej pozycji, a następnie zacząłem odpadać. Tak właśnie zareagowało moje ciało po jedenastu dniach ścigania, które ma miejsce po wielu miesiącach bez wyścigów. Jestem wdzięczny drużynie oraz João za pracę, jaką dla mnie wykonali, od startu do mety. To nie jest dobry wynik, ale tak czy siak jestem siódmy w moim pierwszym Grand Tourze w karierze i pozostaję pewny siebie. Do Mediolanu jeszcze długa droga

– skomentował Remco Evenepoel.

Parę słów na temat środowego etapu dodał także dyrektor sportowy w drużynie Deceuninck-Quick Step Klaas Lodewyck.

– Wiedzieliśmy, że to będzie trudny etap. Straciliśmy trochę czasu, ale biorąc pod uwagę okoliczności, to nie jest koniec świata. Ponadto nie jesteśmy jedyni, bowiem wielu kolarzy poniosło straty w klasyfikacji generalnej. Pozostajemy optymistami i jesteśmy zmotywowani przed trudnymi górskimi etapami

– zapowiada Lodewyck.

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments