fot. Tour de Romandie

Jak przystało na szwajcarski wyścig, nie zabraknie idyllicznych krajobrazów, fioletowych krów i alpejskich szczytów. Zabraknie za to gwiazd Giro d’Italia, ponieważ świętująca swoją 75. edycję impreza pewnie kroczy najnowszą z obranych przez siebie ścieżek, będąc areną batalii faworytów Wielkiej Pętli i obiecujących kolarzy młodszej generacji. Zapraszamy na Tour de Romandie, czyli sześciodniową objazdówkę po tym kantonie, gdzie na kolarstwo mówi się cyclisme.

Zacznijmy od złej wiadomości: sezon białych dróg, meandrujących przez Flandrię szos i sztywnych podjazdów Ardenów dobiegł końca, a bruki Roubaix zostały przełożone na jesień. Dobra wiadomość jest natomiast taka, że choć w tej chwili kłóci się to z naszym wewnętrznym poczuciem sprawiedliwości, już za chwilę zaczniemy ekscytować się wydarzeniami na trasach najbardziej nieprzewidywalnego i zdaniem wielu najpiękniejszego wielkiego touru sezonu. Zanim jednak zamienimy bursztynowe belgijskie piwo na Chianti czy inne prosecco, warto docenić smak szwajcarskiej czekolady i idylliczny klimat tego ukrytego pośród alpejskich szczytów kraju.

W tym roku Tour de Romandie rozegrane zostanie po raz 75. Chociaż górzysty krajobraz najdalej na zachód wysuniętego ze szwajcarskich kantonów daje niewielkie pole do manewrów w zakresie modyfikacji trasy, ewolucja współczesnego kolarstwa znacząco zmieniła rolę tej imprezy.

Jeszcze przed upływem dekady, z góry narzuconą Tour de Romandie rolą było służenie za próbę generalną pretendentom do walki o czołowe miejsca klasyfikacji generalnej w Giro d’Italia. Transformacja kolarstwa szosowego, która dokonała się w ostatnich latach, zmusiła jednak organizatorów pierwszej ze szwajcarskich etapówek do zrewidowania swojej własnej wizji imprezy i dostosowania jej do panujących obecnie trendów.

W czasach, kiedy lista pretendentów do odniesienia sukcesu w wyścigach trzytygodniowych sukcesywnie wydłuża się, a każdy punkt do klasyfikacji UCI WorldTour jest na wagę złota, właściwe zarządzanie zasobami drużyny stanowi o sukcesie lub porażce. W efekcie oznacza to, że kolarze marzący o triumfalnym wjeździe do Mediolanu wolą szlifować formę w bardziej niszowym i rozgrywanym tydzień wcześniej Tour of the Alps. 

Zamiast nich, na alpejskich przełęczach rywalizują obecnie przede wszystkim kolarze, którzy jako główny cel sezonu obrali sobie Wielką Pętlę, a szwajcarska impreza etapowa jest dla nich ostatnim – i często najważniejszym – aktem wiosennej kampanii. W myśl powiedzenia, że „i wilk syty, i owca cała”, drużyny zapewniają sobie tym sposobem solidny dopływ punktów do rankingu UCI, a ich liderzy na Giro d’Italia nie muszą się obawiać, że brutalna rozgrzewka w Szwajcarii odbije się czkawką wśród śnieżnych ścian Mortirolo i Stelvio.

Symbolem Szwajcarii jest Matterhorn, a pasma górskie i wyżyny zajmują łącznie ok. 90% powierzchni kraju. Organizatorzy Tour de Romandie dość słusznie zrezygnowali zatem z puszczania oka do sprinterów czy silenia się na innowacyjność, podsuwając nam co roku tę samą, choć trzeba przyznać, że nieźle dopracowaną kartę dań.

Receptura jest nieskomplikowana: dwa etapy jazdy na czas, dwa etapy górskie i dwa etapy dla specjalistów od wyścigów jednodniowych, których zdecydowanie nie powinno się nazywać etapami dla sprinterów. Składa się to na obraz wyścigu wymagającego takich samych umiejętności, jakie powinny charakteryzować potencjalnego zwycięzcę Tour de France. I w zasadzie więcej wiedzieć nie trzeba.

Trasa
Prolog, 27 kwietnia: Oron > Oron (4,05 km)

Ekstremalnie krótkie prologi to jedna z (dosłownie!) małych tradycji Tour de Romandie, której organizatorzy imprezy postanowili trzymać się również w tym roku. Trenażery w Oron będą brzęczeć od samego rana, bo na trasie o długości nieznacznie przekraczającej 4 kilometry udało się zmieścić prowadzący do mety podjazd pod Route de Bulle (880 m, śr. 7,6%), który jak łatwo wyliczyć, stanowi ponad 20% całego dystansu. Zapowiada się więc bardzo szybki i dynamiczny początek wyścigu, w którym nie zabraknie ani wspinaczki, ani rywalizacji z tykającym zegarem.

Etap 1, 28 kwietnia: Aigle > Martigny (168,1 km)

Żaden większy wyścig w Szwajcarii nie mógłby się odbyć bez wizyty w kwaterze głównej UCI, zlokalizowanej w malowniczo położonym Aigle. Z tej świątyni legislacyjnej kreatywności peleton wyprawi się w podróż do Martigny, które co prawda w linii prostej oddalone jest o niespełna 30 kilometrów, ale wytyczona przez organizatorów runda pozwoli powiększyć konieczny do pokonania dystans do 168,1 kilometra. Dziewięć podjazdów 3. kategorii złoży się na przewyższenie sięgające 1979 metrów, co dość wyraźnie wskazuje na specjalistów od wyścigów jednodniowych.

Etap 2, 29 kwietnia: La Neuveville > Saint-Imier (165,7 km)

W czwartek przed zawodnikami podobny dystans, ale już znacznie więcej wspinaczki. Na trasie umieszczono aż pięć podjazdów 2. kategorii, a ostatnim wzniesieniem dnia będzie 1. kategorii La Vue-des-Alpes (7,8 km, śr. 6,7%). Do linii mety w Saint-Imier poprowadzi zjazd o długości 17 kilometrów, a przewyższenie tego dnia sięgnie 3306 m.

Etap 3, 30 kwietnia: Estavayer > Estavayer (168,7 km)

Czwartego dnia rywalizacji zawodnicy ponownie zmierzą się na rundach, a krótkie i strome wzniesienia w połączeniu z prowadzącym do mety zjazdem pozwalają myśleć, że etap ten padnie łupem specjalistów od wyścigów jednodniowych lub uczestników ucieczki. Na dystansie 168,7 kilometra pokonane zostanie 1973 m przewyższenia.

Etap 4, 1 maja: Sion > Thyon (161,3 km)

Na pierwszy dzień majówki przypada królewski etap 75. edycji Tour de Romandie, który pomimo przedsmaku w postaci podjazdu pod 1. kategorii Anzere i Mase, w istocie sprowadza się do finałowej wspinaczki na Thyon 2000 (19,5 km, śr. 7,6%). Nazwa słusznie wskazuje, że jest to droga dojazdowa do stacji narciarskiej, jednak na szczęście wyłamuje się ona ze schematu idealnie regularnej i pozbawionej bardziej stromych sekcji infrastruktury tego typu (najtrudniejsze fragmenty w drugiej części podjazdu). Przewyższenie na tym odcinku łącznie wyniesie 4328 m.

Etap 5, 2 maja (ITT): Fribourg > Fribourg (16,19 km)

Tour de Romandie 2021 zwieńczy dość krótki i pagórkowaty odcinek jazdy indywidualnej na czas, który zostanie rozegrany w położonym na styku dwóch kantonów Fryburgu. Trasa, której stopień trudności dość łatwo jest zbagatelizować, zawiera drobne niespodzianki w postaci chociażby wiodącego pod górę brukowanego odcinka, dlatego można się spodziewać, że niektórym zawodnikom na podjeździe do mety zabraknie pary.

Faworyci

W przeszłości Tour de Romandie służyło przede wszystkim jako ostatni etap przygotowań do Giro d’Italia, jednak kolarstwo szosowe zmienia się na naszych oczach, a lista startowa pierwszej z szwajcarskich imprez etapowych jest tego kolejnym dowodem. W 75. edycji wyścigu zobaczymy więc przede wszystkim faworytów Wielkiej Pętli, ale bardziej prominentne role otrzymają też młode wilki, dotąd zazwyczaj pełniące rolę ekskluzywnych pomocników liderów swoich ekip. Sprawia to, że rozpoczynające się jutro Tour de Romandie zapowiada się bardzo ekscytująco!

Na tle większości drużyn wyróżnia się Team INEOS z aż dwoma doświadczonymi liderami w osobach Gerainta Thomasa i Richiego Porte, którzy liczyć będą mogli na najwyższej próby wsparcie Andreya Amadora, Eddy’ego Dunbara, Rohana Dennisa i Filippo Ganny. Obecność dwóch ostatnich to niemal gwarancja triumfu w prologu i wieńczącym Tour de Romandie etapie jazdy indywidualnej na czas, choć możliwość aż dwukrotnej rywalizacji z tykającym zegarem winduje również szanse Walijczyka i Australijczyka na zwycięstwo w klasyfikacji generalnej imprezy.

Bardzo interesująco prezentuje się również skład Bory-hansgrohe, w której znajdziemy odbudowującego formę Petera Sagana, a raczej solidnego niż porywającego lidera w postaci Wilco Keldermana osłodzi obecność Lennarda Kämny. Można się spodziewać, że Słowak zapoluje na idealnie pod niego skrojone odcinki rozgrywane na rundach, Holender w konserwatywnym stylu powalczy o jak najlepsze miejsce w klasyfikacji generalnej, a Niemiec dostanie wolną rękę.

Pod nieobecność największych gwiazd Jumbo-Visma swoją szansę dostanie też Sepp Kuss, którego jazdą zachwycaliśmy się podczas ubiegłorocznej edycji Wielkiej Pętli. Ostatni raz mieliśmy okazję oglądać go podczas Volta a Catalunya, gdzie jego dyspozycja nie nawiązywała jeszcze do formy z końcówki zeszłego lata, jednak mamy wszelkie prawo przypuszczać, że nie przespał on miesięcznej przerwy w startach. Jazda indywidualna na czas nie jest niestety żywiołem młodego Amerykanina, czego nie można powiedzieć o Stevenie Kruijswijku, który wcieli się w rolę drugiego z liderów holenderskiej ekipy. W jej barwach pojawią się również Jos van Emden i Tony Martin.

Po kraksie, która już pierwszego dnia wyeliminowała go z ubiegłorocznego Giro d’Italia, w barwach Movistaru podczas Tour de Romandie zadebiutuje Miguel Angel Lopez. Forma 27-letniego Kolumbijczyka siłą rzeczy jest w przeddzień startu niewiadomą, ale można przypuszczać, że spróbuje on zaznaczyć swoją obecność w imprezie na odpowiadającym mu podjeździe pod Thyon 2000. Drugą opcją Movistaru będzie zdolny, choć od dłuższego czasu nie nawiązujący do swojego potencjału Marc Soler.

Z grupy doświadczonych zobaczymy też Rigoberto Urana (EF Education-Nippo), Michaela Woodsa, Chrisa Froome’a (Israel Start-Up Nation), Iona Izagirre (Astana-Premier Tech) i Sebastiena Reichenbacha (Groupama-FDJ), a ze znacznie liczniejszej stawki młodych i zdolnych dodatkowo wyróżnić warto Clementa Champoussina, Bena O’Connora (AG2R-Citroen), Neilsona Powlessa (EF Education-Nippo), Lucasa Hamiltona (Team BikeExchange), Marca Hirschiego (UAE-Team Emirates), Thymena Arensmana i Ilana Van Wildera (Team DSM). 

Gdzieś w zawieszeniu między tymi zbiorami znajdują się też Jack Haig (Bahrain-Victorious) i Fausto Masnada (Deceuninck-Quick Step), bo już nie tacy młodzi, a jednak ciągle na dorobku.

 

Wyścig Tour de Romandie 2021 rozgrywany będzie od 27 kwietnia do 2 maja.

Transmisje z wyścigu będzie można śledzić na kanale Eurosport 2 i w Playerze.

guest
2 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze
Inline Feedbacks
View all comments
kbyczek
kbyczek

Dobra robota.

Dykta
Dykta

Będę się czepiał. Typowy błąd. Fioletowe krowy to niby Milka czyli czekolada niemiecka. Szwajcarzy jej nie produkują.