fot. Chris Froome / Twitter

Chris Froome ma za sobą pierwszy tydzień ścigania w Europie w tym sezonie. Choć Brytyjczyk nie błyszczał formą, to z optymizmem podchodzi do swoich kolejnych startów.

Od czasu upadku podczas Criterium du Dauphine 2019 czterokrotny zwycięzca Tour de France marzy o tym, by wrócić do dawnej formy, sięgnąć po piąty skalp w Wielkiej Pętli i tym samym powtórzyć osiągnięcie Anquetila, Hinaulta, Merckxa oraz Induraina.

Na razie  perspektywy na to nie wyglądają obiecująco. Choć upływają kolejne miesiące, ciężko powiedzieć, by dyspozycja Froome’a na wyścigach wyglądała coraz lepiej. W Katalonii błyskawicznie odpadał na podjazdach, wypadając blado nie tylko na tle byłych kolegów z INEOS Grenadiers (kolarze tego zespołu zajęli 3 pierwsze miejsca), ale też wielu zdecydowanie mniej znanych zawodników. Sam 35-latek nie jest jednak zawiedziony swoim występem.

To był dla mnie bardzo trudny wyścig, ale czułem, że moja forma rosła z dnia na dzień, co daje mi pewność siebie przed kolejnymi zawodami. Z zespołowej perspektywy, fajnie było widzieć, że wszyscy trzymamy się razem. Choć jesteśmy relatywnie nową ekipą, szybko złapaliśmy wspólny język

– mówił.

Choć w czasach swojej dominacji Froome był jednym z najbardziej nielubianych zawodników w World Tourze, to dziś odbiór jego osoby wśród kibiców jest nieco inny – dużo częściej słychać głosy osób życzących mu powrotu do dyspozycji sprzed kontuzji. Podczas wyścigu w Katalonii było to tym bardziej widoczne, że przy szosach mogli stać kibice.

Chciałbym bardzo podziękować wszystkim fanom, którzy podczas wyścigu stali przy drodze dopingując mnie i pozostałych zawodników od startu do mety. To było bardzo motywujące. 

– zapewniał zawodnik, który teraz będzie miał chwilę przerwy od startów. Niedługo wyruszy na swój drugi obóz szkoleniowy w barwach Israel Start-Up Nation, by dopiero 19 kwietnia rozpocząć swój kolejny wyścig – Tour of The Alps.

 

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments