fot. Team Sunweb

Jai Hindley – jedna z rewelacji ostatniego sezonu wierzy, że wspaniały występ w Giro d’Italia nie był jego jednorazowym wyskokiem.

Jeszcze kilka miesięcy temu życiowym osiągnięciem Jaia Hindleya było 2. miejsce w Tour de Pologne. Jego jedynymi profesjonalnymi zwycięstwami były te w wyścigach poza Europą, którym daleko do miana prestiżowych. Mimo to w październiku kolarz otarł się o zwycięstwo etapowe Giro d’Italia (zakładał nawet koszulkę lidera) i wygrał 18. etap tego wyścigu.

To co się wtedy wydarzyło, było fantastyczne. Kiedy wracam myślami do tamtych etapów, kiedy przeglądam zdjęcia, przypominam sobie fantastyczne chwile. W tym roku wykonałem olbrzymi skok jakościowy, na co wpłynęła cała masa czynników. Lata ciężkiej pracy wreszcie zaczęły się zwracać. Ta forma, którą pokazywałem we Włoszech, to była wypadkowa wielu czynników. Niektórzy mogą sobie myśleć “co to za gość, skąd on się wziął”, ale ja po prostu zacząłem zbierać teraz owoce ciężkiej pracy i mam nadzieję, że w swoim życiu jeszcze wielokrotnie będę miał okazję nosić różową koszulkę

– mówił w rozmowie z RadioCorsa 24-letni Australijczyk, marzący o kolejnym świetnym występie w wielkim tourze.

Być może niedługo będzie mu o to łatwiej, niż w ostatniej edycji Giro. W tym roku przez większość wyścigu był pomocnikiem Wilco Keldermana – w przyszłym być może wreszcie poczuje ciężar przewodzenia grupie przez całą trzytygodniową imprezę. Czy będzie to Giro d’Italia? Czas pokaże.

Wciąż nie wiem, co będzie w przyszłości. Nie wiem, jakie są plany mojego zespołu na kolejny rok. Nie znamy jeszcze trasy Giro, ale myślę, że fajnie będzie tam wrócić. Zakochałem się w tym wyścigu, generalnie, bardzo podoba mi się ściganie we Włoszech. W pewnym momencie kariery chciałbym oczywiście spróbować swoich sił w Tour de France. Wiem, że wciąż mam wiele do poprawy, z jazdą indywidualną na czas na czele

– zakończył kolarz, który właśnie na znajdującej się na ostatnim etapie czasówce stracił Maglia Rosa i szanse na zakończenie wyścigu ze zwycięstwem.