Álvaro Calleja (w środku) podczas prezentacji książki o Vuelcie w Marycie / fot. Photo Gomez Sport

Álvaro Calleja jest hiszpańskim dziennikarzem i autorem książek o wyścigach Tour de France i Vuelta a España. Ta ostatnia ukazała się w Polsce w sierpniu i nosi tytuł “La Vuelta a España. Kolarska corrida”. Zapraszamy do przeczytania wywiadu z Calleją, z którym rozmawialiśmy o pisaniu książek, a także o hiszpańskim i polskim kolarstwie. 

Co oznacza dla ciebie to, że twoja książka o wyścigu Vuelta a España została przetłumaczona na język polski?

Jest to dla mnie ogromna radość. Byłem mile zaskoczony, gdy mój wydawca powiedział mi, że ludzie w Polsce są zainteresowani książką o Vuelcie. Gdy robisz coś z pasją i wkładasz w to dużo pracy, to tłumaczenie na inny język rekompensuje wszystkie trudności, które wiążą się z pisaniem książki w dzisiejszych czasach. Ponadto świetnie jest móc przybliżyć Polsce twój rodzimy wielki tour. Mam nadzieję, że Polacy zakochali się we Vuelcie tak, jak my zakochaliśmy się w tym wyścigu.

Jesteś również autorem nieprzetłumaczonej na polski książki o Tour France, która w oryginale nosi tytuł Historias del Tour. Którą pisało ci się trudniej – tę o Tourze czy tę o Vuelcie?

Trudniej pisało mi się Historias del Tour. Prawdopodobnie dlatego, że była to moja pierwsza książka w życiu. Było to dla mnie wyzwaniem także z powodu bardzo dużej liczby publikacji oraz informacji o Tour de France. Moją intencją było zrobić coś innego – tak, aby czytelnik, który weźmie do rąk tę książkę, przeczytał inne historie niż te, które opisywane są zazwyczaj. Było to skomplikowane, ale pisanie tej książki dało mi wiele radości. Miałem szczęście, że przedmowę napisał Joseba Beloki – ktoś bardzo szanowany w hiszpańskim kolarstwie i osoba, którą mam szczęście nazywać swoim przyjacielem.

Fragment twojej książki o Vuelcie, który traktuje o czasach dawniejszych (np. o rozgrywaniu wyścigu podczas wojny domowej) jest wyjątkowo interesujący. Z jakich źródeł korzystałeś pisząc o tym?

Korzystałem z bibliotecznych archiwów prasowych, w których szukałem zarówno gazet sportowych, jak i ogólnotematycznych. O Vuelcie jest o wiele mniej publikacji oraz mniej dostępnych informacji. Musiałem zrobić bardzo dobrą kwerendę archiwów w hiszpańskich mediach, aby nadać ton niektórym rozdziałom. Natomiast od czasów Federico Martina Bahamontesa pisanie stało się o wiele łatwiejsze, ponieważ mogłem porozmawiać z wieloma bohaterami moich historii osobiście.

Zamierzasz napisać również książkę o wyścigu Giro d’Italia?

Dostałem taką propozycję od wydawcy, ale w tym momencie odłożyłem to na bok. Wcześniej na księgarskich półkach znajdzie się pewna niespodzianka mojego autorstwa. Miejmy nadzieję, że ta pozycja stanie się z czasem dostępna także w języku polskim.

Oprócz pisania książek o kolarstwie jesteś czynnym dziennikarzem. Gdzie teraz pracujesz?

Przez wiele lat pracowałem w „Ciclismo a Fondo”, magazynie o kolarstwie, który sprzedaje się najlepiej w Hiszpanii, a ponadto współtworzyłem dział prasowy wyścigu Vuelta a España. Obecnie jestem komentatorem kolarstwa w Radiu Marca, gdzie mogę cieszyć się kolarstwem w towarzystwie byłych kolarzy – Carlosa Barredo i Jesusa Hernandeza, a także z dziennikarzy – Jose Rodrigueza i Nacho Labargi.

Prasa mówi o kryzysie w hiszpańskim kolarstwie. Kolarze z tego kraju zdobyli w sezonie 2020 tylko trzy zwycięstwa w wyścigach rangi World Tour i żadnego w klasyfikacji generalnej. Co według ciebie jest powodem takiego stanu rzeczy?

Swoje triumfy całkiem niedawno przestała święcić najlepsza generacja hiszpańskich kolarzy w historii. Niestety w Hiszpanii nie potrafiliśmy odpowiednio skorzystać z tej spuścizny. Dorównać Alberto Contadorowi, Alejandro Valverde, Joaquimowi Rodriguezowi, Óscarowi Freire, Carlosowi Sastre czy Samuelowi Sanchezowi jest bardzo trudno. Teraz wciąż jeszcze pokładamy nadzieje w Alejandro Valverde, który jest unikatową postacią. Ponadto mamy Mikela Landę i Enrica Masa, ale brakuje nam więcej kolarzy tego pokroju. Problemem w dużej mierze jest to, że od kilku lat za mało uwagi poświęcamy młodszym kategoriom wiekowym, a także to, iż mamy bardzo mało profesjonalnych drużyn kolarskich. Na szczęście ta ostatnia rzecz wydaje się ulegać poprawie. Zobaczymy, czy w niedługim czasie będziemy mieć nowego wielkiego mistrza. Kolarstwo z każdym rokiem staje się coraz bardziej międzynarodowe, w związku z czym w peletonie robi się coraz mniej miejsca dla kolarzy pochodzących z krajów o największych tradycjach.

Uważasz, że organizatorzy Vuelta a España sprostali zadaniu organizacji wyścigu w warunkach pandemii?

Już samo to, że Vuelta w ogóle się odbyła jest sukcesem, a może nawet cudem. I można to powiedzieć w odniesieniu do każdego kolarskiego wyścigu, podczas którego codziennie z miejsca do miejsca przemieszczają się setki osób. W czasach COVID-19 bardzo trudno jest nie wpaść w jakąś pułapkę. Firmy Unipublic oraz ASO wykonały bardzo dobrą robotę, dzięki której wyścig dojechał do Madrytu. Javier Guillén i jego zespół zasługują na duże uznanie.

Jako oceniasz sportowy poziom tegorocznej edycji hiszpańskiej Vuelty?

Dla mnie Vuelta a España była najbardziej emocjonującym wyścigiem trzytygodniowym w tym roku. Tour był dość nudny – eksplodował dopiero podczas finałowej jazdy indywidualnej na czas, zaś Giro cierpiało na brak wielkich gwiazd peletonu. Z kolei podczas Vuelty przeżyliśmy momenty, w których mogliśmy oglądać czystą kolarską rywalizację, kwintesencję tego sportu: ataki, rozgrywki taktyczne… Rywalizacja pomiędzy [Primožem] Rogličem a Richardem [Carapazem] utrzymywała napięcie do ostatnich momentów podjazdu na La Covatillę. Do tego wszystkiego doszedł jeszcze ten dziwny i kontrowersyjny ruch taktyczny Movistaru.

Co sądzisz o polskim kolarstwie i polskich kolarzach? Znasz Tomasza Marczyńskiego, który mieszka w Hiszpanii i jest zwycięzcą dwóch etapów we Vuelcie?

Oczywiście, że znam Tomasza Marczyńskiego – on jest uwielbiany w Hiszpanii. Przysposobiliśmy go sobie i stał się prawie jak swój. Zawsze przejawia szacunek nie tylko do Vuelty, ale także do naszego kraju. Natomiast jeśli chodzi o pozostałych polskich zawodników, to mam szczególne upodobanie w Michale Kwiatkowskim, jednym z najbardziej wartościowych kolarzy w peletonie. Jest wielki. Kiedy jego zadaniem jest wygrywanie – wygrywa, a kiedy musi pracować dla innych – pracuje. To jest zawodnik, którego w swojej ekipie chciałby mieć każdy dyrektor sportowy.

Rozmawiała Marta Wiśniewska