fot. Team Sky

Okres transferowy z dnia na dzień jest coraz gorętszy. Co chwile informujemy Państwa o kolejnych ruchach, które dużo zmieniają w układzie sił. Jako polscy kibice wciąż czekamy na decyzję Michała Kwiatkowskiego, który wciąż nie ma umowy na sezon 2021. Co dalej z Kwiato?

Jeszcze rok temu wydawało się pewne, że przyszłość mistrza świata z Ponferrady jest absolutnie przesądzona. W końcu dlaczego miałby on opuszczać ekipę Ineos, skoro jest w niej liderem na wyścigi jednodniowe, a podczas Tour de France jego osoba jest wręcz niezastąpiona. Kolarski świat nie lubi jednak ciszy i spokoju, a co za tym idzie dalsza jazda Kwiato w zespole Dave’a Brailsforda wydaje się być coraz mniej prawdopodobna. To z kolei jest szansą dla innych teamów, które, według plotek, bardzo zabiegają o Polaka.

Zacznijmy jednak od tego, co mogło wpłynąć na taką a nie inną decyzję jednego z najlepszych zawodników znad Wisły w historii. Jak wiadomo, zdecydowana większość sezonu 2020 po prostu została pominięta. Tym samym Kwiatkowski nie miał żadnej okazji do pokazania się podczas wiosennych klasyków, a jego pierwszym poważnym testem po przerwie było Strade Bianche, po którym z kolei Polak wystąpił w Mediolan – Sanremo. W obu imprezach nie odegrał najważniejszej roli, co pozwoliło mu jeszcze bardziej zmotywowanym przystąpić do Tour de France.

Podczas Wielkiej Pętli, tradycyjnie już, Kwiato był ostatnim pomocnikiem lidera swojego zespołu, Egana Bernala. Później, w związku z wycofaniem się Kolumbijczyka, 30-letni zawodnik dostał w końcu możliwość zabrania się w odjazd, który zakończył się etapowym zwycięstwem – może nie do końca oczywistym, ale zwycięstwem, które, być może, zmieniło bardzo wiele, ale o tym za chwilę.

Później przyszedł czas na mistrzostwa świata i opóźnione klasyki. Choć w każdym z nich Kwiato był wysoko, z pewnością w jego głowie pozostał pewien niedosyt, związany z olbrzymimi nadziejami. Na MŚ skończyło się na 4. lokacie, w La Fleche Wallone na 6., a na La Doyenne na 10. Sam zawodnik przyznawał wtedy, że wierzył w zwycięstwo, które znów przeszło mu koło nosa.

Po dobrym występie w Brabantse Pijl, przed Polakiem były już tylko mniej istotne starty, które kończyły się kiepskim wynikiem lub wycofaniem z rywalizacji. Ostatecznie Kwiato zakończył sezon 21 października, wciąż nie mając ważnego kontraktu na przyszły sezon.

Jak już wspomnieliśmy, jeszcze przed rozpoczęciem sezonu 2020 mówiło się o pozostaniu Kwiatkowskiego w zespole Ineos. Na horyzoncie miała pojawić się oferta dwuletniej umowy, która miała opiewać na co najmniej podobne sumy co wciąż aktywny kontrakt. Z dnia na dzień sytuacja zaczynała być jednak coraz bardziej zawiła.

Zacznijmy od rzeczy przyziemnych, czyli pieniędzy. Nie od dziś wiadomo, że wciąż zbierająca żniwo pandemia bardzo mocno nadszarpnęła budżetami poszczególnych zespołów. Niewykluczone więc, że Ineos ostatecznie nie mógł Kwiato zaproponować tego, na co on sam liczył. Jest to jednak jedynie domniemanie, które może mieć co najwyżej zalążki prawdy.

Przejdźmy do rzeczy dużo bardziej kolarskich. Nasz ukochany sport, nie od dziś, jest owiany pewnym mistycyzmem. Kilka razy usłyszeliśmy już opinię, jako by w kolarstwie dużo więcej działo się pomiędzy etapami poszczególnych wyścigów, niż na samych etapach. W końcu, z punktu widzenia zwykłego obserwatora, niezaangażowanego emocjonalnie, proszę spojrzeć na zwycięstwo Chrisa Froome’a po ataku na Colle delle Finestre. Sam atak trwał przecież ledwie kilka sekund, a później, przez 2 godziny, kolarze po prostu jechali osobno. Kiedy jednak spojrzy się na to oczyma kolarskiego pasjonaty, mamy do czynienia z jednym z najpiękniejszych dni wyścigowych w ostatnim dziesięcioleciu.

Skąd taka dygresja? Sprawa jest bardzo prosta. W kolarstwie, w odróżnieniu od innych sportów, emocje towarzyszące zarówno kibicom, jak i zawodnikom, są zdecydowanie większe. Jako porównanie, proponujemy zapoznać się z wywiadem Krzysztofa Gonciarza z polskim skoczkiem narciarskim, Maciejem Kotem, później czytając wypowiedź Michała Kwiatkowskiego po wygranym 18. etapie Tour de France 2020.

Wszystko rozchodzi się o wspomniany przez polskiego skoczka system pracy i nagrody. Nie bez powodu wiele lat temu Marco Pantani powiedział, że nawet najgorszy kolarz jest wielkim sportowcem. Każdy, kto miał bowiem jakikolwiek kontakt z pełnym systemem treningowym wie, jak wiele wyrzeczeń kosztuje dojście na dobry poziom (dobry, nie topowy).

W pewnym momencie swojej kariery Michał Kwiatkowski zdecydował, że właśnie ekipa Ineos będzie dla niego najlepszym miejscem, by rozwijać się w kierunku walki o najwyższe lokaty w Wielkich Tourach. Po czterech latach spędzonych pod skrzydłami Dave’a Brailsforda Kwiato może być już pewien, że nie będzie dla niego miejsca na pozycji lidera w wyścigach trzytygodniowych. Oprócz tego, zwycięstwo w La-Roche-sur-Foron pokazało Polakowi, jak bardzo zwycięstwa w Le Tour potrafią otworzyć wspomniane niebiosa. To z kolei mogło mieć ogromny wspływ na psychikę samego zawodnika. W końcu, po kilku latach tyrania na innych kolarzy, udało mu się zgarnąć coś dla siebie. Coś, o czym przez cały ten czas marzył. Coś, co wcale nie jest takie nierealne i bez bardzo jasno określonych celów taktycznych, nie musi być jedynie jedną nagrodą za ciężką pracę przez wiele lat.

Podsumowując, czy etapowe zwycięstwo w Tour de France nakłoniło Kwiato do zmiany drużyny? Nie jest to pewne, ale także nie jest wykluczone. W końcu sami wielokrotnie mówiliśmy, że Michał powinien w swojej karierze pójść drogą Juliana Alaphilippe’a. O tym, co Francuz wyczyniał podczas Le Tour 2019 możemy się jeszcze wielokrotnie rozpisywać. Wczoraj jednak zawodnik Deceuninck – Quick Step wspomniał, że trasa przyszłorocznego wyścigu bardzo mu się podoba i być może spróbuje walki o generalkę. Generalkę, o której Michał Kwiatkowski wciąż marzy.

Przejdźmy do tego, co najbardziej interesuje kibiców, czyli… plotki! Cóż, co by nie mówić, Kwiato naprawdę znakomicie trzyma wszystko w tajemnicy, lecz pojedyncze źródła mówią m.in. o bardzo dużym zainteresowaniu polskim zawodnikiem przez ekipę Circus – Gobert. Tak, tę ekipę, która przejmuję licencję zespołu CCC. Belgijski team ma w tym momencie być zdecydowanie najbardziej zmotywowanym w całym peletonie, by przejąć mistrza świata z Ponferrady, który z pewnością w nowych barwach mógłby liczyć na wolną rękę.

Według informacji bardzo mocno nieoficjalnych (które na 99% okażą się jedynie plotkami), pewne podchody pod Polaka robiły także zespoły Israel Start-Up Nation oraz… NTT, który ma przetrwać bardzo trudny okres poszukiwania sponsora. Do tych informacji nie ma co się jednak specjalnie przywiązywać.

Jednego możemy być pewni – na informacje o podpisaniu kontraktu przez Michała Kwiatkowskiego jeszcze trochę poczekamy. Do pierwszych obozów przygotowawczych zostało jeszcze kilka dobrych dni, które z pewnością będą na rynku transferowym bardzo gorące.

Miejmy jedynie nadzieję, że w swoich najważniejszych kolarskich latach Kwiato będzie miał okazję gonić za marzeniami, nie będąc zamykanym w taktycznej bańce. Szczerze w to wierzymy.