fot. Jumbo-Visma

Wczorajszego wieczoru poznaliśmy oficjalną trasę Tour de France 2021. Podobnie jak w poprzednich latach, część kibiców jest z niej zadowolona, a część nie. Należy jednak przyznać, że organizatorzy Wielkiej Pętli poszli w dobrą stronę.

Pod koniec tegorocznej Wielkiej Pętli, w jednym z naszych live’ów przyznawaliśmy, że pierwszy tydzień rywalizacji może być naprawdę interesujący. Christian Prudhomme i spółka nawet nas nie zaskoczyli. Mimo wszystko trzeba przyznać, że cała Wielka Pętla została poprowadzona naprawdę interesująco, choć oczywiście nie brakuje małych mankamentów, które z przyjemnością byśmy zmienili.

Kraina klasykowców

Patrząc na pierwsze dwa etapy w Bretanii, nie trudno odnieść wrażenie, że organizatorzy Wielkiej Pętli postanowili sprezentować koszulkę lidera jednemu ze specjalistów od wyścigów jednodniowych. Końcówka etapu numer jeden pozwoli pokazać się takim kolarzom jak Julian Alaphilippe czy… Mathieu van der Poel, który przyznawał już, że poważnie myśli o starcie w Wielkiej Pętli. Podobnie będzie też drugiego dnia, kiedy peleton pojawi się na Mur de Bretagne. Jednocześnie trzeba przyznać, że oba odcinki, w szczególności w końcówce, powinny być naprawdę interesujące. Co więcej, niewykluczone, że pojawią się tam już kilkusekundowe różnice między faworytami, które w ostatecznym rozrachunku mogą mieć znaczenie.

W holenderskim stylu

Nie licząc początku i końca pierwszego tygodnia rywalizacji, prawdziwe pole do popisu będą mieli sprinterzy. Można wręcz powiedzieć, że po kilku latach, najszybsi kolarze w stawce dostaną naprawdę dużą dawkę rywalizacji o zieloną koszulkę, co samo w sobie zapowiada się interesująco. Trzeba być jednak ignorantem by nie zwrócić uwagi na fakt, że bardzo dużą rolę w wyścigu może odegrać wiatr. W sumie płaskich etapów będzie 8, z czego nawet na 4 (według Christiana Prudhomme) ma “duży potencjał, jeśli chodzi o walkę na rantach”. To z kolei zmusi zawodników walczących o wysokie miejsca w klasyfikacji generalnej do uważnej jazdy, która z kolei często wymusza błędy. Na dojeździe do Alp bardzo istotny będzie też etap jazdy indywidualnej na czas. Co chyba najważniejsze, walka z zegarem nie odbędzie się w formie drużynowej, dzięki czemu klasyfikacja generalna poważnie się ułoży. Co więcej, lepsi czasowcy będą mieli szansę założyć koszulkę lidera, mimo braku prologu. Podsumowując, czasówka w Laval może poważnie otworzyć wyścig, a to z kolei powinno się odbić na kolejnych etapach.

Trudno i mądrze

Czy etapy w Alpach będą selektywne? I tak, i nie. Jeśli ktokolwiek powie, że odcinki numer 7, 8 i 9 (o siódmym etapie warto wspomnieć) to prawdziwe górskie kolosy, będzie w dużym błędzie. Nie oznacza to jednak, że trasa została źle poprowadzona. Wręcz przeciwnie – może ona dać nam bardzo dużo radości. Etap piątkowy, z podjazdem pod Signal d’Uchon, to pierwsza okazja dla słabszych czasówców na odrobienie kilku sekund. Końcówka odcinka będzie bowiem naprawdę trudna i przy odpowiednich chęciach, ścigania może być naprawdę dużo. Podobnie sprawa ma się w przypadku górskiej przeprawy do Le Grand Bornard. Tacy zawodnicy jak Mikel Landa, Romain Bardet czy Miguel Angel Lopez na pewno będą mieli tam szansę na pierwszy poważny atak, tym bardziej, że Col de Romme i Col de la Colombiere to naprawdę trudne podjazdy. Wpływ na taktykę poszczególnych kolarzy może mieć także trudniejszy z alpejskich etapów. Droga do Tignes będzie bowiem bardzo trudna, lecz ponad 20 kilometrów finałowego podjazdu to przede wszystkim raj kolarzy potrafiących przez dłuższy odcinek utrzymać wysokie tempo. Co jednak ważne, sama końcówka alpejskiej przeprawy rozegra się na sporej wysokości, co może mieć już znaczenie.

Przelot z niespodzianką

Zgodnie z francuską tradycją, etapy przelotowe pomiędzy dwoma pasmami górskimi będą rajem dla ucieczek i sprinterów, z naciskiem na tych drugich. Nie można jednak nie wspomnieć o przepięknym odcinku wokół Mont Ventoux, który pierwotnie miał zostać rozegrany w dzień zburzenia Bastylii. Oczywiście dla wielu kibiców zdecydowanie lepszym rozwiązaniem byłoby umiejscowienie mety na szczycie legendarnej góry, lecz dwa podjazdy (pierwszy łatwiejszy, lecz także potwornie męczący) i finałowy zjazd do Malucene to naprawdę znakomity teren na atak. Zgodnie ze słowami Christiana Prudhomme, jeśli ktokolwiek będzie chciał zaatakować, przyjdzie mu to zrobić wcześniej. Podróż przez górę wiatrów z pewnością będzie więc znakomitą okazją dla kolarzy, którzy w Alpach ponieśli nieduże straty.

Pięć dni gniewu

Choć naprawdę górskie będą “zaledwie” 3 etapy, peleton spędzi w Pirenejach 5 dni, z których każdy może przynieść bardzo ciekawe i ważne rozstrzygnięcia. Już etap do Quillan, choć skrojony dla ucieczki, może wnieść nieco zamieszania, tym bardziej, że na ostatnim wzniesieniu do wzięcia będą niemałe bonifikaty. Na zakończenie drugiego tygodnia, co jest świetną decyzją, kolarze przejadą natomiast do Andory, gdzie, co też jest bardzo dobrą decyzją, nie będzie miał miejsca finisz na podjeździe. Wbrew pozorom, odcinek ten może mieć większe znaczenie, niż wszystkim się wydaje. Po pierwsze, podjazdy na nim obecne wszyscy, włącznie z zawodnikami, doskonale znają. Po drugie, przed dniem przerwy, kolarze będą mogli sobie pozwolić na nieco więcej. Tym samym aż prosi się o wykorzystanie wysokości, na jaką peleton będzie musiał wjechać. 10-kilometrowy podjazd pod Port d’Envalira do złudzenia przypomina włoskie Passo Pordoi, co mówi samo za siebie. Kolumbijczycy, czas do boju!

Ostatni tydzień rywalizacji rozpocznie się także trudnym etapem, lecz odpowiadającym przede wszystkim uciekinierom. Podjazdy pod Col de Port, Col de la Core i Col d’Aspin są naprawdę trudne, lecz próba jakiegokolwiek ataku na jednym z nich wydaje się być misją kamikadze, tym bardziej, że kolejne 2 dni to prawdziwy test w samym sercu Pirenejów.

Dwa ostatnie górskie etapy w Wielkiej Pętli zostały poprowadzone dobrze, choć nie idealnie. W obu przypadkach wydaje się, że zdecydowanie za długie są odcinki płaskie, poprzedzające najtrudniejsze góry. Aż prosiło się więc, by do odcinka kończącego się na Luz Ardiden dodać choćby podjazd pod Hourquette d’Ancizan. Nawiązując z kolei do etapu na Col du Portet, jego końcówka będzie identyczna z najkrótszym etapem Tour de France 2018, który przyniósł nam naprawdę dużo emocji. Na chwilę wracając jeszcze do Ardiden, wyjątkowo ważny może być podjazd pod Col du Tourmalet. Kiedy najlepsi w stawce górale nie będą mieli już nic do stracenia, to właśnie tam możemy spodziewać się pierwszych ruchów, a to z kolei przepięknie podgrzałoby atmosferę.

Dzień prawdy

Czasówka na etapie nr 20? Świetny pomysł! Szkoda tylko, że nie liczy ona około 10 kilometrów więcej. Tak czy inaczej, co lepsi czasowcy będą mieli jeszcze możliwość odzyskania sekund straconych w Pirenejach, co może się bardzo przydać kolarzom pokroju Remco Evenepoela. Odcinek do Saint-Emilion z tyłu głowy będą musieli też mieć słabsi specjaliści od walki z zegarem, którzy także na pograniczu francusko-hiszpańskim będą zmuszeni do agresywnej jazdy.

Szansa na wielki wyścig

To, co najbardziej cieszy, przyszłoroczna Wielka Pętla zostanie wygrana przez kolarza najbardziej wszechstronnego. Będzie on musiał wytrzymywać nerwowe etapy pagórkowate, płaskie i wietrzne kolosy, samotną walkę z czasem oraz przejazdy przez legendarne przełęcze w wysokich górach. To z kolei pozwala wierzyć, że na trasie wyścigu zobaczymy wszystkie największe gwiazdy peletonu. Nie ma bowiem w stawce zawodnika, który nie znalazłby czegoś dla siebie, a przecież nie ma piękniejszego widoku na starcie, jak lista startowa pełna gwiazd.

Pełna trasa Tour de France 2021 –>TUTAJ.