fot. Giro d'Italia

Zgodnie z przewidywaniami, po dniu przerwy, peleton Giro d’Italia postanowił dość spokojnie rozkręcić swoje nogi. Mimo to rywalizacja o etap była całkiem interesująca. Czas na oceny.

Plusy:
Arabski koń
To, co na dzisiejszym etapie zrobił Jan Tratnik zasługuje na wielkie wyrazy uznania. Słoweniec przez 40 kilometrów jechał bardzo mocno na czele, nie dając praktycznie żadnych szans rywalom na dogonienie go. Gdy w końcu udało się to Benowi O’Connorowi, zawodnik Bahrain – Merida znakomicie rozegrał ostatnie kilometry, by na kresce pokazać Australijczykowi plecy. Znakomity występ i zasłużone zwycięstwo.

Głowa kręci nogami
Dobre kilka lat temu Sylwester Szmyd zasłynął w naszym kraju mówiąc, że w kolarstwie to głowa kręci nogami. Dziś jako potwierdzenie tej tezy można z powodzeniem pokazać jazdę Kamila Małeckiego. Polak, po znakomitej jeździe, zdołał ukończyć rywalizację na czwartym miejscu, w dużej mierze walcząc siłą ambicji. Jeśli w przyszłości silna głowa nie przestanie pracować, przed zawodnikiem ekipy CCC naprawdę dobre lata.

Nie ma czasu na spokój
Oj wielu kibiców w tegorocznym Giro d’Italia zyskuje sobie Joao Almeida. Kiedy wydawało się, że faworyci dojadą do mety razem, Portugalczyk postanowił nieco zabawić się z rywalami, atakując w samej końcówce. Ostatecznie lider wyścigu zdołał zdobyć jedynie 2 sekundy do klasyfikacji generalnej, lecz jego chęć do walki jest naprawdę godna podziwu. Niech ten chłopak się rozwija i dołączy do reszty gwiazd młodego pokolenia.