fot. deceuninck - Quick Step

Joao Almeida wczoraj pokazał się ze świetnej strony. Dla Portugalczyka jest to dobry znak przed dzisiejszą czasówką.

Wczorajszy etap miał dość nieoczekiwany przebieg. Na dwóch, stosunkowo łatwych podjazdach, znajdujących się dość daleko od mety dochodziło do wielu ataków, a tempo w głównej grupie było na tyle wysokie, że nie zdołał w niej utrzymać się nie tylko uważany za faworyta Arnaud Demare, ale nawet Peter Sagan – kolarz, który potrafi sobie radzić w pagórkowatym terenie.

Na drugim biegunie znalazł się Joao Almeida, który kasował odjazdy kolarzy, mogących zagrozić mu w klasyfikacji generalnej, a później zdołał jeszcze zafiniszować na 2. pozycji, przegrywając jedynie z niezawodnym Diego Ulissim.

Bardzo dobrze znałem ostatnie 30 kilometrów. Jeździłem tamtędy bardzo wiele razy. To było dla mnie bardzo ważne, ponieważ wiedziałem, w jaki sposób pokonywać zakręty i wzniesienia. Ekipa zapewniła mi świetne wsparcie i bardzo zależało mi na zwycięstwie, ale ostatecznie dałem się wyprzedzić tylko jednemu kolarzowi, więc jestem zadowolony

– mówił Cycling News.

Dzięki świetnemu występowi jeszcze powiększył swoją przewagę w klasyfikacji generalnej nad drugim Wilco Keldermanem, która teraz wynosi już 40 sekund. To spowodowało, że Portugalczyk, który jeszcze w poniedziałek mówił, że utrzymanie przez niego koszulki do końca wyścigu jest praktycznie niemożliwe, zdaje się coraz mocniej wierzyć w swoje siły.

Codziennie udaje mi się utrzymać koszulkę lidera, więc możliwe, że rywale zaczynają myśleć, iż zatrzymam ją do końca wyścigu. Jutro po raz jedenasty wyjadę na trasę jako lider wyścigu, ale po raz pierwszy będę miał założoną nie koszulkę, a kostium do jazdy indywidualnej na czas, co jest dla mnie czymś wyjątkowym. Już nie mogę się doczekać, zwłaszcza, że wystartuję jako ostatni, co również będzie bardzo ciekawym doświadczeniem

– dodawał.

Trzeba jednak pamiętać, że na najbliższych dwóch etapach walka o utrzymanie koszulki będzie zdecydowanie trudniejsza niż w czasie kilku poprzednich dni. Jutro peleton wjedzie w Dolomity i kolarze będą mieli do przejechania kilka trudnych podjazdów, na czele z Pianchavallo, na którym znajduje meta. Zanim to jednak nastąpi, dziś trzeba będzie przejechać długi, ponad 30-kilometrowy etap jazdy indywidualnej na czas. Pomimo świetnego występu na czasówce rozpoczynającej Giro, Portugalczyk wcale nie może być pewny swego.

Nigdy w życiu nie jechałem tak długiej czasówki, więc będzie to dla mnie coś nowego. Ale jeśli będę miał dobry dzień, mogę być w stanie utrzymać koszulkę lidera albo nawet delikatnie powiększyć swoją przewagę. Z kolei jeśli będę miał zły dzień, mogę stracić sporo czasu do rywali. Wszystko zależy od mojej dyspozycji dnia, choć oczywiście, niezależnie od wszystkiego, zamierzam dać z siebie wszystko

– zapowiedział.