fot. Deceuninck-Quick Step

Joao Almeida jest rewelacją pierwszego tygodnia Giro d’Italia. Po dziewięciu dniach rywalizacji Portugalczyk jest liderem wyścigu. Podczas konferencji dla dziennikarzy, która odbyła się podczas pierwszego dnia przerwy zadeklarował, że choć nie wierzy w swoje zwycięstwo w tym wyścigu, to zrobi wszystko, by jak najdłużej utrzymać koszulkę lidera.

Dzięki świetnej postawie Portugalczyka, żal szefów Deceuninck-Quick Step spowodowany kontuzją Remco Evenepoela, który pierwotnie miał być liderem ekipy na Giro d’Italia, jest nieco mniejszy. Tak naprawdę ciężko powiedzieć, czy gdyby Belg rzeczywiście wziął udział w różowym wyścigu, byłby po dziewięciu dniach w równie dobrej sytuacji co Portugalczyk, który aktualnie jest liderem wyścigu, z 30-sekundową przewagą nad drugim Wilco Keldermanem.

Olbrzymi wpływ na wysoką pozycję młodego kolarza miało to, że już pierwszego dnia wyścigu pokazał się ze świetnej strony. Podczas czasówki z Monreale do Palermo przegrał jedynie z mistrzem świata w tej specjalności – Filippo Ganną. O sekundę pokonał Gerainta Thomasa, a jego przewaga nad pozostałymi kandydatami do zwycięstwa w całym wyścigu była zdecydowanie większa. Co ciekawe, jeszcze kilkanaście godzin wcześniej niewiele wskazywało, że 22-latek pokaże się z aż tak dobrej strony.

Miałem za sobą trudną noc – nie do końca z powodu nerwów – bardziej z powodu mocnej burzy, która nie pozwalała mi zasnąć. Ale na szczęście podczas samej czasówki czułem się dobrze, a mój wynik był świetny. Mimo to nie czuję, żeby to była najlepiej pojechana próba czasowa w całym moim życiu – pamiętam kilka na których czułem się jeszcze lepiej

– opowiadał nam.

Po 3. etapie Almeida przejął różową koszulkę od Filippo Ganny i dość dobrze wywiązuje się z obowiązków lidera. Jego ekipa jest widoczna z przodu, a on sam jest aktywny na finiszach, co przełożyło się choćby na 3. miejsce na 5. etapie. Mimo wszystko, o ile kolejne dni przebiegną zgodnie z planem, to ciężko spodziewać się, żeby młody kolarz utrzymał prowadzenie do końca wyścigu. 

Już na etapie kończącym się na Etnie stracił trochę czasu do najlepszych, a wczoraj na nieco spokojniejszym odcinku dojechał do mety kilkanaście sekund po Majce, Fuglsangu i większości spośród pozostałych faworytów, a przecież przed nami jeszcze wiele legendarnych wzniesień, takich jak Piancavallo, Madonna di Campiglio czy Stelvio. Sam, pytany o swoje szanse na zwycięstwo w całej imprezie, odpowiada:.

Wciąż jest zbyt wcześnie, by odpowiedzieć  na to pytanie ze stuprocentową pewnością, ale w tym momencie nie wierzę w utrzymanie koszulki do końca wyścigu. Jeszcze nigdy nie jechałem w wielkim tourze, a przecież czasem nawet doświadczeni kolarze, tacy jak Froome, Nibali, czy ostatnio Simon Yates, miewają słabsze dni, a te w górach często kończą się tragicznie. Cieszyłbym się z miejsca w pierwszej “10” na koniec, ale nikt w ekipie nie nakłada na mnie zbyt dużej presji. Już jesteśmy zadowoleni z tego, co udało nam się osiągnąć mamy różową koszulkę i chcemy utrzymać ją jak najdłużej, ale najważniejsze jest dla mnie to, by czerpać radość ze ścigania.

Kto zatem ma największe szanse na zwycięstwo? Zdaniem Almeidy najwyżej stoją szanse dwóch kolarzy:

W tym momencie najmocniej wyglądają Fuglsang i Kelderman. Nie skreślałbym także Nibalego. Choć w tym momencie wszystko wskazuje na to, że ta dwójka jest od niego po prostu mocniejsza, to Włoch dysponuje olbrzymim doświadczeniem i w trzecim tygodniu wszystkich zaskoczyć. Jest bardzo wielu kolarzy, których stać tutaj na zwycięstwo albo przynajmniej na podium

– mówił.

W tym szerokim gronie faworytów znajduje się m.in. nasz rodak – Rafał Majka, który, nie licząc bardzo nieudanej czasówki, jedzie świetny wyścig. Choć Joao Almeida dopiero od tego sezonu jeździ w worldtourowym peletonie, to obaj panowie zetknęli się ze sobą już pięć lat temu.

Jako junior pojechałem na mistrzostwa świata w Richmond. Przed startem robiłem sobie przejażdżkę po trasie i w pewnym momencie zobaczyłem, że jedzie niedaleko mnie. Wtedy bardzo lubiłem nie tylko jeździć na rowerze, ale też oglądać wyścigi. Wiele razy widziałem go w akcji i bardzo go lubiłem, dzięki czemu od razu go rozpoznałem. Dlatego podszedłem do niego i poprosiłem o zdjęcie

– opowiedział Almeida, który m.in. dzięki swojej postawie w Giro d’Italia, dziś sam ma sporą rzeszę fanów, którzy chcieliby sobie z nim zrobić “selfie”.

W konferencji prasowej on-line z Joao Almeidą uczestniczył Bartek Kozyra