fot. BettiniPhoto / BORA - hansgrohe

Cóż to był za etap! Po szalonym poranku, ekipy jadące w Giro d’Italia postanowiły zafundować nam naprawdę kapitalne widowisko. Czas na oceny.

Plusy:
Powrót bestii
Dziś widzieliśmy co różni zwykłych zwycięzców od prawdziwych mistrzów. Po bardzo trudnym roku, Peter Sagan zrobił to, co potrafi najlepiej – zniszczył rywali, w przepięknym stylu wygrywając etap. Przeciwko niemu byli dziś prawie wszyscy – inni uciekinierzy, ekipa Groupama – FDJ, czy zawodnicy walczący o zwycięstwo w całym wyścigu. Słowak pokazał jednak, że wciąż jest absolutnym czempionem, odnosząc naprawdę niezwykłe zwycięstwo. W takim stylu wygrywają tylko i wyłącznie najwięksi. Aż szkoda, że nie zobaczymy Słowaka na trasie niedzielnego De Ronde.

Walka na całość
Choć wiadome było, że końcówka dzisiejszego etapu jest trudna, mało kto spodziewał się, że najlepsi zawodnicy w wyścigu zrobią aż takie show. Przez cały dzień nie było nawet momentu, w którym sytuacja byłaby jasna i klarowna. Dodając do tego bardzo trudne warunki pogodowe na ostatnich kilometrach, otrzymaliśmy znakomity spektakl, którego tak bardzo podczas Giro d’Italia brakowało. Kolarze chyba zdają sobie sprawę, że wyniki etapów w 2 tygodniu rywalizacji mogą być kluczowe, a to zapowiada nam jeszcze kilka wielkich dni ścigania.

Na ostrzu noża
Mimo wszystko z faworytów warto dziś wyróżnić dwóch zawodników. Mowa o atakującym Pello Bilbao, który ciężko walczy o przejęcie maglia rosa, oraz o Joao Almeidzie, który wraz z kolegami Deceuninck – Quick Step robił wszystko, by koszulkę lidera utrzymać. U obu kolarzy widać dziś było niesamowitą determinację, której w nowoczesnym peletonie brakuje.

Do ostatniej kropi potu
Kiedy Domenico Pozzovivo zanotował defekt około 20 kilometrów przed metą wydawało się, że mimo znakomitej formy, Włoch będzie miał już problemy z dojściem do grupy faworytów. Doświadczony lider ekipy NTT nie dość jednak, że dogonił rywali, to jeszcze próbował ich zgubić na finałowym podjeździe. Taka jazda zasługuje na wielkie słowa uznania.

Minusy:
Drużynowa porażka
Jednymi z największych przegranych są dziś z pewnością kolarze ekipy Groupama – FDJ. Arnaud Demare i spółka, mimo wytężonej pracy, nie byli w stanie dogonić bardzo silnej ucieczki, przez co różnica między znakomitym Francuzem, a Peterem Saganem w klasyfikacji punktowej mocno stopniała. Mimo wszystko Demare wciąż jest w bardzo dobrej sytuacji, gdyż jutro to właśnie on będzie głównym faworytem do odniesienia etapowego triumfu w Rimini.

Prześladowany przez pecha
Nie chcielibyśmy być dzisiaj w skórze Jakoba Fuglsanga. Duńczyk, po bardzo dobrej jeździe, ostatecznie stracił ponad minutę do innych faworytów. Wszystko spowodował defekt, który przyszedł w zdecydowanie najgorszym momencie. Jednocześnie oznacza to, że lider ekipy Astana będzie musiał szukać szansy na odrobienie straconego czasu. Kto wie, być może to pozwoli porządnie rozkręcić ściganie w czwartek?

Ból młodości
Dziś pierwsza poważna słabość dopadła innego z młodych zawodników – Harma Vanhoucke. Utalentowany Belg, po znakomitym pierwszym tygodniu, dziś zanotował duże straty, wypadając z czołówki klasyfikacji generalnej. Jednocześnie jednak pozwala mu to marzyć o etapowym zwycięstwie. Kto wie, być może w kolejnych dniach zawodnik Lotto Soudal będzie mógł spróbować długiej ucieczki.