fot. Astana Pro Team

Z pewnością 10. etap tegorocznego Giro d’Italia nie będzie dobrze wspominać Jakob Fuglsang. Duńczyk w kluczowym momencie rywalizacji złapał “gumę” i do swoich najgroźniejszych rywali stracił minutę i 15 sekund.

Lider kazachskiej ekipy Astany w klasyfikacji generalnej spadł z szóstego miejsca na jedenastą lokatę i do jadącego w maglia rosa Portugalczyka João Almeidy (Deceuninck-Quick-Step) traci już dwie minuty i 20 sekund. Fuglsang w rozmowie z biurem prasowym swojego zespołu przyznał, że po złapaniu “kapcia” starał się jedynie minimalizować straty do swoich konkurentów.

Cóż, nie myśleliśmy, że tak będzie wyglądać ten etap. To był dla nas po prostu pechowy dzień. Złapałem „gumę” w najgorszym możliwym momencie. Dałem z siebie wszystko i starałem się ograniczyć straty, ale jest, jak jest. Musimy przezwyciężyć to i skupić się na nadchodzących dniach. Przed nami jeszcze długa droga i wiele szans

– powiedział Duńczyk.

Po wycofaniu się Gerainta Thomasa (INEOS Grenadiers), Stevena Kruijswijka (Jumbo-Visma) i Simona Yatesa (Mitchelton-Scott) lider Astany wyrasta na jednego z faworytów całego wyścigu Giro d’Italia. Niewiadomą pozostaje to, czy peleton w obecnej, pogarszającej się sytuacji epidemicznej dojedzie do Mediolanu. Od Duńczyka, więc w najbliższych dniach powinniśmy spodziewać się ofensywnej jazdy.