fot. Mitchelton-Scott

Szef dyrektorów sportowych w drużynie Mitchelton-Scott Matt White odniósł się do pozytywnego wyniku testu na koronawirusa Simona Yatesa, a także wyraził opinię na temat tego, jak podczas wyścigów przestrzegane są zasady reżimu sanitarnego oraz izolacji od otoczenia.

Przypomnijmy, że Simon Yates podczas piątkowego etapu poczuł lekkie objawy przeziębienia, a wieczorem tego samego dnia, w trakcie pomiaru temperatury ciała, miał podwyższoną. W związku z tym wykonano mu test na obecność wirusa Covid-19, który dał wynik pozytywny. Przed sobotnim etapem zwycięzca tegorocznej edycji Tirreno-Adriatico wycofał się. Teraz wszyscy zadają sobie pytanie, gdzie zaraził się Simon Yates i zdaje się, że nikt nie zna na nie odpowiedzi.

– Oczywiste jest to, że Simon ani razu nie wyszedł poza naszą bańkę. Przebywał w zamknięciu, przygotowując się specjalnie do Giro. Zdecydował się nie jechać na MŚ, zatem pozostał w domu, w swoim własnym środowisku i przyjechał tutaj – gotowy, aby wygrać Giro. Musiał złapać wirusa Covid-19 w domu i przywieźć go tutaj albo też zakaził się gdzieś po drodze na Sycylię. Nikt nie ma pojęcia, gdzie to się stało, naprawdę nikt tego nie wie

– powiedział Matt White.

Australijczyk poinformował, że cała drużyna Mitchelton-Scott oraz jej obsługa przeszła w ostatnim czasie wiele testów na obecność koronawirusa. Wszystkiego oprócz tego Simona Yatesa dały wynik negatywny, dlatego też jest on spokojny o zdrowie pozostałych członków zespołu, którzy po raz kolejny będą testowani w pierwszym dniu odpoczynku.

– Teraz zostaliśmy przebadani trzeci raz z rzędu. W ciągu ostatnich dwunastu dni członkowie naszej drużyny byli poddani testom pięć razy (włącznie z testami przed rozpoczęciem Giro). Nie ma na tej planecie zbyt wielu ludzi, którzy przechodzą badania tak często

– dodał Matt White.

Simon Yates jest pierwszym kolarzem, który zachorował na koronawirusa podczas wielkiego touru. Na Tour de France zdarzyło się kilka pozytywnych przypadków, ale żaden nie dotyczył kolarza. Powstają zatem wątpliwości co do skuteczności tzw. bańki wyścigu oraz zasad reżimu sanitarnego panujących w różowej karawanie.

Jak donosi portal VeloNews, powołując się na swoich rozmówców, niektórzy zaangażowani w wyścig kolarze jak Brent Bookwalter narzekali chociażby na warunki w hotelach. Przestrzeń w nich miała być dzielona chociażby z turystami przebywającymi na wakacjach.

– Jeden hotel różni się od drugiego. W tym momencie mieszkamy razem z drużyną Quick-Step i nie widziałem nikogo innego poza dwiema drużynami. Nie mamy z nikim absolutnie żadnych kontaktów, więc jest idealnie. Jednak tak idealnie nie było np. podczas Tour de France. Bywaliśmy w hotelach, które musieliśmy dzielić z innymi ludźmi

– wyjaśnił White.

Przypomnijmy, że warunkiem rozgrywania wyścigów kolarskich w czasie epidemii było stworzenie drużynom warunków zakwaterowania, w których nie będą miały absolutnie żadnego kontaktu z kimś spoza członków wyścigu. Jednak jak się okazuje, nie zawsze jest on spełniany, to White pozostaje optymistą co do tego, czy Giro dojedzie do Mediolanu.

– Nie widzę powodu, dla którego moglibyśmy nie ukończyć tego wyścigu. Wszystko zależy od tego, jakie wyniki testów przyjdą po dniu odpoczynku. Jednak nie ma powodu, dla którego wyścig nie miałby być kontynuowany. Nie mamy na to większego wpływu niż to, aby pilnować naszej bańki i podchodzić do tego wszystkiego dzień po dniu

– zakończył Matt White.