fot. Groupama-FDJ

Ostroga włoskiego buta, a więc Półwysep Gargano, ugości dziś kolarzy, zgodnie ze swoim przeznaczeniem dostarczając im impulsu do ataku w samej końcówce. Zanim jednak do tego dojdzie, ciasno przytulona do wybrzeża Adriatyku trasa ukaże w sobotę nieco łagodniejsze, ale pełne piękna w barwach bieli i lazuru oblicze Apulii. 

Po serii etapów, które w dziwności mogły konkurować tylko ze sobą nawzajem, dzisiejszy odcinek 103. edycji Giro d’Italia jest czymś, co doskonale znamy z tego i ubiegłych lat. Co prawda po wczorajszych harcach na wiatrach, wyobraźnia sama wyszarpuje swoje wodze (żeby pozostać przy jeździeckich odniesieniach) na widok biegnącej brzegiem zatoki Manfredonia trasy, ale jeśli wierzyć prognozom, tego wątku scenariusz na sobotę nie uwzględnia.

Będzie za to odcinek płaski jak stół sięgający niemal półmetka 200-kilometrowej trasy, który jeszcze dwie dekady temu służyłby uczestnikom wyścigu do wspólnego zajadania się jakąś focaccią, a dziś ukaże głównie walory krajobrazu zdominowanego przez morze, wapienne klify i białe domy. Jego kres wyznaczy 96. kilometr, na którym rozpocznie się wspinaczka na największy, ale jednocześnie najmniej istotny w perspektywie ostatecznego rezultatu sobotniej rywalizacji podjazd dnia, czyli Monte Sant’Angelo (9,6 km, śr. 6,1%) – trudny, ale najprawdopodobniej pokonywany bez wystarczającej dedykacji, by zrobić różnicę.

Od tego momentu trasa zacznie jednak przyjemnie falować, a jedyne kategoryzowane wzniesienie dzielące zawodników od linii mety w postaci La Guardioli (1,4 km, śr. 6%) wcale nie będzie jedyną przeszkodą. W rzeczywistości najważniejsze rozstrzygnięcia mogą zapaść na małej rundzie w goszczącym finisz dzisiejszego etapu Vieste, a konkretniej na krótkim, ale bardzo stromym podjeździe pod La Chiesuolę (ok. 900 m, śr. 9,3%, max. 17%, pokonywany dwukrotnie), którego szczyt od linii mety dzieli całkiem optymalny dystans 10 kilometrów. To w połączeniu ze wspinaczkową i sprinterską formą Arnaud Demare’a musi chyba sprawić, że któryś ze specjalistów od wyścigów jednodniowych postawi na ATAK?  

Oto, co na temat 8. etapu Giro d’Italia 2020 napisaliśmy przed rozpoczęciem wyścigu:

Etap 8, Giovinazzo – Vieste, 200 km, pagórki

Wydaje się, że lepszej okazji na zwycięstwo etapowe Peter Sagan mieć nie będzie. Po pierwszej, łatwej części ścigania, na kolarzy czekać będzie dość trudny podjazd pod Monte Sant’Angelo (9,4 km, 6,2%). Po zjeździe z kolei płasko już nie będzie. Na odcinku 80 kilometrów pełno będzie krótkich i stromych wzniesień, które powinny dodatkowo podzielić grupę zasadniczą. Ostatnia trudność została zaplanowana na 14 kilometrów przed kreską. Mowa o podjeździe Via Saragat (1 km, 9,1%).

Giro 2020 etap 8

Wiemy, że w minionych dniach pisaliśmy już o etapach stworzonych dla Petera Sagana (Bora-hansgrohe), ale sobotni odcinek znajduje się na samym szczycie tej dość obszernej listy. Może więc przy okazji popołudniowego trzymania kciuków za przedstawicielkę innej dyscypliny sportu część energii prześlemy 30-letniemu Słowakowi, aby w końcu sobie coś wygrał, a koledzy z Bory mogli się zająć innymi, równie palącymi sprawami?

Niskie tempo na finałowej rundzie to ekwiwalent wręczenia kolejnego etapowego triumfu Arnaud Demare’owi (Groupama-FDJ), bo pod względem czystego przyspieszenia Francuz udowodnił już, że w stawce tegorocznego Giro d’Italia nie ma sobie równych, a dzielący La Chiesuolę od linii mety dystans 10 kilometrów pozwala nadrobić małą stratę z najtrudniejszej części podjazdu.

Czy ktoś w takim razie zdecyduje się tam zaatakować? Mamy nadzieję, a podejrzewać o tego typu akcję można między innymi Jhonatana Narvaeza (INEOS Grenadiers), Diego Ulissiego (UAE-Team Emirates), Fabio Felline (Astana), Enrico Battaglina (Bahrain-McLaren) czy Davide Balleriniego (Deceuninck-Quick Step).

W sprincie z mniejszego lub większego peletonu mogą też zabłysnąć Andrea Vendrame (AG2R-La Mondiale), Mikkel Honoré (Deceuninck-Quick Step) i Michael Matthews (Sunweb).