Foto: Giro d'Italia

Piąteczek, truskawka na torcie dni tygodnia, będzie łaskawy również dla rywalizujących w 103. edycji Giro d’Italia kolarzy. Zaplanowany na dziś odcinek będzie bowiem krótki, płaski i na pewno zakończy się sprintem z dużego peletonu, co jest w tegorocznej La Corsa Rosa okolicznością bardzo wyjątkową.

Piątkowa rywalizacja rozpocznie się dokładnie tam, gdzie czwartkowa się zakończyła, a więc w Materze, ale peleton Giro d’Italia bardzo szybko pozostawi Basilicatę za plecami, przenosząc się do stanowiącej elegancki obcas włoskiego “buta” Apulii. Tam rozegrane zostaną dwie lotne premie: w Taranto (66,2 km) i Grottaglie (91,5 km), a po pokonaniu łącznego dystansu zaledwie 143 kilometrów spodziewany finisz z peletonu w Brindisi.

I kiedy wszystko zwiastuje pozbawiony trosk dzień w biurze, przechodzimy do prognozy pogody. A w niej, wiatr! Boczny w wariancie minimalnie pchającym od tyłu, czyli zdecydowanie najlepszy do formowania rantów, i to już na nieosłoniętym odcinku o długości 25 kilometrów, który otworzy dzisiejszą rywalizację. Nieco mniej ekstremalne, ale ciągle sprzyjające walce na wiatrach warunki powinny utrzymać się aż do 105. kilometra. Co prawda tegoroczny włoski wielki tour jest nietypowy również pod tym względem, że na liście startowej znaleźć można niewielu zawodników specjalizujących się w tego typu rozgrywkach, ale raz na kilka lat nawet Vincenzo Nibali przypomina sobie, że również w tym elemencie sztuki jest lepszy od większości aktywnych kolarzy.

A skąd te jelenie? Otóż nazwa miasta Brindisi, które ze względu na bardzo korzystny kształt linii brzegowej pełniło rolę ważnego ośrodka komunikacyjnego już w starożytności, najprawdopodobniej pochodzi od słowa “brention” tłumaczonego jako “głowa jelenia” i miało odnosić się do kształtu jego naturalnego portu. Przyznaję, że przestudiowałam mapę i widzę co najwyżej słabo rozwinięte poroże, ale dla mnie każda plama w teście Rorschacha wygląda jak rozpłaszczona żaba, więc nie jestem wyznacznikiem.

Oto, co na temat 7. etapu 103. edycji Giro d’Italia napisaliśmy przed rozpoczęciem wyścigu:

Etap 7, Matera – Brindisi, 143 km, płasko

W końcu swoją szansę otrzymają sprinterzy! Zasadniczo nic więcej ciekawego o tym etapie powiedzieć się nie da. Cała trasa będzie praktycznie perfekcyjnie płaska, dzięki czemu najszybsi kolarze w peletonie nie powinni mieć problemu z dojechaniem do ostatnich kilometrów.

Giro 2020 etap 7

Choć pełnokrwistych sprinterów wcale nie ma we włoskim wielkim tourze tak wielu, dopiero dziś otrzymujemy pierwszą okazję, by wymienić część nazwisk. Na papierze najszybszym jest Fernando Gaviria (UAE-Team Emirates), ale on musi najpierw przetrwać ewentualną walkę na wiatrach, co niekoniecznie jest domeną jego ekipy, a później nie zagotować się zbyt wcześnie, nie leżeć w jakiejś absurdalnej kraksie, nie świętować przed linią mety – a to bardzo wiele “ale” jak na rywalizację na 350-metrowym odcinku.

Ze względu na formę i stanowiącą jej konsekwencję pewność siebie, faworytem wydaje się Arnaud Demare (Groupama-FDJ), który co prawda wspaniale rozwinął się w ostatnich latach jako sprinter na nieco trudniejsze warunki, ale pod względem czystej prędkości cały czas należy do szerokiej światowej czołówki. Bardzo sprzyjać mu może również fakt, że zbudowana wokół niego drużyna nie będzie musiała troszczyć się o losy żadnego lidera na klasyfikację generalną, jeśli zrobi się nerwowo.

Jeśli powieje, to nie sposób kolejny raz nie wymienić Petera Sagana (Bora-hansgrohe) jako potencjalnego etapowego zwycięzcy, choć w takich warunkach co najmniej równie dobrze może odnaleźć się nawet rezerwowy skład ekipy Deceuninck-Quick Step, co obsadza Alvaro Hodega i Davide Balleriniego w rolach czarnych koni piątkowego odcinka.

Ze zdolnych powalczyć o triumf w Brindisi sprinterów mamy też na liście startowej Michaela Matthewsa (Sunweb), Elię Vivianiego (Cofidis), Rudy’ego Barbiera (Israel Start-Up Nation), Andreę Vendrame (AG2R-La Mondiale) i Juana Molano (UAE-Team Emirates).