fot. ASO / Pauline Ballet

Przed Woutem van Aertem końcowe starty w tym roku. Celem Belga będą dwa brukowane, flandryjskie klasyki Gent-Wevelgem oraz Ronde van Vlaanderen. Kolarz Jumbo-Visma miał w swoich planach, jeszcze wyścig Paryż-Roubaix, ale niestety “Piekło Północy” nie odbędzie się w 2020 roku

Jeden z najlepszych kolarzy obecnego sezonu Wout van Aert po mistrzostwach świata w Imoli, gdzie zdobył dwa srebrne medale na trzy dni odstawił swój rower. Po zasłużonej, ale krótkiej przerwie przed rewelacyjnym Belgiem ostatnie starty w tym roku, którymi będą północne klasyki. W rozmowie z portalem Wielerflits zwycięzca Mediolan-San Remo określił, kto jego zdaniem będzie liczyć się w walce o zwycięstwa we flandryjskich wyścigach.

Oczywiście Mathieu van der Poel będzie kolarzem, którego trzeba będzie pokonać. Julian Alaphilippe także będzie groźny, ale on wystartuje tylko w Ronde van Vlaanderen. Co do reszty stawki to Oliver Naesen dobrze prezentował się podczas BinckBank Tour. Zauważyłem, że zawodnicy, którzy przejechali Tour de France, wciąż są w dobrej dyspozycji

– mówił Belg.

Niedzielny klasyk Gandawa-Wevelgem dla Wouta van Aerta i wielu innych zawodników będzie ostatnim sprawdzianem przed startem we “Flandryjskiej Piękności”. Lider holenderskiego zespołu Jumbo-Visma uważa, że zmiany, jakie nastąpiły na trasie wyścigu kończącego się w Wevelgem mogą znacznie utrudnić rywalizację. Zamiast dwukrotnie pokonywanego podjazdu pod Kemmelberg, jak to miało miejsce w przeszłości kolarze trzy razy zmierzą się z tym wzniesieniem na trasie 232,5-kilometrowego wyścigu.

Spodziewam się wyścigu w trudnych warunkach. Wiatr odegra swoją rolę. Poza tym ze względu na nieco zmienioną trasę wyścigu myślę, że jest duża szansa, że ​​w porównaniu z poprzednimi edycjami do finiszu Wevelgem dojedzie mniejsza grupa

– zakończył van Aert.