fot. Lotto-Soudal

Thomas De Gendt jechał bardzo aktywnie we wczorajszym etapie Giro d’Italia. Początkowo próbował się zabrać w odjazd dnia, co mu się nie udało. Belg próbował później ataku na ostatnim podjeździe – pod Valico di Montescuro – lecz z powodu braku współpracy z Einerem Augusto Rubio z Movistaru, jego akcja się nie powiodła.

Thomas De Gendt zaatakował z peletonu na 30 kilometrów do mety. Tuż po przyspieszeniu Belga z Lotto Soudal, na kole usiadł mu Einer Augusto Rubio. Kolumbijczyk nie dawał zmian, gdyż z przodu jechał jeszcze jego kolega z drużyny, Hector Carretero. Gdy duet dojechał do Hiszpana, Rubio dalej nie kwapił się do pracy, co zdenerwowało De Gendta.

Nic nie powiedział, nie wysilał się i ani razu nie chciał pociągnąć. Kiedy goniliśmy, miał przed sobą kolegę z zespołu (Carretero), lecz gdy do niego dojechaliśmy, on dalej nie chciał pracować. Później zaatakował, więc postawiłem sobie za cel, żeby nie dać mu wygrać.

– mówił Thomas De Gendt cytowany przez Cyclingnews.com.

W końcówce podjazdu, z przodu oprócz Rubio i De Gendta utrzymywał się Filippo Ganna (INEOS Grenadiers). Włoch wykorzystał spięcie między dwoma innymi zawodnikami i zaatakował, co dało mu zwycięstwo etapowe. De Gendt i Rubio zostali wchłonięci przez okrojony peleton jeszcze przed szczytem wzniesienia.

Ganna odpadał dwa razy, gdy Rubio i ja atakowaliśmy, ale Kolumbijczyk wciąż nie chciał pracować. Kiedy ruszył Ganna, czułem, że to nie mój czas, by zneutralizować jego atak. Czekałem tylko na Rubio, ale on nie robił nic. Dla mnie zwycięstwo Ganny było w porządku – Rubio nie mógł dziś wygrać.

– dodał Belg.