fot. BORA - hansgrohe / Bettini Photo

Sycylia przejechana wzdłuż i wszerz. Po trzech dniach nerwowości i walki o minimalizację strat, w końcu przyszedł etap spokojniejszy, na którym jednak nie obyło się bez nerwowych ruchów. Czas na oceny.

Plusy:
Rozliczenie
Kiedy Arnaud Demare przyjeżdżał na tegoroczne Giro wiadome było, że jego celem będzie jak najszybsze wygranie etapu, tym bardziej, że w “pierwszej części sezonu” udało mu się zdominować rywalizację. Dziś Francuz, choć z niemałymi problemami, zdołał okazać się najlepszy, dając wszystkim do zrozumienia, że przed nim może być jeden z najlepszych wyścigów w karierze. Brawo.

Niezłomny
Chyba nie tylko nam jest już niezmiernie szkoda Petera Sagana. Słowak dziś był już naprawdę blisko wykorzystania pracy swoich kolegów. Niestety na mecie zabrakło naprawdę milimetrów. Widać jednak, że lider BORA – hansgrohe jest w bardzo dobrej dyspozycji i jeszcze wielokrotnie w tegorocznym Giro d’Italia zobaczymy go w czubie peletonu.

Minusy:
Kolumbijskie rodzynki
Od wielu lat kolumbijscy kolarze kojarzą nam się głównie ze świetną jazdą w górach i walką o wysokie miejsca w klasyfikacji generalnej. Swoistymi rodzynkami w całym towarzystwie są Fernando Gaviria i Alvaro Hodeg. Niestety obaj dziś pokazali, że w ich przypadku z jazdą pod górę jest gorzej niż wszyscy się spodziewali. Wynikiem tego było odpadnięcie od peletonu i zakończenie rywalizacji z dużą stratą. Szkoda, tym bardziej, że szczególnie po Gavirii można wymagać więcej.

Sycylijski Alladyn
Jedni mają latające dywany, drudzy latające barierki. Niestety, z całym szacunkiem do Giro i jego organizatorów, w porównaniu z Tour de France zdarza im się wyjątkowo dużo błędów. Dziś helikopter latający nad kolumną zdmuchnął barierki, które zakończyły wyścig Luci Wackermanna. Nie tak to powinno wyglądać.