fot. BORA-hansgrohe / Veloimages

Peter Sagan, trzykrotny mistrz świata i legenda kolarstwa, w serii szczerych wywiadów dla „Het Nieuwsblad” oraz „EL PAÍS” dokonał głębokiej analizy współczesnego peletonu. Słowak nie tylko komplementuje Tadeja Pogačara, nazywając go zawodnikiem z innej kategorii, ale też z brutalną szczerością opowiada o mrocznych stronach życia na szczycie, presji i różnicach w podejmowaniu cierpienia na rowerze.

Sagan uważa, że poziom prezentowany przez Pogačara wykracza poza standardowe ramy rywalizacji i sugeruje, że Słoweniec operuje w zupełnie innej rzeczywistości sportowej. Choć docenia klasę aktualnego mistrza świata, zauważa, że jego absolutna dominacja paradoksalnie odbiera widowisku część nieprzewidywalności.

Tadej Pogačar jest atutem dla kolarstwa. Powinno się mu po prostu pozwolić ścigać się w osobnej kategorii. WorldTour jest dla niego za mały. Przez to przyczynia się on również do tego, że kolarstwo staje się w pewien sposób nudne i monotonne. Nie da się tego ująć inaczej. On jest unikalny. Jest o szczebel wyżej ode mnie i od innych. Mówi się czasem, że kolarstwo to nie gra na PlayStation. Cóż, dla niego tak. To nawet łatwiejsze niż PlayStation. Tylko że o ile w Mediolan-San Remo wspaniale się to oglądało, o tyle w inne dni jest to po prostu nudne.

Słowak z dystansem analizuje styl jazdy Słoweńca, zwracając uwagę na jego niebywałą odporność psychiczną i skłonność do podejmowania ryzyka nawet w kryzysowych momentach. Porównuje to do własnego podejścia, w którym kluczowe było sprytne zarządzanie siłami i unikanie zbędnego bólu.

Nawet ja nie sądziłem, że po swoim upadku wciąż będzie atakował na Cipressie. Ale Pogačar jest wystarczająco szalony, by zrobić nawet coś takiego. Tadej Pogačar odjeżdża sto dwadzieścia kilometrów przed metą. Czasy się zmieniły. Ja byłem znacznie sprytniejszy. Lubiłem wygrywać wyścigi, ale nie lubiłem cierpieć. Gdybym mógł wybierać między atakiem z daleka a zostaniem w peletonie przez kolejne pięćdziesiąt kilometrów i uderzeniem później, wybierałem to drugie. To było łatwiejsze. Mniej bólu.

Przed zbliżającymi się klasykami Sagan nie widzi nikogo, kto mógłby realnie zagrozić Słoweńcowi, chyba że dojdzie do zdarzeń losowych. Podkreśla przy tym, że Pogačar nie tylko dominuje nad współczesnymi gwiazdami, ale też ściga się z historią i największymi legendami tego sportu.

Na kilka dni przed Ronde van Vlaanderen nie spodziewam się niespodzianki na mecie. O ile nie odetną mu nóg przed niedzielą, kto będzie w stanie go pokonać? Jest tylko jeden powód, dla którego Mediolan-San Remo było w tym roku interesujące: ponieważ on upadł i nagle dostaliśmy piękną walkę. Jeśli wygra w niedzielę we Flandrii, będzie miał dwanaście Monumentów w sumie, co postawi go przed Rogerem De Vlaeminckiem, a jedynie za Eddym Merckxem. Ich talent i odwagę było widać od razu, ale Tadej nie ma konkurencji.

Najbardziej poruszająca część rozmowy dotyczy osobistych kosztów, jakie niesie ze sobą życie na szczycie kolarskiego świata. Sagan opisuje swoje ostatnie lata jako walkę z presją i poczuciem winy z powodu rozłąki z synem, dzieląc się doświadczeniem, które Pogačar dopiero zaczyna zgłębiać.

Ostatnie trzy lata ścigania były koszmarem. Patrzyłem z daleka, jak rośnie mój syn, spędzając więcej czasu z obcymi ludźmi niż z nim. To siedziało mi w głowie. Już raz z nim o tym rozmawiałem. Oczywiście Tadej wygrał znacznie więcej niż ja, ale życie, które prowadzi teraz, jest życiem, które ja prowadziłem dziesięć lat temu. I szczerze: wolę, że to był on, a nie ja. Miałem swoją porcję sławy i już jej nie potrzebuję. Dlatego zawsze mówiłem, że skończę w wieku trzydziestu lat. Ostatecznie wytrzymałem do trzydziestego trzeciego roku życia.

Na koniec Sagan udziela rady, która ma być dla Pogačara drogowskazem w świecie pełnym oczekiwań i interesownych ludzi. Podkreśla, jak ważne jest zachowanie autentyczności i własnego kierunku, mimo przytłaczającej otoczki towarzyszącej byciu najlepszym na świecie.

Mam dla Tadeja tylko jedną radę: żyj swoim życiem i prowadź karierę tak, jak uważasz za stosowne. Co nie jest łatwe, gdy jest się w samym centrum tego wszystkiego. Presja, która na tobie ciąży, ci wszyscy ludzie, którzy chcą cię wykorzystać, a nawet nadużyć twojego zaufania: trudno jest tym zarządzać i wciąż uświadamiać sobie, co jest dla ciebie naprawdę ważne.

 

Poprzedni artykułLefevere o starcie Evenepoela w Ronde van Vlaanderen 2026: „Mają na niego większy wpływ”
Następny artykułFabio Aru gościem specjalnym EKOI na targach PEKAO BIKE EXPO w Warszawie
Artur Goławski
Kiedyś szef ligi hiszpańskiej i wydawca na iGol.pl oraz regionalny wysłannik Kuriera Lubelskiego. Dziś zakręcony na punkcie kolarstwa (nie tylko tego na szosie). Miłośnik gotowania, NBA i języków romańskich. Prowadzę małe domowe zoo, składające się dwóch psów i trzech kotów.
guest
5 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze
Ricky
Ricky

O, pan z reklam mywhoosha, którymi jestem atakowany po kilkanaście razy przy każdej transmisji na ES…

Grzegorz
Grzegorz

W zasadzie nic ciekawego i odkrywczego nie powiedział. Zapomniał jeszcze dodać że za jakiś czas będzie nowy pogacar a co odłoży na sportową emeryturę to jego. Bardzo lubię wygrane Tadeja szkoda mi jednak pozostałych zawodników bo poziom ma z kosmosu i puki co daleko z przodu

Anty hip-hop
Anty hip-hop

Nie zgadzam się. Nudne to są wyczyny teamu Jumbo Visma. Wolę zwycięstwo Pogacara z 80 kilometrowej ucieczki niż lisa Duńczyka albo Yatesa który ma tyle polotu co trup.

BarAnina
BarAnina

Do Anty hip hop . Zupełnie się z Tobą zgadzam. Wyścigi w których Tadej jedzie i jego wygrane nie są nudne, ponieważ wszystkie w których on jedzie są nieprzewidywalne, a co za tym idzie są ekscytujące. Można powiedzieć, że każde są inne jak i całe kolarstwo.Jonas zaczął unikać wyścigów w których by doszło do bezpośrednich między nimi starć, ponieważ się go boi. Poza tym Tadej jest kolarzem lubianym w peletonie, a Jonas nie. Wszyscy pamiętamy jak podczas Vuelty w dniu urodzin Kusa, który był jego pomocnikiem, odebrał mu zwycięstwo etapowe, kiedy zaczął się o etap ścigać z Primosem.

Pro hip-hop
Pro hip-hop

Banialuki…

A co do szanownych przedmówców – wiem, że mamy XXI wiek, nowoczesność itd. ale dla mnie jest trochę „podejrzane” jak można się ekscytować faktem, że jeden typ pedałuje kilkadziesiąt kilometrów w solowej akcji… To ja już wolę taktyczne rozgrywki drużyny „Jumbo Visma” (a może od razu „Lotto Jumbo”).