fot. A.S.O./ Alex Broadway

Ostatnia sobota wyścigu Tour de France. Czasem dzień wielkich wzlotów i upadków, innym razem jedynie symbolicznych zmian w klasyfikacji generalnej. Wytyczony na dziś etap jazdy indywidualnej na czas z metą na stromym La Planche des Belles Filles miał potencjał, by stać się jednym z bardziej pamiętnych, ale po prawie trzech tygodniach rywalizacji wiemy, że aby tak się stało, na wiodącej przez tajemnicze Wogezy trasie potrzeba bardzo dużej niespodzianki.

Jedyny etap jazdy na czas tegorocznej Wielkiej Pętli liczy zaledwie 36,2 kilometra, co plasuje tę edycję w dolnej części tabeli wyników. Rozpocznie się w niewielkim Lure, którego nazwa znacznie lepiej musi brzmieć po angielsku niż po polsku, a odcinek prowadzący do pierwszego pomiaru czasu w Le Raddon (po pokonaniu 14,5 kilometra) jest płaski i pozbawiony technicznych zawiłości. Można więc zakładać, że na nim prym wieść będą specjaliści w tej dyscyplinie, choć jednocześnie zauważyć trzeba, że takich, którzy nie są jednocześnie liderami swoich ekip na klasyfikację generalną i mają w swoim dorobku nie piąte i siódme miejsca na etapach, ale realne zwycięstwa, można policzyć na palcach jednej ręki. Drugie istotne spostrzeżenie jest takie, że niektórzy zawodnicy na papierze zdolni zameldować się na tym punkcie pomiaru w ścisłej czołówce (mam na myśli na przykład Toma Dumoulina) mogą celowo pokonać go nieco spokojniej, zachowując siły na trudniejszą środkową część i finałowy podjazd. 

Odcinek pomiędzy Le Reddon i drugim pomiarem czasu w Plancher les Mines (po pokonaniu 30,3 kilometra) na profilu może wyglądać na względnie regularną wspinaczkę aż do Col de la Chevestraye, w rzeczywistości zaś prowadzi boczną drogą przez pagórkowaty teren pełen mniejszych podjazdów i zjazdów, gdzie kluczową umiejętnością najprawdopodobniej okaże się zdolność utrzymania względnie stałego rytmu. Zjazd z Col de la Chevestraye o długości ok. 3 kilometrów posiada bardziej strome, techniczne odcinki, ale jednocześnie będzie jednym z niewielu momentów wytchnienia na wytyczonej na sobotę etapie.

Tym odcinkiem dzisiejszego etapu, który od czasu zaprezentowania trasy 107. edycji Wielkiej Pętli przyciąga całą uwagę, jest jednak finałowa wspinaczka na La Planche des Belles Filles (5,9 km, śr. 8,5%), bo to ona sprawia, żę finałowa czasówka jest tak nietypowa jak na standardy tego wyścigu. Tego samego nie można powiedzieć jednak o samym podjeździe, który od swojego wyznaczającego wielki zwrot w karierze Chrisa Froome’a debiutu w roku 2012 pojawia się na trasie Touru już piąty raz, co czyni go czymś w rodzaju new vintage. Niecałe 6 kilometrów wspinaczki, które czeka rywalizujących zawodników, to już teren dla najbardziej wytrawnych górali, bo przyjdzie im się mierzyć z średnimi nachyleniami w większości przekraczającymi 12%, a w okolicach samej mety przekraczającymi 20%. W przypadku podjazdów o tej długości kalkulacja dotycząca tego, czy warto zmieniać rower z reguły wypada gdzieś w okolicach “to zależy”, więc dodatkowym smaczkiem może być obserwacja, którzy zawodnicy na jakie rozwiązanie się zdecydowali. Trzeba mieć w pamięci, że ze względu na punkty do klasyfikacji górskiej jak najkrótszy czas pokonania jedynie finałowego odcinka może być celem samym w sobie, choć głównie dla Richarda Carapaza, który będzie chciał za wszelką cenę obronić koszulkę w czerwone grochy.

Oto, co na temat 20. etapu 107. edycji Tour de France napisaliśmy przed rozpoczęciem wyścigu:

Etap 20, 19 września: Lure – La Planche des Belles Filles (36,2 km, ITT, góry)

Czas na jedyną czasówkę podczas tegorocznej edycji Wielkiej Pętli, która w dodatku nie wpisuje się w charakterystykę tego rodzaju etapów tradycyjnie decydujących o ostatecznym kształcie klasyfikacji generalnej Tour de France. Jej trasa jest bowiem więcej niż specyficzna. Choć na pierwszy rzut oka można odnieść wrażenie, że dojazd do podnóża wspinaczki pod La Planche des Belles Filles (6 km, 8,4%) będzie łatwy, w rzeczywistości wcale taki nie jest. Pomiędzy 14. a 24. kilometrem szosa będzie się bowiem cały czas wznosiła, co dość jednoznacznie wskazuje na najlepszych górali w stawce. Mimo wszystko powinniśmy się jednak spodziewać przesiadek z rowerów czasowych na szosowe dopiero u podnóża ostatniej wspinaczki. 

Liderzy na klasyfikację generalną czy specjaliści od jazdy na czas? Nie od dziś wiadomo, że w finałowym tygodniu rywalizacji w wielkim tourze ze względu na swoją ponadprzeciętną wytrzymałość prym najczęściej wiodą ci pierwsi, a profil wytyczonego na sobotę etapu dodatkowo przemawia na ich korzyść. Jeśli zaś stawiać na zawodników spoza ścisłej czołówki, szybko okazuje się, że po pierwsze cały czas mówimy o najlepszej 20 wyścigu, a po drugie nie wychodzimy nawet poza ekipę Jumbo-Visma.

Faworytem nie tylko do obronienia swojej pozycji, ale jej umocnienia i odniesienia zwycięstwa w żółtej koszulce będzie dziś Primoz Roglic (Jumbo-Visma), który świetnie czuje się w takim terenie, nie wykazuje niedostatków formy, na przestrzeni trzech tygodni popełnił tylko jeden naprawdę widoczny błąd i będzie miał wielki zastrzyk dodatkowej motywacji w postaci przyciasnej, ale własnej maillot jaune. Historia zaś pokazuje, że w analogicznych sytuacjach znacznie częściej dodaje ona skrzydeł, niż je podcina.

Za jego głównego rywala, na papierze pozostającego w walce o zwycięstwo w wyścigu, uważany jest Tadej Pogacar (UAE-Team Emirates), który pokonał Roglica podczas mistrzostw Słowenii w jeździe indywidualnej na czas. Tam jednak zmierzyli się oni na trasie wiodącej wyłącznie pod górę, podczas gdy dziś wspinaczkę poprzedzi aż 30 kilometrów najpierw płaskiego, a następnie pofałdowanego terenu. Dla szans świetnie wspinającego się Pogacara ogromne znaczenie może mieć środkowy odcinek trasy, bo wbrew pozorom to tam typowa dla najlepszych specjalistów od jazdy na czas umiejętność zachowania stałej kadencji może zrobić największą różnicę. Młody Słoweniec liczy się też w walce o koszulkę w czerwone grochy, choć te dwa cele do pewnego stopnia się wykluczają, bo prowadzący w tej klasyfikacji Carapaz będzie mógł odpuścić sobie poprzedzające La Planche des Belles Filles fragmenty trasy.

Trzecim zawodnikiem ze ścisłej czołówki klasyfikacji generalnej, który może pokusić się dzisiaj o niespodziankę i poprawienie swojej pozycji, jest Richie Porte (Trek-Segafredo) tracący do zajmującego obecnie 3. miejsce Miguela Angela Lopeza (Astana) 99 sekund. Czy to dużo, czy mało, zależeć będzie głównie od dyspozycji dnia Kolumbijczyka, bo po prawdopodobnie najlepszych trzech tygodniach całej kolarskiej kariery Tasmańczyka możemy już chyba zakładać, że nie zawiedzie w lubianej przez niego dyscyplinie na idealnie odpowiadającej mu trasie.

Przechodząc do czarnych koni, trudno jako pierwszego nie wymienić Toma Dumoulina (Jumbo-Visma), który swoje trzy tygodnie we Francji spędził w roli bardzo przykładnego pomocnika, ale pozostaje przecież cały czas kolarzem o ogromnym potencjale i ambicjach. Czy jego forma była, jak sam to zaznaczał, niesatysfakcjonująca? Wystarczyła na miejsce w najlepszej dziesiątce Wielkiej Pętli, z pewnymi szansami na poprawienie swojej pozycji właśnie dziś, a dyktowanie tempa na mniejszych i większych podjazdów musiało posłużyć jako całkiem przyzwoita zaprawa przed sobotnim odcinkiem. Ten zaś rozegrany będzie na wymarzonej dla niego trasie, czego potwierdzeniem może być wspomnienie stylu, w jakim pokonał rywali podczas mistrzostw świata w Bergen.

Innymi zawodnikami zdolnymi powalczyć o świetny wynik na wytyczonej na sobotę trasie są: zwycięzcy dwóch etapów na tegorocznej “Wielkiej Pętli” Wout Van Aert (Jumbo-Visma) oraz Søren Kragh Andersen (Team Sunweb). Dobrze na etapach jazdy indywidualnej na czas w Grand Tourach zazwyczaj prezentował się Rigoberto Urán (EF Pro Cycling). Jego kolega z ekipy mistrz Kolumbii w ITT Daniel Martinez (EF Pro Cycling), także może pokusić się o niespodziankę, jak i Luksemburczyk Bob Jungels (Deceuninck-Quick-Step).

Możemy zadać sobie też pytanie, czy Michał Kwiatkowski (Ineos Grenadiers), także pojedzie dziś “na maxa”, czy też będzie chciał oszczędzać siły przed zbliżającymi się wielkimi krokami Mistrzostwami Świata w Imoli. Polak udowadniał w przeszłości, że świetnie radzi sobie na kończących wyścig Tour de France “czasówkach” w 2017 i 2018 roku, gdy odpowiednio zajmował drugie i czwarte miejsce na etapie.