fot. ASO / Pauline Ballet

Królewski etap tegorocznego Tour de France poszedł po myśli lidera wyścigu, Primoza Roglica. Słoweniec na mecie nie krył zadowolenia ze swojej jazdy.

17. etap Tour de France 2020 kończył się jednym z najtrudniejszych podjazdów we Francji – wspinaczką na Col de la Loze, która pojawiła się na trasie wyścigu po raz pierwszy w historii. Etap padł łupem Miguela Angela Lopeza, który do lidera wyścigu Primoza Roglica odrobił zaledwie około 20 sekund. To z kolei pokazało, że pokonanie starszego ze Słoweńców walczących o triumf w całym wyścigu będzie już prawie niemożliwe, choć sam zawodnik studzi nastroje.

Wyścig się jeszcze nie skończył. Do mety pozostało jeszcze wiele ciężkich kilometrów, a moi rywale, z naciskiem na Pogacara, to znakomici wspinacze. Na ostatnim podjeździe czułem się dobrze, ale ostatnie kilometry były szalone. Cieszę się, że mam to już za sobą. Na ostatnim podjeździe rozmawiałem z Seppem Kussem i ustaliliśmy, że dam mu możliwość walki o etap. W ten sposób, gdy Lopez pojechał już mocniej od niego, ciągle miałem przed sobą pomocnika. Dodatkowo, kiedy odjechał zrozumiałem, że wielu innych zawodników ma gigantyczne problemy. Jego akcja bardzo mi pomogła, za co mu dziękuję. Co by też nie mówić, cały zespół pojechał fantastycznie.

Jeśli chodzi o generalkę, przewaga nad drugim kolarzem nigdy nie jest wystarczająco duża. Kiedy coś masz, zawsze chcesz więcej. Byłem jednak zadowolony ze swojej pozycji przed etapem, a teraz mogę być tylko jeszcze bardziej zadowolony. Dodatkowo, od etapu na Grand Colombier jest tu mój fanclub, który bardzo mi pomaga. Codziennie widzę przy trasie masę słoweńskich flag. Poczucie takiego wsparcia jest niesamowite, dodaje wiele energii. Mam nadzieję, że ludzie w Słowenii są z nas dumni

– powiedział po etapie lider ekipy Jumbo – Visma.

Dziś na kolarzy startujących w Tour de France czeka kolejny, bardzo trudny etap w Alpach. Kolejne różnice między zawodnikami walczącymi o zwycięstwo w całym wyścigu mogą pojawić się na podjeździe pod Plateau des Glieres.