fot. ASO / Pauline Ballet

Ależ mamy piękny wieczór, prawda? 18. etap Tour de France stanął pod znakiem znakomitej akcji dwóch kolarzy Ineos i etapowego triumfu Michała Kwiatkowskiego. Bez zbędnego przedłużania, czas na oceny.

Plusy:
W końcu!
Czekaliśmy, czekaliśmy i w końcu się doczekaliśmy. Kiedy niebo i ziemia się przewróciły, a noga podawała odpowiednio, Michał Kwiatkowski, po fantastycznej jeździe, wygrał 18. etap Tour de France 2020! Z jednej strony czujemy ogromną dumę, gdyż mało kto zasłużył na ten triumf tak, jak zawodnik grupy Ineos. Z drugiej zdajemy sobie sprawę, że to zwycięstwo niesie za sobą pewien bardzo ważny przekaz, który każdy z nas powinien odczytać. Tak czy inaczej, gratulacje Michał i… może jutro?

Pokaz mocy
Dziś, kiedy kontrola rywali była najważniejszym zadaniem ekipy Jumbo – Visma, holenderski team pokazała prawdziwą moc. Praktycznie żaden z rywali Primoza Roglica nie miał dziś zbyt wiele do powiedzenia, a sam Słoweniec pokazał także, że jest najmocniejszym zawodnikiem w tegorocznym wyścigu. Kapitalny etap żółto-czarnych.

Never give up
Mimo, że na podjeździe pod Plateau des Glieres nieco zabrakło nam bardziej zdecydowanych akcji, czas pochwalić dwóch liderów poszczególnych ekip, którzy dziś wykazali się nie małym charakterem. Po pierwsze, ogromne brawa dla Mikela Landy, który postanowił spróbować i wykorzystując bardzo dobrą taktykę zespołu, nie był wcale daleko od zyskania kilku cennych sekund. Po drugie, kiedy wydawało się, że pech znów zniszczy jego plany, kawał cojones pokazał Richie Porte, który po defekcie w znakomity sposób dołączył do grupy faworytów, utrzymując szanse na podium w całym wyścigu.

Z przegranej pozycji
Warto dziś pochwalić także duet Richard Carapaz – Marc Hirschi. Obaj, choć szanse na wygranie klasyfikacji górskiej nie są aż tak duże, spróbowali zarobić dziś możliwie dużo punktów, by choćby na 2 dni zdobyć koszulkę w grochy. Ostatecznie temu pierwszemu się to udało, lecz o utrzymanie prowadzenia będzie niezwykle ciężko. Na szczęście dla Ekwadorczyka, na ostatniej premii 1. kategorii w wyścigu liczyć się będzie czas samego podjazdu, a nie całego etapu jazdy na czas.

Minusy:
Walka o nic
Niestety do całej beczki miodu należy dolać łyżkę dziegciu. Choć był to ostatni prawdziwie górski etap w tegorocznym wyścigu, nie licząc Mikela Landy, nikt choćby nie spróbował rozerwać grupy faworytów, by m.in. pozbawić Primoza Roglica znakomitych pomocników (choć wydaje się, że zerwanie Kussa i tak było niemożliwe). Szczególnie zawiódł nas Tadej Pogacar, dla którego była to ostatnia okazja, by powalczyć o zwycięstwo w całym wyścigu ( z Roglicem w takiej formie czasówki nie wygra, a nawet jeśli, to na pewno nie o minutę).

Zagubienie
Ponownie najlepszym kolarzem ekipy CCC na dzisiejszym etapie, patrząc na styl, a nie suche wyniki, był Jan Hirt. Niestety Czech ponownie nie zabrał się do odjazdu, co ostatecznie pozbawiło Pomarańczowych szans na etapowy triumf w górach. Jeśli jutro podopieczni Piotra Wadeckiego nie wymyślą czegoś wyjątkowego, znów zakończą wyścig bez jakiegokolwiek sukcesu. Szkoda.