fot. ASO / Pauline Ballet

Pierwszy z bardzo trudnych etapów w drugim tygodniu Tour de France za nami. Na bardzo trudnym podjeździe pod Puy Mary poznaliśmy odpowiedzi na kilka ważnych pytań, które nurtowały nas od kilku dni. Czas na oceny.

Plusy:
Różowy Sicario
O tym, że EF Pro Cycling to drużyna mocno różniąca się od innych wiadomo od dawna. Wszystkim kolarzom teamu nie można jednak odmówić jednego – waleczności. Na dzisiejszym etapie fantastycznie zaprezentowali się Neilson Powless i Daniel Felipe Martinez. Szczególnie ten drugi mógł zaimponować wielu kibicom. Po pierwsze, praktycznie sam doskoczył do prowadzącego Maxa Schachmanna. Po drugie, siedzącego mu przez wiele kilometrów na kole Lennarda Kamnę ograł w znakomity sposób, sięgając po największy sukces w karierze. Fantastyczna jazda!

Name more iconic duo…
Byli Poulidor i Anquetil, byli Hinault i Fignon, nadchodzą czasy Roglica i Pogacara? To, jak w tegorocznym Tour de France prezentuje się dwójka Słoweńców jest więcej niż warte uwagi. Starszy z nich, co pokazał dzisiaj, kompletnie kontroluje wyścig, zaś drugi udowadnia, że nie trzeba urodzić się w samym sercu Andów, by być absolutnie wybitnym góralem. Nikt nei będzie specjalnie zaskoczony, jeśli obaj zakończą wyścig na dwóch pierwszych miejscach w klasyfikacji generalnej.

Diabeł Tasmański
Choć być może jest to stwierdzenie nad wyrost, lecz wydaje się, że Richie Porte dawno nie był w tak dobrej formie, jak podczas tegorocznego Tour de France, co z resztą pokazał na Puy Mary. Australijczyk staje się tym samym jednym z faworytów do miejsca w czołowej piątce klasyfikacji generalnej, tym bardziej, że trudno w czołówce znaleźć od niego lepszego czasowca (nie licząc Roglica i porównując z Uranem). Czy Tasmańczyka stać w końcu na bardzo wysokie miejsce w GC?

Minusy:
Porażka z honorem
Ekipa Ineos zabawiła się dziś nieco w stary, dobry Movistar. Po totalnym rozbiciu grupy zasadniczej na Col de Neronne, podopieczni Dave’a Brailsforda stali się ofiarami własnej taktyki, a ich lider Egan Bernal stracił dużo czasu do lidera wyścigu. Mimo to trzeba przyznać, że przy ewidentnej słabości ubiegłorocznego zwycięzcy imprezy, reprezentanci brytyjskiej ekipy postanowili wziąć sprawy w swoje ręce i dużo zaryzykować, a to zawsze zasługuje na słowa uznania.

Au revoir!
Jeszcze po etapach pirenejskich francuscy kibice mogli mieć nadzieje, że ktoś z dwójki Guillaume Martin – Romain Bardet będzie w stanie włączyć się do walki o co najmniej podium całego wyścigu. Niestety dziś wszelkie marzenia zostały ostatecznie rozwiane. Lider ekipy Cofidis ewidentnie nie miał najlepszego dnia, tracąc prawie 3 minuty do czołówki generalki. Zawodnik AG2R z kolei leżał, co z pewnością odcisnęło się na jego formie na ostatnich dwóch podjazdach. W jego przypadku skończyło się na stracie 2,5 minuty. Niestety znów przyszedł czas na pokładanie nadziei w dzielnych Francuzach.

Wyblakła gwiazda
Choć Julian Alaphilippe jeszcze w tym sezonie na pewno wróci na najwyższy poziom, podczas tegorocznego Touru, z wyjątkiem etapu do Nicei i obrony koszulki przez kilka dni, zawodnik Deceuninck – Quick Step notuje same porażki. Dziś przyszedł czas na kolejną z nich. Loulou co prawda zabrał się w odjazd chcąc powalczyć o etapowe zwycięstwo, lecz w licznej czołówce było wielu zawodników mocniejszych od niego. Nie jest i już na pewno nie będzie to wyścig Alaphilippe’a.