fot. ASO / Pauline Ballet

Choć nerwowość w peletonie podczas 10. etapu Tour de France 2020 była wszechobecna, ostatecznie peleton niewiele podzielił się na wietrznych odcinkach. Według Egana Bernala, mogło być jednak dużo groźniej.

Odcinek otwierający drugi tydzień rywalizacji w Tour de France miał stanąć pod znakiem rywalizacji na wiatrach. Pogoda okazała się jednak względnie łaskawa dla całego peletonu, gdyż warunki były względnie przystępne. Z tego powodu żaden z faworytów nie stracił choćby sekundy, lecz gdyby tylko ruch powietrza byłby nieco większy, stawka bardzo mocno by się podzieliła.

To był bardzo stresujący dzień. Wszystkie najważniejsze ekipy w stawce były świadome, że w każdym momencie może mocniej powiać. W takim terenie, wystarczyłby nieco mocniejszy wietrzyk, by wyścig eksplodował. Najważniejsze, że nie ponieśliśmy żadnych strat. Cieszę się, że wraz z zespołem nie miałem problemu, by przejechać cały etap na czele, kontrolując sytuację

– powiedział na mecie Egan Bernal.

Dziś na kolarzy startujących w Tour de France czeka kolejny, płaski etap. Tym razem jednak walka powinna być wyjątkowo spokojna, a o triumfie powinien zdecydować finisz całego peletonu.