fot. ASO / Pauline Ballet

Kolejny nerwowy etap Tour de France 2020 za nami. Tym razem główną rolę odegrali sprinterzy oraz wiatr. Czas na oceny.

Plusy:
Aktywnie, skutecznie
Na dzisiejszym, niezwykle trudnym etapie należy przede wszystkim pochwalić liderów poszczególnych ekip na klasyfikację generalną. Poza małą przygodą Guillaume Martina i Tadeja Pogacara, wszyscy pojechali dziś czujnie i skutecznie, nie tracąc ani sekundy do lidera wyścigu. Może przy płaskim etapie nie brzmi to wyjątkowo, lecz to, jaki był dzisiejszy odcinek serialu pt. Tour de France 2020 widział każdy.

Negatywny sukces
Jeszcze zanim dzisiejszy etap się rozpoczął, cały kolarski świat z zapartym tchem czekał na oficjalne wyniki testów na obecność koronawirusa w organizmach zawodników. Na szczęście żaden z kolarzy biorących udział w wyścigu nie okazał się “pozytywny”, dzięki czemu wyścig może w spokoju trwać dalej. Nieco martwią natomiast wyniki czterech osób z obsługi oraz Christiana Prudhomme. Oby w drugim dniu przerwy te same drużyny, których członkowie zostali wysłani do domu, nie musiały pakować wszystkich walizek.

Minusy:
Bomba zegarowa
Praktycznie od samego początku wyścigu było wiadome, że n 10. etapie może nieco mocniej powiać. To z kolei spowodowało, że dziś przez cały dzień atmosfera w peletonie była niezwykle napięta. Nie dziwi nas więc liczba kraks, które w mniejszym lub większym stopniu poszarpały peleton.

Syn marnotrawny
Czy ekipa Sunweb jest znakomicie przygotowana do sprintów z peletonu? Jak najbardziej. Czy Cees Bol nałogowo marnuje okazje na wygranie etapu Tour de France mimo pełnego oddania kolegów? Oczywiście. Dla Holendra tegoroczny wyścig jest więcej niż trudny. Mimo znakomitego rozprowadzenia nie jest on bowiem w stanie sięgnąć po zwycięstwo, które pozwoliłoby mu wrócić do domu z podniesioną głową.

Bolesny głos eksperta
Początkowo nie byliśmy pewni, czy poniższy akapit powinien znaleźć się w minusach, lecz zdecydowaliśmy się wziąć stronę kibiców. Nie można powiedzieć, że tegoroczny Tour de France jest nieciekawy. Wręcz przeciwnie, dzieje się naprawdę sporo co nas, kibiców niezmiernie cieszy. Z punktu widzenia kolarza wszystko wygląda jednak zupełnie inaczej. Przez to, że brakuje prostych etapów przelotowych, praktycznie codziennie nerwy zawodników dają o sobie znać. Oby tylko nie spowodowało kilku kraks w trzecim tygodniu, kiedy to niektórzy kolarze będą już zbyt zmęczeni ciągłym stresem.