fot. ASO / Pauline Ballet

Pierwszy z pirenejskich etapów Tour de France nie był najlepszym w wykonaniu Egana Bernala. Kolumbijczyk miał bowiem swoje problemy, które w kolejnych dniach mogą pozbawić go szans na zwycięstwo w całym wyścigu.

Etap nr 8 w tegorocznym Tour de France był więcej niż interesujący. Co jednak najważniejsze, za walkę wzięli się faworyci, którzy na dwóch ostatnich podjazdach porządnie sprawdzili swoją formę. Niestety dla fanów Egana Bernala, Kolumbijczyk pokazał dziś, że jego dyspozycja nie jest tak wysoka, jak przed rokiem, co może dość szybko pozbawić go szans na zwycięstwo w całym wyścigu. Lider Ineos Grenadiers jest jednak dobrej myśli.

Czy jestem rozczarowany? Na pewno nie! Myślę, że nie był to dla mnie zły dzień. Prawdą jest, że tempo było bardzo wysokie, szczególnie na ostatnim podjeździe. W związku z tym cieszę się, że dojechałem do mety ze wszystkimi największymi faworytami wyścigu, utrzymując też tempo ekipy Jumbo – Visma, która dziś kompletnie rozbiła stawkę. Roglic to z pewnością jeden z najmocniejszych kolarzy w stawce, lecz Pogacar także jest znakomity. Obawiać się też można Quintany, Lopeza czy Urana. To będzie bardzo otwarty wyścig i niezmiernie mnie to cieszy

– powiedział Bernal.

Już jutro przed kolarzami drugi z etapów w Pirenejach, który można uznać za łatwiejszy. Jednocześnie jednak do pokonania będą dwa podjazdy 1. kategorii, które mogą nieco namieszać w szeregach najmocniejszych ekip w peletonie.