fot. Carpathian Couriers Race

Jordan Habets został dość niespodziewanym zwycięzcą Karpackiego Wyścigu Kurierów. Krótko po dekoracji młody zawodnik zgodził się zamienić z nami parę słów.

Zawodnik holenderskiego Wielerploeg Groot Amsterdam w drugiej części wyścigu wziął udział w czteroosobowej ucieczce wraz z Anttim-Jussim Juntunenem i dwoma kolarzami Chrobrego Scott Głogów – Damianem Bieńkiem i Adamem Kusiem. W końcówce ograł tego ostatniego na finiszu i na mecie mógł podnieść ręce w geście zwycięstwa.

Kompletnie się tego nie spodziewałem. Jednak nasz zespół zaprezentował się bardzo dobrze. Na początku, gdy z przodu szalały ucieczki, było bardzo trudno. Nie mieliśmy żadnych zawodników z przodu, ale walczyliśmy. Na szczęście w odpowiednim momencie przejęliśmy kontrolę nad wyścigiem i zaczęliśmy sobie radzić naprawdę dobrze

– mówił nam krótko po odniesieniu sukcesu.

Habets był dziś bardzo mocny, jednak, podobnie jak jego ekipa, on sam także miewał wczoraj swoje chwile słabości, zwłaszcza w pierwszej fazie wyścigu.

Czułem się dziś świetnie, choć nie od początku. Gdy rozpoczynaliśmy czwarty podjazd, miałem spore problemy. Na szczęście przetrwałem to, a później, wraz z upływem kolejnych kilometrów, czułem się coraz lepiej. W końcówce byłem nawet w stanie zaatakować. Krótki podjazd do mety zacząłem pokonywać wraz z trzema innymi kolarzami – okazało się, że byłem najmocniejszy, więc ostatecznie to ja sięgnąłem po zwycięstwo

– powiedział.

Choć przed wyścigiem Tomasz Wójcik – dyrektor wyścigu zapewniał, że ekipa z Amsterdamu będzie bardzo mocna, sukcesu akurat Habetsa mało kto się spodziewał. Młody zawodnik jedzie właśnie swój pierwszy sezon w kategorii młodzieżowca i jak na razie nie osiągał oszałamiających sukcesów.

To moje pierwsze zwycięstwo. Dopiero zaczynam ściganie w tej kategorii wiekowej i widzę, że jest mi zdecydowanie trudniej niż w juniorach. Wprawdzie w zeszłym tygodniu zająłem 3. miejsce w wyścigu w Limburgii, ale to były zwykłe, lokalne zawody i nie uważam, bym mógł to traktować, jako jakiś wielki sukces

– przyznawał.

Choć zawodnik pokazał dziś, że świetnie czuje się w pagórkowatym terenie, a w rozmowie z nami tylko potwierdził, że faktycznie bardzo lubi stosunkowo krótkie podjazdy, to pytany o największe kolarskie marzenie nie miał wątpliwości:

marzę, by w przyszłości wygrać Tour de France!

– odpowiedział.

Wczoraj udowodnił, że faktycznie dysponuje bardzo dużym potencjałem, choć trzeba pamiętać, że ten sukces to dopiero pierwszy krok. Jeśli chce spełnić marzenie – nie tylko to o wygraniu Tour de France, ale też po prostu o zostaniu profesjonalnym kolarzem, musi zrobić kolejne.