Jordan Habets z Wielerploeg Groot Amsterdam zwycięzcą Karpackiego Wyścigu Kurierów. Drugi był Adam Kuś z Chrobrego Głogów. 

Na trasę tegorocznego Karpackiego Wyścigu Kurierów wyjechało zaledwie 33 kolarzy. Było to spowodowane tym, że większość polskich ekip, które miały dziś stanąć na starcie, musiała się wycofać z uwagi na nieprzeprowadzenie testów na COVID-19.

Niewielka liczba drużyn biorących udział w wyścigu spowodowała, że i trasa została skrócona. Miała dystans liczący sobie nie 168, a 134 kilometry. Zniknęła z niej rozgrywana w Ciężkowicach runda  – zawodnicy finiszowali już na pierwszym przejeździe przez linię mety

Dużo działo się już od samego początku. Z niewielkiego peletonu raz po raz atakowali kolejni kolarze, ale do walki o zwycięstwo na pierwszej premii przystąpiła cała grupa zawodników. Najszybszy okazał się na niej Artiom Mirzojev (Tartu 2024).

Później odjazdów próbowali kolejni kolarze – choćby Jakub Murias – zwycięzca pierwszej górskiej premii, ale nikomu nie udawało się na dłużej oderwać od głównej grupy. Dopiero po 38 kilometrach z przodu zdołała wyklarować się czteroosobowa ucieczka w składzie: Martin Vlcak (Słowacja), Carson Miles (Israel Cycling Academy), Marcin Zarębski (Scott- Chrobry Głogów) i wspomniany już wcześniej Mirzojev.

To właśnie do Estończyka należała pierwsza część wyścigu. Zawodnik jadący dziś z 84. numerem startowym do wygranej lotnej premii dołożył także komplet punktów na kolejnych trzech górskich finiszach, dzięki czemu zapewnił sobie koszulkę najlepszego górala.

Chwilę później, na około 50 kilometrów przed metą, odjazd został skasowany. Wszystko zaczęło się od nowa. Na przedostatniej dziś górskiej premii na atak zdecydowali się Adam Kuś, Damian Bieniek, Jordan Habets i mistrz Finlandii – Antti-Jussi Juntunen.

Na jej metę wjechali z przewagą 15 sekund, a na kolejnych kilometrach różnica między nimi, a grupą już tylko rosła. Gdy do mety pozostawało już jedynie 5 kilometrów, wynosiła już 50 sekund, co oznaczało, że po zwycięstwo musi sięgnąć ktoś z czołowej czwórki.

Już na 2 kilometry przed metą zawodnicy z przodu zaczęli się czarować, ale nawet to nie mogło sprawić, że doścignie ich bardzo przerzedzony peleton.

Ostatecznie wszystko skończyło się sprinterskim pojedynkiem między Kusiem, a Habetsem. Ostatecznie minimalnie szybszy okazał się Holender. Zawodnik grupy Scott-Chrobry Głogów zajął 2. miejsce, a jako trzeci do mety dojechał, z niewielką stratą Juntunen.