fot. ASO / Pauline Ballet

Jeszcze przed startem trzeciego etapu Tour de France 2020 wiele osób zastanawiało się, czy ucieczka ma szanse na dojechanie do mety. Sprawdzić to postanowił Jerome Cousin, który na jego nieszczęście, większość trasy przejechał na czele samotnie.

Jak wiadomo, podczas 107. edycji Tour de France uciekinierzy powinni mieć dla siebie bardzo wiele okazji do walki o etapowe zwycięstwo. Początkowo mówiło się, że także etap numer trzy powinien paść łupem harcowników. Sprawdził to Jerome Cousin, którego jednak współtowarzysze ucieczki pozostawili go samego sobie. Mimo to Francuz postanowił walczyć z szacunku do wyścigu, w którym startuje.

Podejrzewałem, że w ucieczce dojdzie do walki o koszulkę najlepszego górala. Kiedy Perez i Cosnefroy postanowili wrócić do peletonu, zdecydowałem się dalej walczyć w znaku szacunku do Tour de France. Poza tym nikt nie wie, co może się zdarzyć na etapie. Liczyłem, że w deszczu uda mi się zbudować odpowiednią przewagę, ale było inaczej. Nie zmienia to faktu, że w górach czy na finiszach z grupy nie mam szans. Muszę więc szukać swoich okazji gdzie indziej

– powiedział Cousin po zejściu z podium.

Najbliższą okazją dla uciekinierów, która najprawdopodobniej padnie ich łupem, to etap nr 12, kończący się w Sarran i będący jednocześnie najdłuższym etapem w wyścigu.