Fot. A.S.O.

Przez wiele lat z trasą Tour de France było jak z szafą w księgowości – wszystko musiało być na swoim miejscu. Ściganie zaczynało się od płaskiego etapu lub prologu, później dodawano jeden pagórkowaty etap, kilka płaskich, wjeżdżano w góry, znów płasko, znów góry i ewentualnie czasówka. W tym roku wszystko przewrócono do góry nogami. Czy wpływ na to miało zamrażanie ścigania przez ekipę Dave’a Brailsforda? Czy może bardziej na organizatorów wpłynęły zeszłoroczne występy Juliana Alaphilippe’a? Nigdy się nie dowiemy. Wiemy za to, że tegoroczna trasa Touru zdecydowanie bardziej przypomina hiszpańską Vueltę niż Grande Boucle. 

Przede wszystkim dużą zmianą jest pierwszy tydzień imprezy, podczas którego sprinterzy będą mieli zaledwie dwie szanse dla siebie (mówimy o etapach z prawdziwie płaskim finiszem). Dodatkowo szybko do głosu dojdą górale, którzy już czwartego dnia rozgrywania imprezy zawalczą o jak najlepszy start w klasyfikacji generalnej. Żeby jednak nie było, dla zawodników rywalizujących o wysokie miejsce w generalce także trasa nie została ułożona idealnie. Prawdziwie górskich etapów kończących się długim podjazdem na metę także nie jest bowiem wiele, a dokładniej rzecz ujmując, są takie zaledwie dwa. To z kolei powinno dużo bardziej otworzyć wyścig, co dla kibiców będzie nie lada smaczkiem. 

Zastanawiającą kwestią, będącą największym minusem tegorocznej trasy, jest brak długiej, płaskiej czasówki. O tym, że Christian Prudhomme i jego świta pomału ułatwiają walkę o maillot jaune słabym czasowcom wiadomo nie od dziś. Tym razem posunięto się jednak jeszcze o krok dalej. Zegar będzie mówił prawdę bowiem tylko na etapie nr 20, zakończonym podjazdem pod bardzo lubiane przez dyrektora wyścigu La Planche des Belles Filles. 

Przejdźmy do szczegółów trasy 107. edycji Tour de France.

Etap 1, Nicea – Nicea, 156 km, lekkie pagórki

Zabawa zacznie się na krótkich, choć interesujących rundach wokół Nicei. Choć na mecie możemy spodziewać się walki szybkich zawodników, sprinterzy wcale nie muszą mieć łatwiej przeprawy. Do pokonania będą dwa podjazdy pod Cote de Rimiez (5,7 km, 5,1%) oraz kilka nieco lżejszych wzniesień. Na pierwszy rzut oka wydaje się, że swoją szansę liczyć mogą uciekinierzy, ale czy peleton już na pierwszym etapie pozwoli na takie harce?

Etap 2, Nicea – Nicea, 186 km, średnie góry

Drugiego dnia peleton po raz pierwszy zaatakuje Alpy. Szybko, prawda? Nie będzie to jednak typowy górski etap, a bardziej odcinek męczący sprinterów i pozwalający powalczyć puncheurom. W pierwszej części dystansu organizatorzy umieścili dwa bardzo dobrze znane podjazdy – Col de la Colmaine (17,1 km, 6,1%) oraz Col du Turini (15,3 km, 7,2%). Później kolarzy czeka długi zjazd i dwie poprawki odpowiadające zawodnikom dynamicznym – znany z wyścigu Paryż-Nicea Col d’Eze (7,8 km, 5,9%) oraz niesklasyfikowana wspinaczka pod Col des Quatre Chemins (5,5 km, 5,7%), która skończy się około 9 kilometrów przed metą. Czy ktoś będzie w stanie powtórzyć wyczyn Jana Bakelantsa z 2013 roku? Być może.

Etap 3, Nicea – Sisteron, 198 km, pagórki

Zasadniczo powinien być to pierwszy idealnie odpowiadający sprinterom etap, jednak na trasie do Sisteron swoich szans kolejny raz poszukać mogą również uciekinierzy. Tym drugim sprzyjać będzie cała masa krótszych i dłuższych wzniesień, z czego aż cztery zostały skategoryzowane, ale ostateczny scenariusz na poniedziałkowy odcinek zależeć może głównie od dokonanych dzień wcześniej, pierwszych przetasowań w klasyfikacji generalnej Tour de France.

Etap 4, Sisteron – Orieres-Merlette, 160,5 km, średnie góry

Czas na pierwszy etap zakończony podjazdem, który wcale nie będzie typowym dla Wielkiej Pętli łagodnym przetarciem. Co na Tourze było dotąd raczej niespotykane, już czwartego dnia przyjdzie kolarzom zmierzyć się z finiszem pod górę, który może wcześnie zweryfikować formę pretendentów do tytułu i podzielić stawkę. Dojazd do Orcieres-Merlette to 10 kilometrów o średnim nachyleniu 6%, przy czym, co bardzo istotne, trudniejsza jest druga część wspinaczki. Zanosi się więc na selekcję od tyłu i ewentualną walkę o etapowe zwycięstwo, tym bardziej, że wcześniejsze trudności tego dnia nie będą stanowić dla rywalizujących kolarzy wielkiego wyzwania (3 premie 3. kat. i jedna 4. kat.).

Etap 5, Gap – Privas, 183 km, lekkie pagórki

Etapy do Gap to etapy dedykowane uciekinierom – wie to każdy miłośnik Tour de France. Co jednak z odcinkami rozpoczynającymi się w tej często odwiedzanej przez Wielką Pętlę miejscowości? Tym razem mamy delikatne wskazanie na najszybszych kolarzy zawodowego peletonu. Zjazd z Gap w kierunku Masywu Centralnego to przede wszystkim droga prowadząca w dół, dzielona przez kilka mniejszych wzniesień, które jednak nie powinny mieć wielkiego wpływu na rywalizację. Taki z kolei może mieć końcówka, która choć nie należy do najłatwiejszych ze względu na prowadzące pod górę ostatnie kilometry etapu, daje szansę na triumf przede wszystkim najbardziej dynamicznym sprinterom. Na finiszach tego typu wyjątkowo uważać muszą również liderzy na klasyfikację generalną Wielkiej Pętli.

Etap 6, Le Teil – Mont Aigoual, 191 km, średnie góry

Szósty dzień rozgrywania wyścigu, a peleton drugi już raz będzie finiszował na podjeździe. Tym razem jednak konfiguracja trasy jest zdecydowanie inna. Choć sam odcinek będzie stosunkowo długi, prawdziwego ścigania powinniśmy mieć około 50 kilometrów. Zabawa powinna się bowiem zacząć od wspinaczki pod Cap de Coste (2 km, 7,4%), z którego będzie już naprawdę blisko do dwóch najważniejszych tego dnia podjazdów – Col de Mourezes (5,8 km, 5,1%) oraz Col de la Lusette (11,8 km, 7,2%), gdzie powinna rozgorzeć walka pomiędzy pretendentami do zwycięstwa w 107. edycji Tour de France. W odniesieniu do drugiego z wymienionych podjazdów, warto zwrócić uwagę przede wszystkim na wyzwania, z którymi kolarze zmierzą się po pokonaniu jego półmetka – tam nachylenie dwukrotnie sięgnie aż 10%. Ostatnie 14 kilometrów etapu będzie już łatwiejsze, lecz nie oznacza to, że podczas wspinaczki pod Mont Aigoual nie dojdzie jeszcze do kilku ataków.

Etap 7, Millau – Lavaur, 168 km, pagórki

Czas na pierwszy etap typu „Fedex”. Jako faworytów moglibyśmy więc wymienić pół peletonu. Na pewno dość długo będzie trwała walka o znalezienie się w odpowiedniej ucieczce. Swoją szansę mogą też zwietrzyć sprinterzy, którzy nie powinni mieć większych problemów z wytrzymaniem podjazdu pod Col de Peyronnenc (14,9 km, 3,9%), po którym do mety pozostanie już 100 kilometrów względnie łatwej drogi. Stawianie na kogokolwiek jest więc wróżeniem z fusów.

Etap 8, Cazeres-sur-Garonne – Loudenvielle, 141 km, góry

Witamy w Pirenejach! Ostatnie 2 odcinki pierwszego tygodnia rywalizacji staną pod znakiem podróży po legendarnych podjazdach na pograniczu Francji i Hiszpanii. Pierwszy z nich to typowa dla Wielkiej Pętli przeprawa przez trzy przełęcze, zakończona zjazdem. Do głosu na pewno dojdą górale, ale po trudnym pierwszym tygodniu nie jest pewne, czy liderzy poszczególnych ekip zdecydują się na podjęcie większego ryzyka już na tym etapie rywalizacji w Tour de France. Przejdźmy do szczegółów. W pierwszej części etapu znajduje się podjazd pod Col de Mente (6,9 km, 8%). Niewykluczone, że po długiej walce, dopiero tam uformuje się ucieczka dnia. Na ostatnich 50 kilometrach na kolarzy czekają z kolei doskonale znane Port de Bales (12,2 km, 7,6%) oraz Col du Peyresourde (9,7 km, 7,5%), a wszystko zakończy stosunkowo łatwy zjazd do Loudenville.

Etap 9, Pau – Laruns, 153 km, góry

Drugi dzień w Pirenejach z pewnością będzie należał do tych, po których można się spodziewać wszystkiego. Organizatorzy zadbali, by kolarze mieli gdzie się pościgać, jednocześnie praktycznie zmuszając ich do podjęcia ryzyka. Na stosunkowo krótkim odcinku umiejscowiono 5 górskich premii, z czego dwie to góry przez duże “G. Po około 60 kilometrach rywalizacji, peleton zmierzy się z trudnym podjazdem pod Col de la Hourcere (11,8 km, 8,3%), po którym od razu nastąpi wspinaczka pod Col du Soudet (3,8 km, 7,4%). Następnie przyjdzie około 50 kilometrów względnie spokojnej jazdy, aż do podnóża Col de Marie-Blanque (7,3 km, 8,7%). Ze szczytu tego wzniesienia, którego druga część to prawdziwa droga przez mękę (4 km, 11%), do mety pozostanie już niecałe 20 kilometrów, co walecznym zawodnikom może pozwolić pomyśleć o akcji zaczepnej.

Etap 10, Ile d’Oleron – Ile de Re, 168,5 km, płasko

Po trudnym pierwszym tygodniu czas na chwilę odpoczynku na płaskim odcinku, prawda? Nic bardziej mylnego! Pierwszy etap, który w ciemno moglibyśmy przypisać sprinterom, wcale nie musi okazać się spokojną przeprawą. Wszystko ze względu na ułożenie trasy, która przez praktycznie całą długość będzie biec wzdłuż wybrzeża, a to, jak wszyscy doskonale wiemy, może skończyć się piękną walką na rantach. 

Etap 11, Chatelaillon-plage – Poitiers, 167,5 km, płasko

Dzień wcześniej może być różnie, ale na etapie nr 11 nie widzimy już innej opcji niż finisz z peletonu. Znów będzie płasko, choć tym razem powinno być nieco mniej wietrznie. Dodatkowo peleton przejedzie kilka niewielkich wzniesień, które na pewno utrudnią ewentualną walkę na wiatrach. Przed metą w Poitiers na kolarzy czekać będzie jeszcze jedno krótkie wzniesienie, lecz nie powinno one mieć większego wpływu na sprinterski finisz.

Etap 12, Chauvigny – Sarran, 218 km, pagórki

Sprinterzy zrobili już swoje, czas więc na potyczkę uciekinierów. Długi etap do Sarran naszpikowany będzie krótszymi podjazdami, które nie odpuszczą praktycznie do samej mety. Nawet ostatnie kilometry staną pod znakiem drogi prowadzącej pod górę – co prawda z niedużym nachyleniem, ale jednak pod górę. Dodatkowo około 20 kilometrów przed kreską został usytuowany podjazd pod Suc au May (3,7 km, 7,3%), gdzie pierwsze 2,5 kilometra wspinaczki to nieodpuszczające nachylenie rzędu 10%. Na miejscu Thomasa De Gendta na pewno zapisalibyśmy sobie ten etap w kajeciku.

Etap 13, Chatel-Guyon – Pas de Peyrol / Puy Mary, 191,5 km, średnie góry

Czas na prawdziwą wojnę w Masywie Centralnym. Tym razem nie zobaczymy jednak kolarzy finiszujących na lotnisku w Mende, a na jednym z charakteryzujących region wygasłych wulkanów. Cały etap zapowiada się jednak na niezwykle trudny. Już w pierwszej części rywalizacji usytuowano podjazd pod Col de Ceyssat (10,4 km, 6%), po którym kolarze zmierzą się z jeszcze 6 innymi wzniesieniami. Zdecydowanie najważniejsze będą ostatnie 2, zaczynające się 16 kilometrów przed metą. Najpierw zawodnicy zmierzą się z Col de Neronne (4 km, 8,5%; ostatnie 2 km, 9,4%), by po krótkim zjeździe rozpocząć wspinaczkę pod Pas de Peyrol (5,4 km, 7,7% z czego ostatnie 2 km, 12,5%). Będzie ciężko, będzie dynamicznie, będzie pięknie! Przy takiej końcówce nie będzie bowiem wymówek – każdy z zawodników walczących o wysokie miejsce w genralce wrzuci ząbek niżej, by nie stracić cennych sekund.

Etap 14, Clermont-Ferrand – Lyon, 194 km, średnie góry

Zaczynamy serię etapów, które w ostatnich tygodniach były przez stawkę testowane podczas innych wyścigów. Etap nr 14 został przetestowany podczas Criterium du Dauphine, lecz z inną końcówką. Szansę powinni więc dostać uciekinierzy, którzy powalczą zarówno na podjeździe pod Col du Beal (11,9 km, 5,3%), jak i na trudnym finiszu, gdzie umiejscowione zostały 2 podjazdy liczące niecałe 1,5 kilometra. Niewykluczone, że lepszej okazji dla ucieczki już podczas tegorocznej edycji Tour de France nie będzie.

Etap 15, Lyon – Grand Colombier, 174,5 km, góry

Tym razem cofamy się do wyścigu Tour de l’Ain, gdzie konfiguracja drugiej części etapu została dokładnie skopiowana na potrzeby rozegrania ostatniego odcinka imprezy, wygranego zresztą przez będącego faworytem Wielkiej Pętli Primoza Roglica. Po otwierających etap niemal 100 kilometrach pozbawionych jakichkolwiek atrakcji, na kolarzy czekać będą 3 bardzo trudne podjazdy – Montee de la Selle de Fromentel (11,5 km, 8% z czego ostatnie 4,5 km, 11,9%), Col de la Binche (6,9 km, 8,6%) i finałowy Grand Colombier (17,7 km, 7,1%), będący pierwszym z zaledwie dwóch najwyższej kategorii podjazdów prowadzących do mety w tegorocznej edycji Tour de France. Właśnie z uwagi na ten fakt, spodziewać się możemy prawdziwie górskiego etapu, kontrolowanego przez najmocniejsze ekipy w peletonie, które z pewnością spróbują za wszelką cenę zgubić najgroźniejszych rywali w walce o maillot jaune. 

Etap 16, La Tour-du-Pin – Villard-de-Lans / Cote 2000, góry

Czas na jeden z bardziej intrygujących etapów górskich w tegorocznym Tour de France. Zasadniczo do samego końca nie będzie wiadomo, czego się spodziewać. Co prawda do pokonania będą 3 trudne podjazdy pod Col de Porte (8,3 km, 6,3%), Cote de Revel (7,2 km, 7,1%) oraz Montee de Saint Nizier du Moucherotte (12,4 km, 6,3%), lecz ostatni z nich zakończy się 21 kilometrów przed metą. Mimo tego na kolarzy nie będzie tym razem czekać jednak zjazd,  a długi płaski odcinek, zakończony podjazdem liczącym 2,5 kilometra o średnim nachyleniu 6,3%. Może być walka górali, może być ucieczka. Może być niesamowicie interesujący etap, ale może być i wybitnie spokojny odcinek. 

Etap 17, Meribel – Col de la Loze, 170 km, góry

Drugi z prawdziwie górskich etapów w tegorocznym Tourze wygląda naprawdę imponująco. Organizatorzy na jednym etapie zmieścili dwa potwornie trudne podjazdy, na których najlepsi górale będą mieli okazję do stoczenia pojedynków na długo zapadających w pamięć sympatyków dyscypliny. Po 88 kilometrach spokojnej jazdy alpejskimi dolinami, peleton zmierzy się z legendarnym Col de la Madeleine (15,8 km, 8,1%), czyli górą, którą Eddy Merckx do dziś uważa za jedną z najtrudniejszych, na które kiedykolwiek się wspinał. Do mety z kolei prowadzić będzie podjazd pod Col de la Loze (18,6 km, 7,7%, ostatnie 4,5 km, 10,1%), który nie został użyty podczas tegorocznego Criterium du Dauphine (kolarze finiszowali w Saint-Martin-de-Belleville), lecz znamy go z zeszłorocznego Tour de l’Avenir. Czasówka prowadzona na wspomniany szczyt padła łupem Alexandra Evansa, który wzniesienie pokonał w 1h05’39”. Robi wrażenie, prawda?

Etap 18, Meribel – La Roche-sur-Foron, 175 km, góry

Ostatni z górskich etapów podczas tegorocznego Tour de France także będzie jednym z bardziej niestandardowych. Na całej trasie zlokalizowano 6 podjazdów, z czego 4 to naprawdę trudne wspinaczki. Mowa o Cormet de Roselend (19,3 km, 6%), Col des Saises (15 km, 6,3%), Col des Aravis (7,1 km, 6,8%) oraz Plateau de Glieres (6,1 km, 10,9%). Ze szczytu ostatniej górskiej premii do mety pozostanie jeszcze 31 kilometrów, lecz to nie koniec trudności. 10 kilometrów przed kreską zakończy się ostatni, nieoznakowany podjazd liczący 5,9 km o średnim nachyleniu 4,9%. To tam liderzy powinni po raz ostatni przetestować swoje, bez wątpienia nadszarpnięte już siły. 

Etap 19, Bourg-en-Bresse – Champagnole, 166,5 km, pagórki

Etap 19. będzie typowym odcinkiem tranzytowym. Na trasie znajdzie się cała masa niewielkich wzniesień, które mogą zarówno nie odpowiadać najszybszym zawodnikom w stawce, jednocześnie nie pozwalając liderom na skuteczną rywalizację o cenne sekundy w klasyfikacji generalnej. Możemy więc nastawić się na ostatnią podczas tegorocznej edycji wyścigu ucieczkę, która powalczy o zwycięstwo etapowe.

Etap 20, Lure – La Planche des Belles Filles, 36,2 km, ITT, góry

Czas na jedyną czasówkę podczas tegorocznej edycji Wielkiej Pętli, która w dodatku nie wpisuje się w charakterystykę tego rodzaju etapów tradycyjnie decydujących o ostatecznym kształcie klasyfikacji generalnej Tour de France. Jej trasa jest bowiem więcej niż specyficzna. Choć na pierwszy rzut oka można odnieść wrażenie, że dojazd do podnóża wspinaczki pod La Planche des Belles Filles (6 km, 8,4%) będzie łatwy, w rzeczywistości wcale taki nie jest. Pomiędzy 14. a 24. kilometrem szosa będzie się bowiem cały czas wznosiła, co dość jednoznacznie wskazuje na najlepszych górali w stawce. Mimo wszystko powinniśmy się jednak spodziewać przesiadek z rowerów czasowych na szosowe dopiero u podnóża ostatniej wspinaczki. 

Etap 21, Mantes-la-Jolie – Paryż, 122 km, płasko

Na koniec kolarzom pozostanie do pokonania tradycyjny, płaski etap do Paryża, gdzie z pewnością zawodnicy skupią się na robieniu zdjęć i piciu szampana. Do głosu dojdą oczywiście sprinterzy, którzy na ostatnich kilometrach powalczą o jedno z najbardziej prestiżowych zwycięstw w kalendarzu.