fot. Szymon Gruchalski / Lang Team

Remco Evenepoel (Deceuninck-Quick Step) przyjechał na Tour de Pologne jako jeden z głównych faworytów. Gdy rozmawialiśmy z nim we wtorkowe popołudnie, nie mógł wiedzieć, co wydarzy się pod katowickim Spodkiem. Na królewski etap zabrał ze sobą numer startowy Fabio i dzięki swojej znakomitej dyspozycji oraz taktycznemu nosowi, mógł go zademonstrować na mecie w Bukowinie Tatrzańskiej. Czapki z głów!

20-letni Evenepoel imponuje już od 2018 roku, kiedy to zdobył podwójne mistrzostwo świata w Innsbrucku, a następnie pominął kategorię orlika i podpisał kontrakt z drużyną Deceuninck-Quick Step. Teraz dał się również poznać jako znakomity członek zespołu, który nie dość, że w tak młodym wieku sprostał roli faworyta, to jeszcze potrafił zmotywować się w tak trudnym z powodu poważnego wypadku Fabio Jakobsena czasie.

– Za nami kilka ciężkich nocy. Nikt nie spał dobrze z powodu tego, co się stało. To były dla nas bardzo trudne momenty, ale myślę, że dziś pokazaliśmy, jak silna jest nasza drużyna, że potrafimy być razem w trudnych momentach. Mam na myśli także tych, którzy nie ścigają się w tym wyścigu. Kiedy wczoraj przyszły ze szpitala dobre wiadomości, to dodało nam pewności, animuszu i także wczoraj walczyliśmy o zwycięstwo dla Davide Balleriniego, ale dziś to był mój dzień. Planowaliśmy zaatakować nieco później, ale zobaczyłem, że wszyscy bardzo cierpią. Taka była nasza strategia na ten etap, abym zaatakował “na solo”, drużyna we mnie wierzyła

– podsumowywał swoje zwycięstwo wzruszony na mecie Evenepoel.

Samotnie dojeżdżając na metę w Bukowinie, wyjął numer startowy 75, z którym do wyścigu Tour de Pologne przystąpił Fabio Jakobsen. Przekraczając kreskę nie cieszył się, jego osobisty sukces nie był dzisiaj najważniejszy.

– Dziś rano poprosiłem naszego oficera prasowego, aby dał mi numer Fabio i zabrałem go ze sobą na etap. Obiecałem sobie, że bez względu na to, jak ciężko będzie, będę walczył. Wiedziałem, że będę cierpiał, ale Fabio cierpi o wiele bardziej i to właśnie dlatego przypuściłem dziś taki atak

– dodawał Belg.

51-kilometrowa ucieczka w stylu Thomasa De Gendta imponuje tym bardziej, że panował upał, a kolarze mieli w nogach równie wymagający etap do Bielska-Białej. Evenepoel przyznał, że liczył na to, że przynajmniej kilku zawodników odjedzie z nim do towarzystwa, ale pomimo że tak się nie stało, nie zraziło go to, by kontynuować akcję.

– Krótko przed momentem, w którym odjechałem, wszyscy atakowali się wzajemnie, a także na poprzednim podjeździe było już sporo akcji. Widziałem, że wszyscy cierpią, ale cierpiałem także ja. Myślałem, że odjedzie ze mną kilku kolarzy, czterech-pięciu i że wyścig będzie załatwiony, ale okazało się, że nikt ze mną nie pojechał. Szybko zyskałem pół minuty przewagi i wtedy powiedziałem sobie: OK, jadę sam. Z numerem Fabio nie czułem się zmęczony, wciąż miałem energię

– wyjaśniał Evenepoel.

Ostatni etap wyścigu Tour de Pologne do Krakowa najprawdopodobniej rozstrzygną sprinterzy. Jeśli nic nieoczekiwanego się nie wydarzy, Remco Evenepoel wygra klasyfikację generalną Tour de Pologne, zachowując tym samym stuprocentową skuteczność w tym sezonie. Przypomnijmy, że kolarz Deceuninck-Quick Step ma już na koncie zwycięstwa w Vuelta a San Juan, Volta ao Algarve oraz Vuelta a Burgos.

Z Bukowiny Tatrzańskiej Marta Wiśniewska