Było dramatycznie dnia pierwszego, było bardzo grzecznie, ale z dużym twistem w samym finale wczoraj. Piątkowy etap 77. edycji Tour de Pologne z Wadowic do Bielska-Białej pozwoli nieco odetchnąć sprinterom, a na charakterystycznych dla naszego narodowego touru krótkich i stromych podjazdach zetrą się ambicje specjalistów od pagórkowatych wyścigów klasycznych i rasowych górali. My zaś zobaczymy pierwsze przebłyski formy i otrzymamy zapowiedź tego, jaki kształt może ostatecznie przybrać klasyfikacja generalna wyścigu.

Jeśli założymy, że motywem przewodnim tegorocznej edycji Tour de Pologne są obchody 100. rocznicy urodzin Papieża Polaka, co jak na standardy organizowanego przez Czesława Langa wyścigu jest faktem wyjątkowo subtelnie komunikowanym, to miejsce startu piątkowego odcinka potraktować należy jako najbardziej bezpośrednie nawiązanie. Tym bardziej, że Wadowice jako tak mocno wyeksponowany punkt na trasie imprezy pojawiać się nie mają zwyczaju. Nie obiecam, że kremówki smakują tam dziś tak samo, jak przed laty, ani że spożywanie tak bogatych w śmietanę produktów w pełnym słońcu nie zakończy się upokorzeniem. Mogę natomiast zagwarantować, że reszta dnia, przynajmniej w aspekcie czysto sportowym, zapowiada się ekscytująco.

O ile Wadowice nie są jednym z typowych dla Tour de Pologne miast startowych, już finisz w Bielsku-Białej należy do stałych punktów programu. To tam swoje zwycięstwo w klasyfikacji generalnej wyścigu w sezonie 2018 przypieczętował Michał Kwiatkowski, a w zeszłym roku triumfował nie tyle bardzo szybki, co rozumiejący, że chaos jest drabiną Luka Mezgec.

Jeszcze przed podaniem do wiadomości publicznej oficjalnej trasy tegorocznego Tour de Pologne organizatorzy zapowiadali, że postarają się dorzucić tu i tam kilka dodatkowych kilometrów przewyższenia. Oczekiwania w związku z tym, jak to często bywa, przerosły ostateczną wersję rzeczywistości, ale właśnie odcinek z Wadowic do Bielska-Białej jest tym, który faktycznie jest trudniejszy w stosunku do ubiegłych edycji. Czy to wystarczy, by typowi górale mieli szansę w walce z szybszymi i na ogół bardziej dynamicznymi specjalistami od wyścigów jednodniowych? 

Pytanie to jest o tyle zasadne, że największe przeszkody umieszczone zostały w środkowej części piątkowego etapu, podczas gdy nieco łatwiejsze ostatnie 40 kilometrów rywalizacji będzie raczej konsekwencją wcześniej dokonanej selekcji, niż się do niej przyczyni. 

Zabawa na dobre rozpocznie się już w okolicach 50. kilometra trasy o łącznej długości 203,1 km. Wtedy kolarze będą już mieli w nogach pierwszy, rozgrzewkowy podjazd pod Wielką Puszczę (1,6 km, śr. 8,1%), a do pokonania jeszcze 4 podjazdy 1. kategorii i 2 drugiej. Co prawda podjazdy pod Kocierz (2,7 km, śr. 7,4%) umiejscowione są w pierwszej części rywalizacji, lecz już tam możemy spodziewać się solidnego naciągnięcia peletonu. Do najważniejszej selekcji powinno jednak dojść podczas dwukrotnej wspinaczki pod Przegibek (4,2 km, 6,4%), który co prawda nie są specjalnie stromy, ale z pewnością pozwoli na organizację akcji zaczepnych.

Również piątkowa rywalizacja zakończona zostanie na rundach, tym razem w stolicy Podbeskidzia. Nie powinny one co prawda doprowadzić do dodatkowej selekcji, ale sam finisz umiejscowiony na niewielkim wzniesieniu gwarantuje emocje aż do ostatnich minut rozgrywania etapu. Tym razem tych pozytywnych i czysto sportowych.

Górale, specjaliści od wyścigów klasycznych, a może radzący sobie w pagórkowatym terenie sprinterzy? W tak krótkim sezonie każdy dzień rywalizacji i każdy punkt jest na wagę złota, dlatego nikt łatwo skóry nie sprzeda, jednak na rynku nazwisk królują dziś głównie najbardziej uniwersalni kolarze.

Dużą szansę na powtórzenie zeszłorocznego triumfu ma Luka Mezgec (Mitchelton-Scott), który występami na pierwszych dwóch etapach Tour de Pologne udowodnił, że jest już w całkiem niezłej formie, a do tego ma wyjątkowy dar chwytania i przemieniania w złoto nagle objawiających się okazji. Barwy tej samej ekipy reprezentują Simon Yates i Esteban Chaves, którzy co prawda pełną paletę swoich możliwości pokazać mogą dopiero na znacznie dłuższych i trudniejszych podjazdach, ale można zakładać, że nie przyjechali do Polski tylko po to, by pozwiedzać Wieliczkę i Zakopane –  to zaś zapewnia australijskiej ekipie dużą głębię z zakresie możliwych do wprowadzenia rozwiązań taktycznych.

Wiele wskazuje na to, że Bora-hansgrohe liczyć będzie przede wszystkim na świetny występ Maximiliana Schachmanna, którego uznać można za zdecydowanie najszybszego spośród zawodników roboczo zaszufladkowanych jako liderzy na klasyfikację generalną. Przy jedynie dwóch etapach, które pozwalają zrobić różnicę, liczyć się będzie każda wywalczona na premiach sekunda, dlatego w interesie Bory jest uczynienie piątkowego odcinka tak trudnym, jak to tylko możliwe. Jest to na szczęście również w interesie Rafała Majki, który co prawda pozostaje nieco w cieniu 26-letniego Niemca, ale my doskonale wiemy, że ścigając się w swoich rodzinnych stronach będzie indywidualnie walczył o jak najlepszy rezultat.

Do zawodników dość niedocenianych, ale bardzo szybkich i świetnie czujących się w takim terenie należy Daryl Impey (Mitchelton-Scott), któremu z pewnością można przypisać rolę czarnego konia piątkowego odcinka. Zbliżoną do niego charakterystykę mają między innymi Jasper Stuyven (Trek-Segafredo), Rui Costa, Diego Ulissi (UAE-Team Emirates) czy Davide Bellerini (Deceuninck-Quick Step), przy czym wysokie tempo rozgrywania etapu będzie zdecydowanie działało na niekorzyść tego pierwszego.

Z grona zaś zawodników, którzy będą chcieli wcześniej rozegrać etap na swoją korzyść, wyróżnić musimy Remco Evenepoela (Deceuninck-Quick Step), Tima Wellensa (Lotto Soudal) i Madsa Pedersena (Trek-Segafredo).