Foto: ASO/ Alex Broadway

Krew w żyłach kolarzy między innymi z Ameryki Południowej musiała zmrozić informacja z tego tygodnia, że Unia Europejska zamknęła swoje granice przed obywatelami wielu państw, w tym tych pochodzących z Kolumbii oraz Stanów Zjednoczonych. Światełko nadziei daje jednak rozporządzenie władz Hiszpanii, według którego przedstawiciele wybranych zawodów, w tym kolarze, będą mogli wjechać na terytorium tego kraju.

Na powrót do Europy czeka chociażby zwycięzca ubiegłorocznego wyścigu Tour de France Egan Bernal (Team Ineos). 19 lipca wraz dwustoma innymi kolumbijskimi sportowcami ma wrócić do Europy specjalnie wyczarterowanym samolotem, który wyląduje w Madrycie. Gdyby jednak Hiszpanie nie poluzowali prawa regulującego wjazd na terytorium ich kraju, ten lot nie mógłby się odbyć.

W sobotę minister spraw wewnętrznych Hiszpanii ogłosił, że “wysoko wykwalifikowani pracownicy, których praca jest niezbędna i nie może być przełożona oraz wykonywana zdalnie, włącznie z tymi, którzy uczestniczą w wysokich rangą wydarzeniach sportowych w Hiszpanii”, będą mogli wjechać do kraju.

Według pierwotnych wytycznych ogłoszonych przez Unię Europejską ci, którzy pochodzą z obłożonych restrykcjami państw, a chcieliby przyjechać na Stary Kontynent, muszą mieć kartę pobytu lub wizę. Wciąż nie wiadomo jednak, czy do Europy mogą przylecieć na przykład Amerykanie oraz czy sportowcy z Kolumbii będą mogli po wylądowaniu w Madrycie przemieścić się do innych państw, w tym do Francji, by wziąć udział w wyścigu Tour de France.

Niedawno pisaliśmy o sytuacji debiutującego w drużynie Deceuninck-Quick Step Iana Garrisona, który został zawrócony z lotniska, podczas gdy chciał przylecieć do Europy, by przygotowywać się do wznowienia sezonu, które nastąpi lada moment.

Jak się okazuje, ułożenie alternatywnego kalendarza wyścigów i możliwość ich rozgrywania nie rozwiązuje wszystkich problemów kolarzy i kolarstwa. Restrykcje dotyczące przemieszczania się mogą solidnie pokrzyżować plany niektórym zawodnikom.