fot. Hiszpańska Federacja Kolarska

Choć w swoim palmáres ma tylko dwa zwycięstwa, to Luis Ángel Maté jest jednym z filarów reprezentacji Hiszpanii. Swoim liderom pomaga do ostatniej kropli potu i pomimo 36 lat na karku wciąż liczy na powołanie do narodowej drużyny, o czym opowiada prosto ze zgrupowania w Altei.

Jak donosiliśmy kilka dni temu, reprezentacja Hiszpanii przebywa w Altei na Costa Blanca na zgrupowaniu przygotowującym do mistrzostw świata 2020. Wśród zaproszonych kolarzy jest 36-letni Luis Ángel Maté. Selekcjoner Pascual Momparler zaprosił wiele młodych zawodników, ale nie zapomniał także o kilku najbardziej doświadczonych jak Alejandro Valverde czy właśnie Maté. Pochodzący z Marbelli kolarz powołanie nazywa “nagrodą, dumą i szansą na pomoc młodym zawodnikom”.

Hiszpanie doskonale wiedzą, że Maté tylko dwa razy w swojej karierze unosił ręce w geście triumfu: podczas Tour de San Luis 2010 oraz na Route du Sud w 2011. Pomimo to cenią go za pracę, jaką wykonuje dla liderów. Dość wymienić, że w wielkich tourach startował czternaście razy i wszystkie ukończył. Np. we Vuelcie 2018 przez siedemnaście dni jechał w koszulce lidera klasyfikacji górskiej, aż wreszcie na drodze do zdobycia tego łupu stanęło mu zapalenie oskrzeli, a pomimo to dojechał do Madrytu. Ten sezon jest jego dziesiątym w drużynie Cofidis, która od tego roku posiada licencję World Tour.

– Nigdy nie byłem zwycięzcą, ani także do tego nie pretendowałem, ale zdołałem znaleźć swoje miejsce w peletonie i myślę, że każda drużyna potrzebuje takiego kolarza jak ja. Drużyna polega na tym, aby się uzupełniać, a moją pracą jest pomaganie liderowi

– powiedział Maté dziennikowi “AS”.

Hiszpan ze swoją narodową drużyną chce pojechać na mistrzostwa Europy, a poza tym jego celem jest Vuelta.

– Wiem, że będę musiał poświęcić się dla zespołu, ale dlaczego mam nie mieć jeszcze kilku dni chwały. Fizycznie i mentalnie czuję się bardzo dobrze, a także wciąż odczuwam radość z tego, co robię

– przyznaje Luis Ángel Maté.

Zapytany o przyszłość, stwierdził, że zwiąże ją z rowerem, który jest jego życiową pasją.

– Jestem kolarzem i zawsze nim będę, niezależnie od tego, czy będę ścigał się z zawodowcami. Byłem jednym z tych dzieciaków, które grały w kapsle i marzyły, aby zarabiać w ten sposób na chleb. Jednak kiedy zakończę karierę, mam w planach projekty związane z podróżowaniem rowerem, ponieważ wydaje się, że w tym świecie rower jest środkiem transportu przyszłości

– zakończył marbelczyk, który, gdyby nie był kolarzem, zostałby gwiazdą rocka albo flamenco.