fot. Team Sky

Zwycięzca ubiegłorocznej edycji Tour de Pologne Pavel Sivakov z drużyny Ineos był już trzynastym gościem naszej nowej serii wywiadów “na żywo”. Z Rosjaninem wychowanym we Francji rozmawialiśmy między innymi o jego celu dostania się do składu na Tour de France, a także o naszym narodowym tourze. Zapraszamy do czytania i oglądania.

W bieżącym sezonie – przerwanym z powodu pandemii koronawirusa – Sivakov zdążył wystartować w Tour Down Under, Race Torquay, Cadel Evans Great Ocean Road Race oraz Tour de la Provence. Najlepszą lokatę i występ zanotował w klasyku zwycięzcy Wielkiej Pętli z 2011 roku, gdzie zajął drugie miejsce, przegrywając dwójkowy sprint z Driesem Devenynsem z drużyny Deceuninck-Quick Step. Ten wynik z pewnością pomógł mu z optymizmem spoglądać na europejski sezon wyścigów, bowiem podczas pobytu w Australii deklarował, że chce wystartować z drużyną Ineos w Tour de France i – jak powiedział nam w piątkowy wieczór – nadal stawia przed sobą to wyzwanie.

– Tak, to wciąż jest mój cel, nic się w tej sprawie nie zmieniło. Będę próbował zdobyć miejsce w składzie naszej drużyny na Tour. Trzeba jednak pamiętać, że w obecnej sytuacji bardzo ciężko jest cokolwiek przewidzieć. Jeśli sprawdzą się prognozy dotyczące drugiej fali [pandemii koronawirusa] to nie widzę możliwości, aby francuski rząd zgodził się na rozegranie wyścigu. To jest smutne, ale co zrobić. Ja jednak będę robił swoje. Mogę już trenować na szosie, zatem zacząłem budować bazę do osiągnięcia najwyższej formy na Tour. W moim przypadku to nie jest tak, że wracam jak po zimie, ponieważ podczas kwarantanny wciąż pracowałem i jestem w lepszej formie niż po off-season. Czuję się świeżo i dobrze – wiem, że muszę ciężko pracować, aby dostać powołanie na Tour, ponieważ nasza drużyna jest jedną z tych, w których dokonać jest tego najtrudniej

– powiedział Sivakov.

22-latek odniósł w ubiegłym sezonie kilka imponujących rezultatów, a był to przecież dopiero jego drugi sezon ścigania na poziomie World Tour. Triumfował w klasyfikacji generalnej wyścigu Tour of the Alps, następnie był dziewiąty w Giro d’Italia, a w drugiej części sezonu zdołał przygotować kolejny szczyt formy i zgarnąć trofeum w naszym rodzimym wyścigu – Tour de Pologne. Nie wygrał etapu, ale dzięki dobrej taktycznie jeździe drużyny Ineos, a także jego samego, mógł ubrać w Bukowinie Tatrzańskiej słynną góralską czapkę dla zwycięzcy klasyfikacji generalnej. Zapytaliśmy go o wspomnienia z polskiego wyścigu.

– Mam bardzo dobre wspomnienia nie tylko z ubiegłorocznej edycji, ale także z 2018 roku, mojego pierwszego w World Tourze, kiedy to wygraliśmy ten wyścig z “Kwiato” [Michałem Kwiatkowskim]. Ja tam byłem i to było bardzo miłe, a ponadto dzięki temu występowi otrzymałem powołanie na wyścig Vuelta a España. Nie mogłem doczekać się kolejnej edycji, która była jednak rollercoasterem, ponieważ wyścig zaczął się w bardzo smutny sposób z powodu śmierci Bjorga [Lambrechta z drużyny Lotto-Soudal]. Znałem go bardzo dobrze, ścigaliśmy się razem, więc było to bardzo przykre. Ale wyścig jechał dalej, a to zwycięstwo jest w tym momencie moim największym sukcesem w karierze. Gdyby ktoś rok temu powiedział mi, że tego dokonam, nie uwierzyłbym. Byłem w dobrej formie, ale nie spodziewałem się, że drużyna będzie na mnie stawiała. Razem z Benem Swiftem byliśmy chronionymi kolarzami, a do tego w dobrej formie był Tao [Geoghegan Hart]. Ostatecznie okazało się, że to ja zostałem zwycięzcą. To było wspaniałe doświadczenie. Organizacja wyścigu jest bardzo dobra, a trasy ostatnich etapów bardzo mi się podobały, bo wymagały jechania na całego od startu do mety. Było wspaniale

– opowiadał Pavel Sivakov.

Całą rozmowę z jednym z najzdolniejszych kolarzy swojego pokolenia można obejrzeć poniżej.