fot. ORLEN

Pierwszy i jak na razie jedyny Polak, który został kierowcą królowej sportów motorowych Formuły 1 Robert Kubica uwielbia kolarstwo, a jazda na rowerze jest dla niego pasją i sposobem na utrzymanie wysokiej formy fizycznej. Podczas długiej rozmowy porozmawialiśmy z nim o dwóch kółkach, związkach kolarstwa z motosportem i przygotowaniach do ORLEN e-Tour de Pologne. Zapraszamy do czytania! 

Częścią twojego kolarskiego treningu nie od dziś jest także jazda na trenażerze, a czy przygotowujesz się jakość szczególnie do wyścigu ORLEN e-Tour de Pologne Amatorów, który będzie transmitowany w Eurosporcie 1?  

Tak, to fakt, że w ostatnim czasie zrobiłem trochę kilometrów na trenażerze, zwłaszcza z powodu panującej epidemii, podczas której jesteśmy zamknięci w domu. Tutaj, w Monako, mam lockdown już prawie dwa miesiące i nie jestem w stanie nic pokręcić na zewnątrz. Ale tak jak mówisz, z trenażera korzystałem także w ostatnich latach, zwłaszcza zimą. Jest to dobra alternatywa treningowa, chociaż oczywiście mój trening nie jest takim, jaki wykonuje zawodowy kolarz. Natomiast do wirtualnego wyścigu ORLEN eTour de Pologne nie robię jakichś szczególnych przygotowań, zwłaszcza że wiem, iż odbędzie się on na krótkim dystansie.

Wirtualne wyścigi (nawet te przeznaczone tylko dla zawodowców) z reguły są krótkie. Biorąc pod uwagę wysiłek, jaki trzeba w nie włożyć chyba nie da się zorganizować 80- czy 100-kilometrowego ścigania na platformie symulującej wyścigi. 

Co do tego, że się nie da, nie do końca się zgodzę – wszystko się da! (śmiech). Sam zrobiłem ostatnio trasę na Zwifcie, której przejechanie zajęło mi prawie pięć godzin, także zafundowałem sobie trochę dłuższą przejażdżkę. Krótkie dystanse wirtualne mają to do siebie, że są bardzo intensywne. Wiem, ponieważ moi znajomi dużo ścigają się on-line. W tego typu wyścigach wbrew pozorom ważna jest także taktyka. Na początku trzeba utrzymywać się w pierwszej grupie, a później, gdy tempo trochę spada, można odpuścić i jest łatwiej aniżeli trzeba byłoby nadrabiać. Jednak ja mam do tego trochę inne podejście. Moją ambicją nie jest dokonywanie nie wiadomo czego. Oczywiście, nie jest też tak, że nie lubię dać sobie w kość, ale znam swoje miejsce w szeregu.

Co sądzisz o inicjatywie, jaką jest wirtualny wyścig ORLEN e-Tour de Pologne dla amatorów?  

Myślę, że jest to bardzo fajna inicjatywa, zwłaszcza w tym trudnym czasie, który teraz mamy. Jest to okazja do wirtualnego spotkania, spędzenia czasu i „pokręcenia” z ludźmi, których nie znasz osobiście. Wszystko odbywa się wirtualnie, ale jednak jest to coś miłego.

Symulatory jazdy istnieją również w motosporcie. Tam masz z nimi do czynienia jako zawodowiec, zaś w przypadku chociażby Zwifta, korzystasz z nich jako zaawansowany – ale jednak – amator. Mimo to z pewnością jesteś w stanie je porównać, ponieważ obie dyscypliny dobrze znasz i doświadczasz ich na własnej skórze. Który z nich bardziej zbliża do prawdziwego sportu? 

Ciekawe pytanie. Z jednej strony, symulacja wysiłku jest dużo większa na rowerowym trenażerze niż na symulatorze jazdy. Dzięki technologii możemy w sposób wirtualny pokonywać realne trasy. W symulatorach wyścigowych jest dużo większa rozbieżność – dużo trudniej odzwierciedlić odczucia lub realistyczne zachowanie bolidu lub innego auta wyścigowego na komputerze czy na symulatorze. Technicznie jest to dużo bardziej wymagające. Aplikacje, które mają do dyspozycji kolarze są dużo bardziej zbliżone do prawdziwego sportu niż te w motosporcie. Z drugiej strony symulator wyścigów zabiera bardzo dużo energii pod względem mentalnym. Z kolei w kolarstwie, myślę, że dużo większe skupienie trzeba utrzymywać na szosie – np. trzeba uważać na zjazdach itd. Zawsze się śmieję, że z moimi ograniczeniami łatwiej jest mi pedałować w domu, ponieważ w utrzymanie optymalnej pozycji na szosie muszę wkładać sporo energii, a na trenażerze jest to po prostu łatwiejsze. Jest również coś, co łączy obie te rzeczy: wszyscy mówią, że jest to zabawa, a gdy zaczyna się ściganie, to robi się poważnie (śmiech). Nie ma wtedy znaczenia, czy jesteś na szosie, na torze wyścigowym czy w domu. Chodzi zawsze o to samo – dojechać do celu jak najszybciej.

Zostawmy już wirtualny świat. Ścigasz się w wyścigach dla amatorów? Chcesz rywalizować także na rowerze?  

Nie, ja podchodzę do kolarstwa w luźny sposób. W tym sporcie fajne jest to, że wszyscy mogą robić to samo, ale na sto różnych sposobów. Kolarstwo daje mi to, na co nie mogę sobie pozwolić w motosporcie, czyli podchodzenie na pełnym luzie, z dużą swobodą. Moim priorytetem są sporty motorowe, dlatego ewentualne wypady na wyścigi czy jakieś inne kolarskie imprezy rodzą się przez przypadek, najczęściej wtedy, gdy zadzwoni do mnie jakiś znajomy i powie: „Chodź, pojedźmy gdzieś!”. W tamtym roku pojechaliśmy ze znajomymi na maraton organizowany w Dolomitach. Było to pomiędzy wyścigami w Formule 1 i znajdowałem się w całkiem niezłej formie, lecz zmagałem się z dużym bólem pleców, co na długich podjazdach dało mi popalić. Muszę jednak podkreślić, że stanowiło to dla mnie tylko rodzaj wyzwania, challenge. Poza tym wraz ze znajomymi z Włoch chciałem wystartować w Tour de Pologne amatorów, co połączyłbym z pokazaniem im Polski, ale niestety mój harmonogram w Formule 1 na to nie pozwolił. W kolarstwie ważna jest systematyczność, a charakterystyka mojej pracy nie idzie z tym w parze.

Pomimo to znajdujesz czas na rower, ponieważ jeździsz regularnie i udaje ci się robić imponujące dystanse. 

Nawet ostatnio śmiałem się razem z moim znajomym, że porównując liczbę moich dni wolnych z kilometrami, okazuje się, że trzeba się było nieźle nakombinować (śmiech). Kiedy mam bowiem półtora dnia wolnego w trakcie rozjazdów, to powinienem to wykorzystać na regenerację, na ładowanie energii i dlatego też muszę uważać na kolarstwo. Jest to sport, który dużo mi daje, ale jeśli wymknie się spod kontroli, to może mi zaszkodzić. W ubiegłym roku zawsze miałem ze sobą rower, ale kiedy wiesz, że musisz jutro startować nie możesz iść na trzy-, czterogodzinną przejażdżkę. Muszę zdawać sobie również sprawę z tego, że z moimi ograniczeniami, z pozycją, jaką przyjmuję na rowerze, to kosztuje mnie sporo wysiłku. Jednak zawsze staram się znaleźć czas na rower, ponieważ, gdy nie jeżdżę kilka dni, to mi tego brakuje i to jest coś pięknego. Zawsze zastanawiam się, co takiego jest w kolarstwie, że kosztuje sporo pieniędzy (sprzęt, wyjazdy itd.) i wymaga dużego wysiłku (często, gdy wjeżdżam pod górę, zadaję sobie pytanie: „Po co ja to robię?!”), a jednak zawsze chcesz do tego wracać. To jest pytanie, na które nie znajdziesz odpowiedzi.

Czego nauczyłeś się od profesjonalnych kolarzy i czego oni nauczyli się od ciebie? 

Kolarstwo nauczyło mnie, że wiele możesz zyskać i stracić prawidłowo lub nieprawidłowo się odżywiając. W tym sporcie jest tak, że gdy zaczyna brakować ci paliwa i zapala się rezerwa, to popadasz w tarapaty, i to dało mi do myślenia. Przede wszystkim mam do kolarzy duży respekt i sentyment, ponieważ jest to bardzo ciężki i wymagający sport. Z kolei kolarze, którzy na co dzień walczą o zwycięstwa, dopytywali mnie o różne niuanse wykorzystywane w motosporcie, z których mogliby skorzystać, aby poprawić swoje wyniki. Chodzi bardziej o materiały, rozwiązania technologiczne – te małe rzeczy, które zawsze się liczyły, ale teraz znaczą jeszcze bardziej.

Właśnie. Drużyna Bahrain-McLaren jest sponsorowana i współpracuje z marką obecną w Formule 1, inne zespoły również kooperują ze stajniami wyścigowymi. Jak myślisz, w jaki sposób Formuła 1 może przydać się kolarstwu? 

Patrząc na tę sytuację realistycznie trzeba rozróżnić podejście marketingowe od technicznego. Formuła 1 jest bardzo zaawansowana technologicznie. Materiały, jakich używamy są wykorzystywane również w kolarstwie. Tunele aerodynamiczne są w Formule 1 również na najwyższym poziomie i z nich także można skorzystać w kolarstwie – zwłaszcza jeśli chodzi o czasówki i sprinty. W ostatnich latach dużo stawia się na aerodynamikę i pozycję. Znam historię, że jedna z marek wykorzystywała w produkcji swojego sprzętu tunel aerodynamiczny, a po kilku sesjach ktoś powiedział im, że wypadałoby to robić z kolarzem, bo sam rower nie jeździ (śmiech). Z punktu widzenia technicznego myślę, że jest wiele rzeczy, które Formuła 1 może wnieść do kolarstwa. Może nie są to bardzo widoczne aspekty, ale niuanse, które mogą poprawić wyniki. Natomiast jeśli chodzi o współpracę ekipy Bahrain z McLarenem, to myślę, że jej podstawą jest to, że są to ci sami właściciele. Dlatego powiedziałem, że należy odróżnić współpracę marketingową od technicznej. Ale są też zespoły Formuły 1, które może trochę mniej marketingowo współpracowały z drużynami kolarskimi, ale podsuwały im wiele przydatnych rozwiązań.

Który z kierowców Formuły 1 jest najlepszym „kolarzem”? Oprócz ciebie oczywiście (śmiech).  

Tego nie wiem, bo rzadko jeżdżę na rowerze z kierowcami. Ostatnio leciałem jednak samolotem z jednym z kierowców i jak powiedział mi o watach, jakie generuje na rowerze, to pomyślałem, że być może pomylił sporty (śmiech). To oczywiście pół żartem, pół serio. Myślę, że każdy kierowca, który uprawia amatorsko kolarstwo podchodzi do tego inaczej, ale jest jedna cecha, która nas łączy – że każdy z nas chciałby to robić jeszcze lepiej. Ograniczenia mojej ręki i prawej nogi, która także dostała w kość podczas wypadku, nie są dla mnie bez znaczenia. Pamiętam, kiedy około cztery lata temu po raz pierwszy po wypadku wsiadłem na rower. Z powodu bólu pleców nie mogłem wytrzymać na rowerze czterdziestu minut, a teraz wyjeżdżam na treningi trwające od trzech do pięciu godzin i dla mnie samo to jest dużym sukcesem, ponieważ wiem, z jakiej pozycji wystartowałem.

Chciałabym, żebyś wyjaśnił naszym Czytelnikom po co kierowcy wyścigowemu dobra forma fizyczna. Bo przecież ściganie się chociażby w Formule 1 to nie jest tylko siedzenie za kierownicą. 

Tak, to jest właśnie często krzywdzące w motosporcie, bo ktoś myśli, że jeśli jedzie w niedzielę do kościoła lub po zakupy, to też jest kierowcą. Myślę, że ludzie bardziej zdają sobie sprawę z trudności kolarstwa – jeśli pojadę na rowerze do sklepu, to nie oznacza, że jestem zawodowcem. Jako kierowcy musimy przez dwie godziny wyścigu zachować stuprocentową koncentrację, nie możemy rozproszyć się nawet na sekundę. W kolarstwie jest trochę inaczej – oczywiście, są momenty, gdy trzeba być w pełni skupionym, ale głównie są to specyficzne momenty – np. sprinty. Jako ciekawostkę mogę podać moje tętno, które miałem podczas wyścigu Formuły 1, ale od razu zaznaczam, że nie jest to praca serca wynikająca z wysiłku fizycznego – to jest połączenie dwóch rzeczy: wysiłku fizycznego i mentalnego.  Zdarzyło mi się mieć średnie tętno około 170 uderzeń na minutę. Bywało, że na rowerze miałem podobną średnią, ale są to dwa różne wysiłki. To nie jest tak, jak w zwykłym aucie, gdzie pokonuje się po prostu dystans z punktu A do punktu B i podczas podróży jest się zrelaksowanym. Bardzo ważne jest przygotowanie fizyczne, bo wtedy jest nam dużo łatwiej mentalnie.

No i są jeszcze te karkołomne przeciążenia, jakie musi przyjmować kierowca. 

Przeciążenia w Formule 1 dochodzą do 6G. Co to oznacza? Oznacza to, że w momencie, kiedy hamujemy lub pokonujemy zakręt, na nasze ciało oddziałuje siła 6G, a więc, gdy ktoś waży np. 60 kilogramów, to w takim momencie waży 360 kilogramów, z czego głowa waży 60 kilogramów. Jeśli ktoś chce zrobić mały test, to niech przyczepi sobie do głowy jakiś pięciokilogramowy odważnik. Da to jakieś pojęcie, z jakimi obciążeniami się zmagamy, ale te siły podczas wyścigu i tak są jeszcze większe. Przygotowanie fizyczne jest bardzo ważne. Kolarstwo i wyścigi różni coś jeszcze, a mianowicie, jeździć na rowerze możemy codziennie, natomiast startować w wyścigach Formuły 1 nie da się codziennie, a obciążeń, z jakimi mamy podczas nich do czynienia, nie da się symulować. Dlatego powrót po tak długim okresie jak teraz, będzie dla nas bardzo trudny.

Jazda na rowerze pomaga też utrzymać odpowiednią wagę, prawda? Ty – posługując się żargonem kolarskim – jesteś bardzo wycieniowany.  

Tak, im mniej ważysz, tym lepiej, chociaż ostatnio w Formule 1 obowiązuje waga minimalna, ale nadal im mniej, tym lepiej. Powiedziałaś, że jestem szczupły. W ostatnich latach dzięki jeździe na rowerze stałem się bardzo szczupły albo inaczej – bardzo lekki. Ostatnio jeszcze zrzuciłem parę kilogramów i nie wiem, czy jest to dobre… Plus mojej przygody z kolarstwem jest taki, że lubię jeść, a dzięki temu mogę sobie pozwolić na więcej (śmiech).

Na zakończenie dwa pytania kolarskie. Twój ulubiony podjazd w Europie? 

Na wulkan Teide. Zależy, od której strony, ale z każdej i tak jest to konkretna góra.

Ulubiony wyścig? 

Etapowy czy klasyk?

Obojętnie. 

Ronde van Vlaanderen. Bardzo lubię wyścigi etapowe i belgijskie klasyki.

Dziękuję za rozmowę. 

Rozmawiała Marta Wiśniewska 

ROBERT KUBICA, zawodnik ORLEN Team, kierowca wyścigowy F1, DTM