fot. Jumbo-Visma

Tony Martin jeszcze nie zamierza ogłaszać końca kariery. Niemiec chce wstrzymać się z decyzją do wznowienia ścigania.

Ostatnie lata nie są zbyt udane dla Tony’ego Martina. Odkąd w 2017 roku zamienił Quick-Step na Katushę-Alpecin, zatracił umiejętność jazdy na czas, z której kiedyś był znany. Wprawdzie ostatnio coraz lepiej odnajdywał się jako pomocnik w Jumbo-Visma, ale po tym sezonie kończy mu się kontrakt, a on sam na początku roku zapowiadał, że po tym sezonie prawdopodobnie zakończy karierę. 

Jednak pandemia pokrzyżowała mu nieco plany. W trwającym sezonie udało mu się uzbierać zaledwie 5 dni wyścigowych (wszystkie w UAE Tour). To sprawiło, że postanowił nieco opóźnić podjęcie decyzji.

Wyścigi na całym świecie są odwoływane, a zespoły wciąż nie wiedzą, jak poradzą sobie z obecną sytuacją. Dlatego to nie czas na podejmowanie pochopnych decyzji. Na pewno niedługo będę musiał coś postanowić, ale wciąż nic nie wiem. Czekam na jesień i wtedy pomyślę co dalej. Na razie jest zbyt wiele pytań: czy całkowicie doszedłem do siebie po upadku na Vuelcie? Jak odnajduję się w peletonie? Czy wciąż jestem w stanie znosić długą rozłąkę z rodziną? Na odpowiedzi będę musiał chwilę poczekać.

– powiedział niemieckiemu Frankfurter Allgemeine Zeitung.

Poprzedni artykułOpinie wirusologów na temat nowego terminu Tour de France
Następny artykułRalph Denk: „Możemy się ścigać do Bożego Narodzenia”
Trenował kolarstwo w Krakusie Swoszowice i biegi średnie w Wawelu Kraków, ale ulubionego sportowego wspomnienia dorobił się startując na 60 metrów w Brzeszczach. W 2017 roku na oczach biegnącej chwilę wcześniej Ewy Swobody wystartował sekundę po wystrzale startera, gdy rywale byli daleko z przodu. W pisaniu refleks również nie jest jego mocną stroną, ale stara się nadrabiać jakością.
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments