fot. Paris-Roubaix

Od kilku lat wielkim marzeniem Sepa Vanmarcke (EF Pro Cycling) jest zwycięstwo w wyścigu Paryż-Roubaix. Po raz kolejny miał o to powalczyć tej wiosny, ale kryzys spowodowany koronawirusem sprawił, że musi odłożyć swoje plany… no właśnie, na kiedy? 

W minioną niedzielę Vanmarcke miał spróbować poprawić swój życiowy wynik w Paryż-Roubaix, jakim jest drugie miejsce wywalczone w 2013 roku, kiedy to uległ jedynie Fabianowi Cancellarze. Jednak z powodu pandemii koronawirusa – jak większość Europejczyków – siedzi w domu z rodziną, pracuje w ogrodzie i trenuje do wyścigów, które nie wiadomo kiedy zostaną wznowione.

– Siedzę sobie tutaj i pielę w ogródku, podczas gdy normalnie przeżywałbym jeden z najbardziej intensywnych okresów w roku. Myślę, że w tegorocznym Paryż-Roubaix walczyłbym o najwyższe lokaty. Jestem tego pewien. Pracując podczas Paryż-Nicea dla Sergio Higuity zbliżałem się do szczytu formy. Byłem gotowy na wiosenne wyścigi klasyczne. To, co się teraz dzieje ma wpływa na wszystkich, ale my kolarze nie powinniśmy zbytnio narzekać, ponieważ są ludzie, którzy cierpią z tego powodu bardziej

– powiedział Vanmarcke gazecie “Het Nieuwsblad”.

31-latek trenuje po kilka godzin dziennie, by być gotowym na moment, w którym wyścigi zostaną wznowione. Jeździ na rowerze (także na górskim, po lesie) oraz wykonuje różne ćwiczenia ciała. Ma nadzieję, że jesienią zostanie rozegrane jego upragnione “Piekło Północy”.

– Możliwe, że Paryż-Roubaix odbędzie się jesienią i zwycięstwo w nim byłoby jeszcze bardziej wyjątkowe. Jednak wszystko zależy od tego, jak rozwinie się kryzys związany z koronawirusem. Obawiam się, że sponsorzy zaczną się wycofywać i jeśli tak będzie, to dla nikogo nie będzie to zaskoczeniem

– dodał Vanmarcke.

Niepewność Belga jest podwojona, ponieważ wraz z końcem tego roku kończy musi kontrakt z drużyną EF Pro Cycling, do której dołączył w 2017 roku. Ma jednak nadzieję, że pomimo niemożności zaprezentowania się na szosie, drużyna nie przestanie mu ufać i wierzyć, że przez kilka kolejnych lat będzie w stanie ścigać się na wysokim poziomie.

– Pod koniec lipca skończę 32 lata i myślę, że drużyna wie, czego ode mnie oczekiwać i że przez kolejne lata będę w stanie prezentować wysoki poziom. Jestem również całkiem dobrze opłacany, jak na razie nie obcięto nam pensji, także jestem dobrej myśli. Musimy po prostu zaakceptować tę sytuację i jak najlepiej ją wykorzystać

– zakończył Sep Vanmarcke, który przebywa obecnie w swoim domu w Azegem, na północy Belgii, niedaleko granicy z Francją.