fot. Total Direct Energie

Menedżer prokontynentalnej ekipy Total Direct Energie jest sceptyczny co do odbycia się tegorocznej 107. edycji Tour de France w planowanym terminie. Jak wiemy Amaury Sport Organisation, czyli organizator wyścig dał sobie czas na ostateczną decyzję do 15 maja.

Ekipa Jeana-René Bernaudeau otrzymała dziką kartę na tegoroczną “Wielką Pętlę”, która ma wystartować 27 czerwca w Nicei. Sam szef ekipy w wywiadzie dla Ouest France jest pełen obaw co do odbycia się wyścigu w planowanym terminie.

Nie zrobimy Touru tylko po to, aby wyścig się odbył, to nie ma sensu. Mówimy o największym wyścigu na świecie, z wieloma interesariuszami, ale także o ogromnej imprezie rodzinnej na świeżym powietrzu i nie mamy prawa tego nie dostrzegać. Bez publiczności przy drodze, ani przy starcie, i mecie, byłoby to bardzo ryzykowne. Wydawałoby się to nierealne, ale to tylko moja myśl.

– powiedział szef Total Direct Energie.

Doświadczony Jean-René Bernaudeau na kolarstwie zna się, jak mało kto. Zwraca on uwagę na to, że ewentualne odbycie się najważniejszego wyścigu bez kibiców może nie podobać się wielu interesariuszom.

Jak zareagowaliby burmistrzowie? Jak zorganizują się zespoły, na przykład w hotelach? Albo epidemia zostanie przezwyciężona i wszystko pójdzie normalnie w co chcę wierzyć. Albo będzie inaczej i Tour de France się nie odbędzie. Uważam, że wnioski są składane nieco pochopnie. To nie jest rozsądne. Kto może wiedzieć, w jaki sposób wirus będzie ewoluował na świecie i gdzie będziemy za trzy miesiące? Nawet eksperci tego nie wiedzą 

– zakończył Francuz.

Na ten moment musimy podobnie jak szef Total Direct Energie uzbroić się w cierpliwość. Nie wiemy co będzie za trzy miesiące. Wtedy zgodnie z planem najlepsi kolarze na świecie powinni ścigać się już wokół Nicei. Czas i szalejąca pandemia pokaże, czy tak faktycznie się stanie.